Niewygodna prawda

Niewygodna prawda

Dlaczego w oficjalnym życiorysie Horsta Köhlera, prezydenta Niemiec, fałszuje się historię

W życiorysach znanych czy wybitnych ludzi miejsce lub data urodzenia zazwyczaj nie zwracają szczególnej uwagi. Tymczasem w przypadku Horsta Köhlera okoliczności towarzyszące jego przyjściu na świat jak najbardziej zasługują na zbadanie. Jak się to stało, że urodził się on w Skierbieszowie na Zamojszczyźnie 22 lutego 1943 r., a więc w fazie końcowej akcji wysiedleńczej tamtejszych polskich chłopów? Jaki był los jego rodziny, kiedy do Polski szybko zbliżał się front wschodni?
Otóż podczas toczonej od połowy 1941 r. wojny z ZSRR, prowadzonej w nadziei na łatwe, szybkie zwycięstwo Wehrmachtu, przygotowywano się w SS – na polecenie Himmlera i wedle jego dyrektyw – do realizacji powojennej germańskiej kolonizacji na podbitych terytoriów wschodnich. Finałem tych przygotowań stawał się przygotowywany w szczegółach Generalny Plan Wschodni, określany także jako Generalny Plan Osadnictwa. Miał objąć wedle różnych założeń Himmlera jako komisarza Rzeszy do Spraw Umocnienia Niemieckości i obliczeń znanych ekspertów usunięcie z ojczystej ziemi co najmniej 30 mln mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej, uważanych za podludzi (Untermenschen).
Plan miał być realizowany zaraz po wojnie. Wszakże już jesienią 1942 r. podjęto wstępne wysiedlenia typu sondażowego, a celem było ustalenie, jakich reakcji, czy i jakich rozmiarów oporu wysiedlanych można będzie oczekiwać, wcielając Generalny Plan Wschodni w życie. Przeprowadzono je na mniejszą skalę w okolicy Winnicy i na Litwie, na większą – na Zamojszczyźnie, gdzie przewidziano do wysiedlenia ponad 100 tys. mieszkańców. Tutaj akcję rozpoczęto nocą z 17 na 18 listopada 1942 r. Całą akcją kierował dowódca SS i policji na dystrykt lubelski, Odilo Globocnik, zaciekły wróg polskości.
Jedną z pierwszych wysiedlonych wsi był Skierbieszów położony niedaleko Zamościa. Jednak pod wpływem klęski pod Stalingradem i trudności transportowych wywołanych nią wysiedlenia Polaków przerwano w styczniu następnego roku. Na niewielką skalę podjęto je w lipcu. Wysiedlonych Polaków skupiono w obozie, część miała trafić do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, niektórych zatrzymano tymczasem jako siłę roboczą do pomocy osadnikom. Wielu uciekło na inne tereny, uszło do lasu, zasiliło partyzantkę.
Partyzantka polska na Zamojszczyźnie zareagowała na wypędzenia samoobroną. Atakowano wsie osadników niemieckich, także te położone w pobliżu Skierbieszowa; palono przejęte przez nich i nowo wznoszone zabudowania, padły dziesiątki ofiar spośród osiedlonych. W tej sytuacji w organizowanych przez SS tzw. wsiach głównych (większe wsie z podporządkowanymi im kilku mniejszymi) utworzone zostały strażnice, posterunki – ich obsadę stanowiła grupa esesmanów oraz przeszkoleni wojskowo osadnicy.
Jedna z takich wsi powstała w Skierbieszowie. Zostało w niej osiedlonych 25 rodzin niemieckiego pochodzenia z terenu Lubelszczyzny, 13 rodzin Niemców z Rosji, 31 rodzin z Besarabii i trzyz Serbii. Wśród tych z Besarabii znalazła się rodzina Köhlerów z sześciorgiem dzieci i wkrótce oczekiwanym, obecnym prezydentem. Wielodzietność (czworo, ośmioro dzieci) była typowa dla volksdeutschów rumuńskich. Jak doszło do tego, że znaleźli się oni na Zamojszczyźnie? Otóż w związku z przyłączeniem Besarabii do terytorium Związku Radzieckiego władze niemieckie repatriowały tamtejszych volksdeutschów i umieściły tymczasowo w obozach w Niemczech, gdzie ich odpowiednio indoktrynowano w duchu narodowego socjalizmu. Pod koniec 1942 r. skierowano ich na Zamojszczyznę, tutaj mieli się stać forpocztą niemczyzny na Wschodzie. Rzecz charakterystyczna, że SS wystawiło metrykę Horsta Köhlera jako urodzonego w pierwszym roku niemieckiego zasiedlenia (im ersten Jahr deutscher Besiedlung).
9 maja 1943 r. Skierbieszów był wizytowany przez komisarycznego gubernatora dystryktu lubelskiego, Ludwiga Fischera. Oto fragment urzędowego sprawozdania z tej wizytacji:
Jazda do Skierbieszowa (Heidenstein). Jest to jedna z nowych wsi głównych o powierzchni ca 950 ha. Dotychczas osiedlono 72 rodziny. Skład osobowy jest następujący (…). Kierownikiem wsi głównej jest SS-Hauptsturmführer Herold, który w ostatnich sześciu miesiącach zupełnie przekształcił tę główną wieś, tak że teraz robi na ogół wrażenie niemieckiej.
O godz. 12.30 nastąpiło objęcie urzędu przez niemieckiego wójta i niemieckich sołtysów. Wstępne przemówienie o zasadniczym znaczeniu osadnictwa wygłosił SS-Gruppenführer Globocnik, jako pełnomocnik Komisarza Rzeszy do umocnienia niemieckości w dystrykcie lubelskim. Później nastąpiło zaprzysiężenie wójta i sołtysa przez starostę Weihenmeyera z Zamościa. Po kilku słowach podziękowania wypowiedzianych przez nowego wójta, gubernator dr Fischer wyraził przesiedleńcom swe uznanie za dotychczasową pracę. Zwrócił uwagę na to, że już przed osiedleniem w Generalnym Gubernatorstwie, w Besarabii lub gdzie indziej, walczyli o sprawę niemiecką i że teraz znowu przypada im w udziale być pionierami niemieckości na obszarze, który chwilowo w większości zamieszkany jest przez obcą ludność, ale będzie niemiecki. Gubernator dr Fischer zapewnił SS-Gruppenführera Globocnika, że ze swej strony administracja uczyni wszystko, aby to ważne zadanie przesiedlenia popierać, gdy tylko ogólnopolityczna sytuacja pozwoli na kontynuację przesiedleń. Skończył przemówienie okrzykiem na cześć Führera. Uroczystość zakończono odśpiewaniem hymnu narodowego. Przy obchodzie wsi głównej zwiedzano zwłaszcza przedszkole i obiekty opieki społecznej (NSV). Siostra NSV oznajmiła. że niemieccy przesiedleńcy z Besarabii mieli przeciętnie po ośmioro, dziesięcioro dzieci, ale uprzednio w Besarabii stale umierało czworo, piecioro ponieważ brakowało im właściwej pielęgnacji i opieki”.
W marcu 1944 r., kiedy Horst Köhler miał niewiele ponad rok, dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie, Obergruppenführer Wilhelm Koppe, polecił ewakuację rodzin osadników niemieckich z powiatu zamojskiego, a więc także ze Skierbieszowa, do obozu w Łodzi. Mężczyźni jednak mieli tymczasem pozostać na gospodarstwach. Decyzję tę podjęto w związku z szybkim zbliżaniem się frontu wschodniego. Co do pozostawionych na miejscu mężczyzn gubernator dystryktu lubelskiego oceniał, że stan bezpieczeństwa na „obszarze osiedleńczym” jest tak zły, że należy się liczyć z zagrożeniem każdego osadnika. To zagrożenie wiązało się z coraz większą aktywnością partyzantki. W Skierbieszowie jako wsi głównej straż wiejska liczyła 315 osób uzbrojonych w 299 strzelb i jeden karabin maszynowy. Niewykluczone, że w jej skład wchodził też ojciec Horsta Kohlera.
Dalsza ucieczka przed Armią Czerwoną zawiodła rodzinę Köhlerów – ściślej matkę i pięcioro dzieci – w okolice Lipska, skąd po 10 latach (1953) przenieśli się do Republiki Federalnej Niemiec, gdzie po czterech latach pobytu w obozie dla uchodźców z Niemieckiej Republiki Demokratycznej znaleźli się w Ludwigsburgu, w normalnych, choć trudnych warunkach bytowania.

Autor jest profesorem historii

Wydanie: 28/2004

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy