Nikt się nie rodzi terrorystą

Nikt się nie rodzi terrorystą

Im mniej problemów takich jak nierówności społeczne, ekonomiczne i kulturowe, tym mniej pożywki dla terroryzmu

Dr Krzysztof Liedel – prawnik, ekspert w zakresie terroryzmu międzynarodowego i jego zwalczania. W czasie prezydentury Bronisława Komorowskiego dyrektor Departamentu Prawa i Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

Zacznijmy od bezmyślnego schematu: terroryści to nie ludzie, wiadomo – Trzeci Świat, patologia itd. Tak jakby wystarczyło ich zdehumanizować i problemu nie ma. Trudno o większą klęskę poznawczą.
– Historycznie terroryzm był przedstawiany bardzo idealistycznie – był jakiś społeczny problem, jakaś ważna sprawa, ktoś w nią wierzył i w związku z tym walczył o nią, oddając życie. Niestety, w przypadku terroryzmu islamistycznego tak to nie wygląda. Światowy dżihad skupia w większości ludzi, którzy reprezentują różnego rodzaju organizacje terrorystyczne, ale są to ludzie indoktrynowani, manipulowani, stosuje się wobec nich różnego typu socjotechniki i w ten sposób stają się terrorystami. Takie osoby nie są oczywiście terrorystami od urodzenia. Nie jest tak, że człowiek podnosi rękę i mówi, że chciałby zostać terrorystą. Ktoś daje im łatwe odpowiedzi na pytania, które spędzają im sen z powiek, ktoś pokazuje im drogę do lepszego w teorii świata. Dana osoba staje się terrorystą w ramach konkretnego procesu.
Ten proces to również konkretne problemy i krajobraz społeczny.
– Oczywiście łatwiej manipuluje się kimś, kto – po pierwsze – jest młody, po drugie, znajduje się w trudnej sytuacji społecznej i dodatkowo jest w tym wszystkim osamotniony. Zawsze będzie jakiś katalizator, który ostatecznie sprawi, że ten człowiek stanie się terrorystą. Umrze mu ktoś bliski, ktoś go skrzywdzi… To jest pożywka do tego, żeby taką osobę radykalizować. Wobec tego pierze się temu komuś mózg i otrzymuje się „gotowy” produkt, czyli terrorystę samobójcę. W zasadzie terrorystami samobójcami są ludzie młodzi albo kobiety. Tymi osobami dużo łatwiej się manipuluje, tutaj nie ma przypadku. Jest paru cwaniaków, którzy organizują proceder terrorystyczny i wykorzystują różnego typu problemy socjologiczne, psychologiczne, kulturowe i społeczne. Organizacje terrorystyczne wykorzystują podobne mechanizmy jak sekty.

Podłoże terroryzmu

W działaniach tzw. Państwa Islamskiego bierze udział liczna grupa młodych ludzi z Europy. Jak przebiega proces rekrutacji?
– Jest on wyrafinowany, ale zarazem bardzo prosty. Jego pierwszy element to radykalizacja, która dziś nie musi się odbywać w kościołach czy meczetach. Może się dokonywać w internecie, gdzie na różnego rodzaju portalach dochodzi do swoistej inicjacji, to tam zaczyna się indoktrynacja. Następnym etapem są kontakty bezpośrednie i szkolenie, ale cały czas trwa socjotechniczna obróbka, żeby z tych ludzi zrobić żołnierzy, którzy wykonają każdy rozkaz. Często opowiadam studentom o moim znajomym, który dziś pracuje w Scotland Yardzie, ale przez chwilę był terrorystą. Ten chłopak wychowywał się w londyńskiej dzielnicy, gdzie dominowały faszystowskie ruchy kibiców, nieraz więc dostawał w twarz za kolor skóry. W pewnym momencie ktoś do niego podszedł i zapewnił, że jeśli przyjdzie do nich, już nikt więcej go nie uderzy. Idzie na takie spotkanie zorganizowane w domu modlitwy i po dwóch tygodniach jest członkiem organizacji terrorystycznej, dla której zakłada komórki na całym świecie.
Katalizatorem w jego przypadku było to, że znalazł się akurat w miejscu, gdzie był prześladowany z powodu koloru skóry, ale przyczyn prześladowań może być więcej.
– Brytyjczycy coraz częściej zwracają uwagę na to, że tzw. Państwo Islamskie wykorzystuje jako katalizatory np. brak zgody na działalność gospodarczą czy fakt niedostania się do szkoły. Taki człowiek otrzymuje komunikat, że jest gorzej traktowany, i ofertę ze strony tych, którzy się nim zaopiekują. W przypadku mniejszości muzułmańskich powinniśmy cały czas pracować nad procesem integracji. To coś, co w dużej mierze zależy od nas. Integracja polega na tym, że ludzie dostaną pracę, będą niezależni finansowo, będą mieli gdzie mieszkać i jak funkcjonować w społeczności lokalnej. Na każdym etapie można tutaj popełnić błąd, bo jeśli człowiek nie ma pieniędzy i życie mu się załamuje, wystarczy pomocna dłoń, którą wyciąga Państwo Islamskie. Nie masz gdzie mieszkać? Zajmiemy się tobą. Wszystkie takie działania są wykorzystywane w procesie radykalizacji i rekrutacji.
Duże oddziaływanie ma popularna zbitka, że każdy uchodźca to potencjalny terrorysta. Trudno w to uwierzyć, ale wiele osób wyraża ten pogląd podczas dyskusji o uchodźcach.
– Jest oczywiście problem społeczny i kulturowy w postaci uchodźców, którzy uciekają przed wojną z Syrii, z Północnej Afryki. Trzeba go rozwiązać, ale na pewno nie powinniśmy tego robić pod wpływem emocji, które związane są z konkretnym zamachem terrorystycznym, bo nie ma to nic wspólnego ze sprawą uchodźców. Nie można mówić, że fala uchodźców jest równoznaczna z falą terroryzmu.
Za słowami idą czyny i w codziennym życiu osoby o innym kolorze skóry są narażone na nieprzyjemne sytuacje, ataki fizyczne.
– To bardzo niebezpieczne. A tym, co powinno nas poważnie niepokoić, jest udział w tej nagonce elit politycznych i intelektualnych. Po raz kolejny próbujemy wykorzystać do celów politycznych tragedię w postaci zamachu terrorystycznego. Przede wszystkim powinniśmy apelować do elit politycznych i intelektualnych, których członkowie powinni wiedzieć, że nie wolno im używać takich wydarzeń jak zamachy w Paryżu do rozwiązywania problemów społecznych, z którymi mamy do czynienia w Polsce. Przecież nie było terroryzmu, ale i tak byli imigranci. Elity pozwalają sobie na grę na najniższych instynktach, która może nas tylko doprowadzić do zguby. Żeby była jasność: dotyczy to zarówno tych, którzy straszą uchodźcami, jak i tych, którzy mówią, że przybywający uchodźcy to dla nas wspaniała informacja. Potrzebujemy chłodnej analizy, a nie politycznego kupczenia uchodźcami!
Dzień po zamachu komentatorzy w studiach telewizyjnych emocjonalnie rozprawiali o zderzeniu cywilizacji, ostrzegając tym samym przed uchodźcami. Byli wśród nich nie tylko dziennikarze, ale także socjolodzy czy politolodzy.
– Debata oparta na racjonalnej i chłodnej analizie praktycznie przestała u nas istnieć. Zamiast opierać się na konkretach, kierujemy się emocjami. Śmierć wielu ludzi i fakt, że był to terroryzm muzułmański, daje niektórym pretekst do stawiania znaku równości między uchodźcami a terrorystami. Racjonalna rozmowa o uchodźcach powinna się zaczynać od pytania, jak rozwiązać sytuację w Syrii i Iraku, jak zapanować nad Państwem Islamskim, któremu pozwoliliśmy się rozrosnąć, i co zrobić, jak pomóc ludziom, którzy uciekają przed wojną. Możemy oczywiście powiedzieć, że nie przyjmujemy uchodźców, tylko co z tego? Ci ludzie nie rozpłyną się w powietrzu. Wciąż będą uciekać z tych regionów. Nie wystarczy powiedzieć: zamykamy granice i nie przyjmujemy uchodźców.
Tylko jak rozpocząć taką racjonalną dyskusję?
– Bardzo często rozmawiamy o terroryzmie i analizujemy go jako zjawisko samodzielne, oderwane od podłoża społecznego i politycznego. To duży błąd poznawczy. Terroryzm jest tylko narzędziem do uprawiania polityki. To wszystko, co dzieje się w przypadku terroryzmu islamistycznego, wiąże się nie z islamem jako religią, tylko z fundamentalizmem islamskim jako ideologią. Jest tam pewna ideologia, która mówi, że świat ma być teokratyczny, oparty na szarijacie, i do takiego świata ci ludzie dążą. Odpowiedzmy sobie na pytanie, czym jest polityka. Polityka jest walką o władzę, a więc oni, chcąc wprowadzić swoje reguły i zasady, decydują się na stosowanie przemocy w postaci terroryzmu, będącego metodą walki politycznej. Powinniśmy także pamiętać, że nie ma jednego terroryzmu. Dzisiaj mamy problem z terroryzmem islamistycznym, kiedyś był terroryzm lewacki, a w przyszłości – jak przewidują analitycy – może to być terroryzm jednej sprawy, czyli np. zamachy na tle antyaborcyjnym.
Jak temu rozsądnie przeciwdziałać?
– Pamiętając, że terroryzm jest tylko metodą, powinniśmy się skupić na walce z nim w kontekście metody. Oczywiście pod warunkiem, że weźmiemy pod uwagę różnego typu czynniki, takie jak nierówności społeczne, ekonomiczne i kulturowe. Im mniej tych problemów, tym mniej pożywki dla tej metody. W tym sensie musimy uwzględnić dwa obszary. Bezpieczeństwo jest ważne i należy się bronić, ale nie możemy zapominać o problemach społecznych. Tutaj dobrym przykładem jest Afganistan, gdzie militarnie sobie poradziliśmy, ale już społecznie było bardzo słabo. Podobnie to wygląda w przypadku wojny domowej w Syrii; nikt nie jest w stanie tego uporządkować, ponieważ różne mocarstwa mają tam swoje interesy.
Klasa polityczna zaczęła od zamykania granic i na razie na tym koniec.
– Możemy zamknąć granice, ale ludzie będą z Syrii uciekać. Punktem wyjścia do poradzenia sobie z falą uchodźców jest rozwiązanie problemów w Syrii i Iraku. Muszą się dogadać przede wszystkim wielcy gracze, a więc Amerykanie i Rosjanie, ale również Iran, Arabia Saudyjska i Turcja. Militarnie z Państwem Islamskim poradziliby sobie bardzo szybko, ale nie mają pomysłu, co zrobić potem.

Zamach jak spektakl

Eksperci zajmujący się terroryzmem często używają pojęcia teatr terroryzmu. Jesteśmy masową widownią zależną od reżysera, który przywiązuje dużą wagę do spektaklu?
– W tym ujęciu terroryzm jest teatrem skierowanym do tych, którzy patrzą, a nie giną. Terroryści dzisiaj organizują go głównie za pomocą spektakularności. Taką spektakularność ataku terrorystycznego można osiągnąć liczbą ofiar albo sposobem przeprowadzenia zamachu. 11 września terroryści liczyli, że uderzą, wykorzystując samoloty, ale miało wówczas zginąć kilkaset osób, a nie prawie 3 tys. Ten teatr, który pokazywały media, a miliony ludzi go oglądały, był swego rodzaju bonusem. Po 11 września różne zamachy, które były obliczone na spektakularność, pokazały, że niełatwo zabić kolejne 3 tys. ludzi. Strzelanie, użycie bomb i granatów – to wszystko ostatnio trwało we Francji 17 godzin i kosztowało życie 130 osób. Oczywiście to wielka tragedia, ale osiąganie spektakularności poprzez liczbę ofiar nie jest takie łatwe. Dlatego ważny okazuje się rodzaj zamachów, dlatego wykorzystywane są np. ataki symultaniczne, skoordynowane w czasie, w różnych miejscach, gdzie giną niewinne dzieci i dorośli. Jeśli wzięli zakładników w teatrze, to nie po to, żeby negocjować, tylko żeby przedłużyć czas trwania tragicznego wydarzenia. Teatr prowadzi do tego, że terroryści muszą cały czas reżyserować w coraz bardziej okrutny sposób, z większą ilością krwi i liczbą ofiar. To spędza sen z powiek służbom. Nie wiadomo przecież, czy następnym krokiem nie będzie broń chemiczna, biologiczna czy radiologiczna. Tutaj nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakiego rodzaju teatr z tego by wyszedł.
Dużo chyba zależy od przekazu medialnego oraz tzw. produkcji wiedzy i opowieści o tych wydarzeniach.
– Dziś bardzo trudno o tym mówić, ponieważ mamy pewien postęp cywilizacyjny w tym zakresie, dotyczy on swobody wypowiedzi, przekazu, wolności słowa. Kiedyś terroryści, żeby trafić z przekazem do masowej widowni, musieli porwać samolot, wylądować w neutralnym kraju, zorganizować konferencję prasową, strasząc zabiciem pasażerów. Wówczas mogliśmy się zastanawiać, jaka jest rola dziennikarza w tym wszystkim. Obecnie media przekazują to, co się dzieje, w czasie rzeczywistym. Jeżeli dokonano zamachu, zaraz ktoś w mediach rozłoży go na czynniki pierwsze: poznamy ideologie, życiorysy terrorystów i ofiar. Trzeba jasno powiedzieć, że przegrywamy wojnę o rząd dusz. Nawet nieudany zamach jest sukcesem terrorystów, bo cały czas będziemy na jego temat dyskutować. Nie mamy pomysłu na to, jak neutralizować ten efekt psychologiczny.
Ważne chyba, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy w generowaniu strachu. Można z tym przesadzić i wtedy skutki psychologiczno-społeczne mogą być dużo większe.
– Oczywiście to jest jakaś rola dla dziennikarzy, co widać dobrze w USA, gdzie dziennikarze sami sobie zakładają kaganiec w postaci kodeksu etycznego. Większość stacji telewizyjnych ma np. zakaz wywiadów z terrorystami, jeżeli ci przetrzymują zakładników. Gdy jest operacja antyterrorystyczna, nie robią np. zbliżeń na sprzęt antyterrorystów.

Nowa fala

Byliśmy świadkami zamachów z 11 września, potem był Londyn i Madryt, dziś jest Paryż. Terroryzm się zmienia. Czy można powiedzieć, że dziś mamy do czynienia z nowym terroryzmem?
– Jednoznacznie określona jest cezura czasowa, która oddziela stary i nowy terroryzm. Terroryzm sprzed 11 września potrzebował trzeciego podmiotu. Była organizacja terrorystyczna, państwo, które było wrogiem, i społeczeństwo. Organizacja terrorystyczna atakowała cele będące symbolem państwa: policjanta, biznesmena, polityka. A społeczeństwo to obserwowało. Dobrze to widać na przykładzie IRA. Jej bojownicy atakowali najczęściej policjantów i żołnierzy, podkładając ładunek wybuchowy albo strzelając. W ten sposób chcieli uzyskać poparcie społeczne dla swoich działań i mieli nadzieję wywrzeć nacisk na rząd brytyjski, żeby poszedł na ustępstwa. Teatr, który tworzyli, nie był podobny do tego, za który odpowiada np. Al-Kaida, ponieważ musieli zyskać społeczne poparcie.
Co się stało po 11 września?
– Pojawiły się organizacje terrorystyczne, które nie potrzebują trzeciego podmiotu, bo tam rządzi reguła: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam. Chodzi o jak największe zniszczenie po stronie przeciwnika i jak najwięcej ofiar. Jeżeli ginie 300 muzułmanów, a tak było 11 września, mówi się o tym jako o skutku ubocznym prowadzonej walki, na koniec dodając, że przecież ci zabici na pewno pójdą do raju, więc wszystko w porządku. To jest ta podstawowa różnica. Wcześniejsze ataki nie musiały być spektakularne. Dzisiaj żyjemy w świecie, w którym spektakularność może zostać osiągnięta dzięki krwi, przemocy i ofiarom. Dlatego mamy do czynienia z atakami na tzw. cele miękkie, czyli z zabijaniem zwykłych, przypadkowych ludzi.
Nowy terroryzm oznacza nowe metody?
– Terroryści wbrew pozorom są tradycjonalistami, używają pistoletów, karabinów, prymitywnych bomb i noży. Na pewno zupełnie nowym zjawiskiem jest udział kobiet w terroryzmie. Jeszcze do niedawna fundamentalizm islamski zabraniał kobietom ginąć w atakach, ale okazało się, że mają one większe zdolności operacyjne. Potrafią udawać ciążę, są dzięki temu mniej kontrolowane, potrafią przechowywać materiały wybuchowe w ciele. W związku z tym zinterpretowano Koran w odpowiedni sposób i dopuszczono kobiety do organizacji zamachów, w których tracą życie.
Jednym słowem, organizacje terrorystyczne się profesjonalizują.
– To bardzo duża zmiana i rzeczywiście są to profesjonalnie zarządzane organizacje. Państwo Islamskie jest kolejnym skokiem jakościowym, jeśli chodzi o działania terrorystyczne. Tworząc pewnego rodzaju złudzenie, że mają państwo, terroryści nabrali cech pozornie silnego gracza na arenie międzynarodowej. Wykorzystali sprzyjające okoliczności, czyli słabą Syrię i to, że Irak jest państwem upadłym, gdzie panuje chaos. Wprowadzili tam swoje zasady i uzyskali w ten sposób poparcie społeczne. Zamiast wojny domowej, codziennych gwałtów i mordów zapewnili złudzenie pokoju społecznego i stabilizacji. Teraz Państwo Islamskie ma zupełnie inne środki finansowania – ma własne rafinerie, przejęło banki, zbiera haracze, handluje zabytkami. To duży skok jakościowy pod względem organizacyjnym. Warto też wspomnieć, że na rzecz tego państwa działają byli generałowie Saddama Husajna. Ci ludzie znają się na planowaniu, dowodzeniu i prowadzeniu walki. Dodatkowym atutem okazują się młodzi ludzie, którzy walczą, ale są także fachowcami od PR czy informatykami i dobrze znają się na działaniu w internecie.

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Ryszard
    Ryszard 24 listopada, 2015, 09:14

    My dokładnie rozumiemy skąd się biorą terroryści i czego chcą.
    Mają swoją rację. Ich kraje zostały zniszczone przez USA, Francję, Anglię i nawet Polacy wysyłali tam swoje wojska. Radek Sikorski walczył w Afranistanie.
    Teraz dziwimy się, dlaczego terroryści nas chcą atakować. Dziękujmy za to naszym politykom.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy