Wprost kontra Przegląd

Wprost kontra Przegląd

W numerze 50. (18.12.2005 r.) opublikowaliśmy oświadczenie redaktora naczelnego „Przeglądu”, będące konsekwencją wyroku Sądu Okręgowego z 12.10 2004 r. i wyroku Sądu Apelacyjnego z 25.08.2005 r. Wyroki dotyczyły sprawy, jaką wytoczyła „Przeglądowi” Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost” po publikacjach w 2003 r. Aleksandra Małachowskiego i Andrzeja Dryszla. Mimo śmierci Marszałka Małachowskiego AWR „Wprost” nie wycofała oskarżenia. Kierując się chęcią obrony dobrego imienia naszego wieloletniego Autora na prośbę wielu czytelników prezentujemy uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego.

Sąd Apelacyjny w Warszawie Wydział I Cywilny po rozpoznaniu 25 sierpnia 2005 r. w Warszawie
na rozprawie sprawy z powództwa Agencji Wydawniczo-Reklamowej „Wprost” Spółki z o.o. w Warszawie
przeciwko Jerzemu Domańskiemu, redaktorowi naczelnemu tygodnika „Przegląd”
o ochronę dóbr osobistych
na skutek apelacji powódki
od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie
z dnia 12 października 2004 r.
1) zmienia zaskarżony wyrok w punktach I i III w ten sposób, że punktowi I nadaje treść: zobowiązuje Jerzego Domańskiego – redaktora naczelnego tygodnika „Przegląd” do opublikowania w tygodniku „Przegląd” przy rubryce „Zapiski polityczne” na stronie 78, równorzędną czcionką, w terminie 14 dni od daty uprawomocnienia się orzeczenia, oświadczenia następującej treści: Przepraszam Agencję Wydawniczo-Reklamową „Wprost” Spółkę z o.o. w Warszawie – wydawcę tygodnika „Wprost”, za zniesławiające ją określenie tygodnika „Wprost” zawarte w felietonach Aleksandra Małachowskiego, zamieszczonych w tygodniku „Przegląd” w numerze 14 z 2003 r. – w wierszu 4 i w numerze 11 z 2003 r. w wierszu 21. Jerzy Domański, redaktor naczelny „Przeglądu”. W punkcie III znosi wzajemnie między stronami koszty procesu;
2) oddala apelację w pozostałej części;
3) zasądza od Agencji Wydawniczo-Reklamowej „Wprost” spółki z o.o. w Warszawie na rzecz Jerzego Domańskiego – redaktora naczelnego tygodnika „Przegląd” kwotę 270 (dwieście siedemdziesiąt) złotych tytułem zwrotu kosztów procesu za II instancję.

UZASADNIENIE

Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost” spółka z o.o. w Warszawie wystąpiła przeciwko Redaktorowi Naczelnemu tygodnika „Przegląd” o zobowiązanie do opublikowania w tygodniku „Przegląd” na 78 stronie równorzędną czcionką, przy rubryce „Zapiski polityczne” przeprosin o treści: „Przepraszam Agencję Wydawniczo-Reklamową „Wprost” za użyte pod jej adresem zniesławiające stwierdzenia zawarte w felietonach Aleksandra Małachowskiego zamieszczone w numerach 11, 14 oraz 46 z 2003 r. tygodnika „Przegląd”, a także nieprawdziwe i oszczercze treści artykułu „Wprost dołuje i to kamufluje” (nr 32/2003). Na podstawie Polskich Badań Czytelnictwa przeprowadzonych przez instytut SMG/KRC – według wskaźnika cyklu sezonowego – uprawnione jest sformułowanie wniosku, iż „Wprost” jest największym tygodnikiem informacyjnym w Polsce”.
Wyrokiem z 12.10.2004 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zobowiązał Jerzego Domańskiego – redaktora naczelnego tygodnika „Przegląd” do opublikowania w tygodniku przy rubryce „Zapiski polityczne”, na 78 stronie, równorzędną czcionką, w terminie 14 dni od daty uprawomocnienia się orzeczenia oświadczenia: „Przepraszam Agencję Wydawniczo-Reklamową „Wprost” – wydawcę tygodnika „Wprost” za użyte w felietonach Aleksandra Małachowskiego określenia wobec wydawanego tygodnika „szmatławiec” i „poznański szmatławiec”, zamieszczone w numerach 11 i 14 z 2003 r. tygodnika „Przegląd”. Jerzy Domański redaktor naczelny „Przeglądu””. W pozostałym zakresie powództwo oddalił i zasądził od powódki na rzecz pozwanego 360 zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego.
Sąd Okręgowy ustalił:
W tygodniku „Przegląd” w numerach 11 i 14 z 2003 r. zostały opublikowane dwa felietony autorstwa Aleksandra Małachowskiego. Pierwszy z nich zatytułowany „Polskie obrzydliwości” zawierał sformułowania, w których autor opisując

niemoralną praktykę szkalowania

osób, wobec których prowadzone było postępowanie śledcze, skierował pod adresem Marka Króla sformułowanie, iż jest „właścicielem nabytego w niejasnych okolicznościach tygodnika „Wprost”, specjalizującego się w szkalowaniu Ludzi”. W tej publikacji zawarte jest również sformułowanie, pod adresem tygodnika „Wprost”, określające tygodnik mianem „szmatławca” oraz w kolejnym felietonie „Polskie obrzydliwości” opublikowanym w numerze 14 tygodnika „Przegląd” pod adresem tygodnika „Wprost” autor felietonu użył określenia „poznański szmatławiec”. W tygodniku „Przegląd” nr 46 z 2003 r. został opublikowany felieton autorstwa Aleksandra Małachowskiego, w którym autor zamieścił pod adresem Marka Króla sformułowania: „zdumiewa zawsze ta pasja towarzysza Króla, ongiś sekretarza KC PZPR, a teraz bogacza, wydawcy „Wprost” uderzania w żywotne interesy polskiego państwa, jakby to nie był jego własny kraj. Może nie jest – i to by wiele tłumaczyło. Być może, z tego braku identyfikacji z Polską bierze się oskarżycielski impet towarzysza Króla w dziedzinie łgarstwa, za które w staropolszczyźnie przewidywano karę powroza”. Ponadto autor pisał: „”Wprost” wierny swej klozetowej tradycji” z dopiskiem autora, iż odnosi to do fotografii głowy Rywina w muszli klozetowej na okładce tygodnika „Wprost”. Dalej odnosząc się do publikacji zamieszczonych we „Wprost”, autor pisał: „Inna brednia klozetowych oszczerców „Wprost” głosi” i „towarzysz Marek Król i jego szajka pismaków”. Autor felietonów opierał się na licznych publikacjach prasowych związanych z kulisami nabycia tygodnika przez Marka Króla. Jego reakcja związana była z personalnymi atakami na jego osobę w publikacjach tygodnika „Wprost”. Sprawa nabycia tytułu do tygodnika „Wprost” była przedmiotem licznych publikacji prasowych. Spór między Robotniczą Spółdzielnią Wydawniczą „Prasa-Książka-Ruch” a Agencją Reklamową „Wprost” spółką z o.o. oraz Spółdzielnią Pracy dziennikarzy „Wprost”, w sprawie prawa do tytułu zakończył się ugodą sądową zawartą przed Sądem Najwyższym.
W numerze 32 z 2003 r. tygodnika „Przegląd” został opublikowany artykuł autorstwa Andrzeja Dryszla zatytułowany „Wprost dołuje – i to kamufluje”, który autor poświęca publikacji w tygodniku „Wprost” danych dotyczących liczby i odsetka czytelników oraz zawartego na łamach „Wprost” oświadczenia, że jest największym tygodnikiem informacyjnym w Polsce. W treści artykułu dokonuje analizy i porównania rzeczywistej sprzedaży „Wprost” oraz innych konkurencyjnych tytułów oraz formułuje pogląd, że

„Wprost” podaje fałszywe dane

celem przyciągnięcia jak największej liczby reklamodawców oraz w celu ukrycia faktu spadku sprzedaży tygodnika poniżej liczby 200.000 egzemplarzy. Publikowane przez „Wprost” dane były oparte na badaniach prowadzonych przez instytut SMG/KRC Polskie Badania Czytelnictwa jako wskaźnik czytelnictwa cyklu sezonowego i określały odsetek Polaków czytających tygodniki. Autor publikacji zasięgnął informacji w Związku Dystrybucji Prasy, instytucji zajmującej się monitorowaniem nakładów pism.
Według Sądu Okręgowego w felietonach opublikowanych w numerach 11, 14 za rok 2003 tygodnika „Przegląd” autor publikacji naruszył dobra osobiste powoda Agencji Wydawniczo-Reklamowej „Wprost” spółki z o.o., określając wydawany przez niego tygodnik „Wprost” mianem „szmatławca” czy też „poznańskiego szmatławca”. Znaczenie potoczne takiego sformułowania skierowanego pod adresem gazety czy tygodnika nie jest sformułowaniem dobrze odbieranym przez opinię publiczną i potocznie stanowi jedno z najgorszych określeń dla prasy. Użycie takiego sformułowania pod adresem tygodnika „Wprost” jest działaniem bezprawnym i przekracza dopuszczalne granice wolności słowa.
W pozostałym zakresie powództwo w ocenie sądu I instancji nie jest zasadne. Wskazane przez powódkę sformułowania w części nie były kierowane przeciwko wydawcy tygodnika – Agencji Wydawniczo-Reklamowej „Wprost” spółce z o.o., ale przeciwko osobie fizycznej – Markowi Królowi. W numerze 11 z 2003 r. w felietonie pt. „Polskie obrzydliwości” autor odnosi się do okoliczności nabycia „w niejasnych okolicznościach” tygodnika „Wprost” przez Marka Króla i nie odnosi się w ogóle do wydawcy i właściciela tytułu, czyli powódki. Poza tym zawarte w felietonie stwierdzenie uzasadnione było kulisami transakcji. Fakt, że Marek Król pełni funkcję w zarządzie powodowej spółki oraz że jest jej udziałowcem, nie przesądza zdaniem sądu o naruszeniu przez pozwanego dóbr osobistych osoby prawnej w tej części publikacji, w której opisuje Marka Króla i jego działania związane z „niejasnym nabyciem tygodnika”.
Bezprawność działania jest wyłączona, gdy podjęte było w celu ochrony uzasadnionego interesu. Wcześniejsze publikacje „Wprost” w tzw. aferze Rywina, a w szczególności w aspekcie publikacji na okładce pisma, jego zdjęcia

wystającego z muszli klozetowej,

były wystarczająco sugestywne. W tym okresie nie były postawione mu żadne zarzuty, nie był uznany winnym i skazany za popełnione czyny, zatem jakiekolwiek publikacje niewątpliwie wyrabiały pogląd opinii publicznej w tej sprawie. Ponadto jak wynika z zeznań autora publikacji, był on obiektem wielu ataków w publikacjach „Wprost” na jego osobę. Jego reakcja w postaci określenia, że „Wprost” specjalizuje się w szkalowaniu ludzi, była uzasadniona, gdyż nie powinno się publikować takiego wizerunku osoby, wobec której nie zapadł wyrok skazujący. Ponadto w przypadku wzajemnego naruszenia dóbr osobistych, w szczególności w postaci ostrych polemik prasowych, w których adwersarze prześcigają się w używaniu obraźliwych argumentów ad personam, prawo cywilne nie chroni żadnego z biorących udział w polemice.
Zdaniem Sądu Okręgowego w publikacji zamieszczonej w numerze 46 z 2003 r. tygodnika „Przegląd” autor nie naruszył dóbr osobistych powoda.
Sformułowania zawarte w treści publikacji odnoszą się do osoby fizycznej – Marka Króla, a nie do powódki. Sformułowania pod adresem pisma typu: „”Wprost” wierny swej klozetowej tradycji” oraz „brednia klozetowych oszczerców” były sformułowaniami dopuszczalnymi w granicach wolności słowa i prawa do krytyki, w szczególności gdy zostały zamieszczone w publikacji w formie felietonu, czyli lekkiej formy literackiej, o charakterze komentatorskim i ocennym. Określenia te mają satyryczną formę, której celem jest ośmieszająca krytyka. Pisząc o klozetowej tradycji, autor zamieścił przypis, iż to określenie jest związane z zamieszczeniem w jednym z numerów „Wprost” na okładce zdjęcia głowy Rywina wystającej z muszli klozetowej. Sformułowanie krytykujące takie postępowanie wydawcy tygodnika „Wprost” nie naruszało dóbr osobistych powódki.
Zdaniem Sądu Okręgowego w publikacji autorstwa Andrzeja Dryszla nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powódki. Twierdząc, że „Wprost” fałszuje dane, autor szczegółowo wyjaśnił, na czym polega manipulowanie informacją. Formułowanie wniosku, że tygodnik „Wprost” jest największym tygodnikiem w Polsce, było nieuprawnione. Bezspornym jest, że w dacie publikacji tygodnik „Wprost” był

sprzedawany w mniejszej ilości

egzemplarzy niż tytuły konkurencyjne. „Wprost” rozchodził się w nakładzie 181.000 egzemplarzy, zaś w tym samym okresie tygodnik „Newsweek” sprzedawał około 228.000 egzemplarzy, a „Polityka” około 216.000 egzemplarzy. Niewiarygodnym jest, aby przy liczbie sprzedanych egzemplarzy „Wprost”, czytało gazetę około 2,5 mln czytelników. Czytelnictwo należy łączyć przynajmniej z przekartkowaniem gazety i zapoznaniem się z głównymi informacjami. Nie można go łączyć z samą znajomością tytułu. Świadek Bogdan Cichocki przyznał, że w toku badań nie jest wykluczone, że czytelnictwo tytułu potwierdzi osoba, która jedynie zna ten tytuł lub miała z nim pobieżny kontakt. Tego rodzaju badania mogły być podstawą do sformułowania twierdzenia, że „Wprost” jest najbardziej znanym tytułem, lub jednym z najbardziej znanych na rynku tygodników. Natomiast nie dają podstaw do formułowania twierdzeń, że jest największym tygodnikiem lub największym tygodnikiem informacyjnym. Tygodnik największy to ten, który ma największą sprzedaż, zaś największy informacyjny to taki, którego treść dociera do największej liczby czytelników (…).
Apelację od tego wyroku wniosła powódka, skarżąc wyrok w całości.
Sąd Apelacyjny zważył:
Apelacja jest uzasadniona jedynie w części.
Stan faktyczny ustalony przez sąd I instancji jest prawidłowy i Sąd Apelacyjny przyjmuje go za własny. Ocena dowodów dokonana przez Sąd Okręgowy nie jest przez apelującą kwestionowana. Apelacja podnosi jedynie naruszenie prawa materialnego. Zarzut ten uzasadniony jest tylko w tej części, w której odnosi się do uchybień sądu w zakresie konkretyzacji treści oświadczenia, którego celem jest usunięcie skutków naruszenia dóbr osobistych powódki.
Żądanie dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych przez złożenie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie musi być skonkretyzowane przez osobę domagającą się ochrony (powinna ona ściśle sformułować treść oświadczenia, którego złożenia domaga się) (…).
Powódka domagała się, aby w tekście oświadczenia podlegającym publikacji, wypowiedzi, które naruszyły jej dobra osobiste, określić mianem „zniesławiających stwierdzeń”. Zamieszczenie w owym tekście cytatów: „szmatławiec” i „poznański szmatławiec”, stanowi

niedozwoloną ingerencję sądu

w treść postulowanego przez stronę tekstu, prowadząc do naruszenia art. 24 § 1 k.c. Skoro powód nie życzy sobie, aby w tekście przeprosin znalazły się jakiekolwiek cytaty kwestionowanych w procesie wypowiedzi, to nie należy ich tam umieszczać. (…)
Sąd Apelacyjny podziela ocenę sądu I instancji, że dobra osobiste powoda naruszone zostały sformułowaniami „szmatławiec” i „poznański szmatławiec” zawartymi w felietonach autorstwa Aleksandra Małachowskiego opublikowanych w numerach 11 i 14 z 2003 r. tygodnika „Przegląd” i odwołuje się w tym zakresie do uzasadnienia zaskarżonego wyroku.
Brak jest podstaw do uwzględnienia apelacji w pozostałej części. Powód nie wykazał, aby pozostałe sformułowania wskazane przez niego w pozwie naruszyły jego dobra osobiste. Ustalenia faktyczne i wywody prawne poczynione przez Sąd Okręgowy są w tym przedmiocie prawidłowe i Sąd Apelacyjny przyjmuje je za własne; uznając zarzut naruszenia prawa materialnego za chybiony.
Przewidziane w art. 24 k.c. roszczenia o ochronę dóbr osobistych mogą być dochodzone, jako ściśle związane z osobą pokrzywdzoną, tylko przez tę osobę. Wypowiedź zawarta w felietonie opublikowanym w numerze 46 z 2003 r. tygodnika „Przegląd” zaczynająca się od słów: „zdumiewa mnie zawsze ta pasja towarzysza Króla…” (k. 70), nie jest skierowana pod adresem powódki i dlatego Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost” nie ma przymiotu pokrzywdzonej.
Wbrew wywodom apelującej poniżenie wobec opinii publicznej osoby fizycznej będącej prezesem zarządu spółki z o.o. nie jest tożsame z poniżeniem samej spółki jako osoby prawnej. Podobnie sformułowanie: „właściciel nabytego w niejasny sposób tygodnika „Wprost”” zawarte w felietonie opublikowanym w numerze 11 „Przeglądu” (k. 8), wbrew wywodom apelującej nie odnosi się do nabycia tygodnika przez powódkę, ale do Marka Króla, przy czym podzielić należy ocenę sądu I instancji, że wypowiedź ta nie ma cechy bezprawności, w sytuacji gdy

nabycie tytułu kwestionowała Komisja

Likwidacyjna RSW Prasa, uzyskując w dwóch instancjach sądowych wyroki unieważniające sprzedaż.
Określenia „szajka pismaków” zawarte w artykule opublikowanym w numerze 46 „Przeglądu” są uprawnione w odniesieniu do merytorycznej treści tego artykułu. Autor wskazuje konkretne „przeinaczenia prawdy, czyli łgarstwa” odnoszące się do ceny gazu, podpisania porozumienia gazowego, stawki za tranzyt rosyjskiego gazu itd. zawarte w opublikowanym przez „Wprost” artykule podpisanym przez dziennikarzy Krzysztofa Trębskiego i Aleksandra Pińskiego. Skoro informacje podawane przez ww. dziennikarzy nie były prawdziwe, określenie ich mianem „pismaków” nie może być uznane za bezprawne. Skoro byli oni współautorami tekstu, za usprawiedliwione okolicznościami uznać należy także określenie „szajka”. Autor artykułu nie odnosi tego określenia do ogółu dziennikarzy tygodnika „Wprost”, lecz do ściśle oznaczonych osób w związku z konkretnymi publikacjami, działając w obronie uzasadnionego interesu, co wyłącza bezprawność czynu.
Sąd Apelacyjny podziela ocenę sądu I instancji, że w świetle zeznań Aleksandra Małachowskiego na temat nieprawdziwych informacji podawanych przez tygodnik „Wprost” o jego osobie i w świetle treści samego artykułu zawartego w numerze 11 „Przeglądu”, gdzie autor wyraźnie zaznaczył, którą publikację „Wprost” ma na względzie, zniesiona jest bezprawność sformułowania „specjalizujący się w szkalowaniu ludzi”. Także w tym przypadku autor działał

w obronie uzasadnionego interesu

tak własnego, jak i społecznego, a podjęta przez niego krytyka była rzeczowa i rzetelna. Z zeznań świadka Jerzego Domańskiego wynika, że Aleksander Małachowski bywał regularnie obiektem ataków ze strony „Wprost”, gdzie porównywano go między innymi Łukaszenki (k. 118). Zeznaniom tym powódka nie zaprzeczyła.
Sąd Apelacyjny podziela ocenę Sądu Okręgowego co do tego, że artykuł autorstwa Andrzeja Dryszla nie narusza dóbr osobistych powódki. Autor artykułu szczegółowo wyjaśnił, na czym polega manipulowanie informacją przez tygodnik „Wprost”. Treść ww. artykułu zawiera prawdziwe dane z powołaniem się na ich źródło. Tygodnik „Wprost” pomimo spadku sprzedaży twierdził, że jest największym tygodnikiem informacyjnym, wprowadzając przez to w błąd czytelników. Z uwagi na powyższe określenie „proceder oszukiwania czytelników” nie może być uznane za bezprawne. Okoliczność, że autor artykułu nie wspomniał, że informacje „Wprost” pochodziły z Polskich Badań Czytelnictwa i że ilustracja do artykułu także pomija źródło informacji, na którym bazuje „Wprost”, nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia. Nie jest bowiem istotne, na jakie źródło informacji powoływał się „Wprost”, ferując tezę, że jest największym tygodnikiem informacyjnym. Istotne jest to, że wiedział, iż jego sprzedaż spada i że jest mniejsza niż sprzedaż gazet konkurencyjnych, ale nie ujawnił tego, ograniczając się do badań, które nie dawały podstaw do sformułowanego przezeń twierdzenia, a mogły świadczyć Ii tylko o znajomości tytułu na rynku, co istotnie mogło wprowadzić czytelników w błąd.
Prawdziwa jest informacja o udzieleniu powódce upomnienia (k. 16 i 99). Rozsyłając dane na temat sprzedaży numerów tygodnika „Wprost”, wydawnictwo utrzymywało, że jego dane pochodzą z ZKDP, choć pochodziły one z innego źródła, także i w tym przypadku brak podstaw do uwzględnienia powództwa (…).

 

Wydanie: 7/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy