Jestem człowiekiem dwóch narodów

Jestem człowiekiem dwóch narodów

Nie wypowiadam się na temat Jedwabnego i podobnych wydarzeń. Moje doświadczenia po prostu są inne

Po nowelizacji w styczniu 2018 r. ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej relacje między Izraelem a Polską wyraźnie się pogorszyły. Wprawdzie później zostały wprowadzone zmiany w tym dokumencie, ale czy podczas pracy duszpasterskiej w kościele św. Piotra w Jafie doświadczył ksiądz skutków tych napięć politycznych?
– Nie o wszystkim wiem i zapewne już nigdy się nie dowiem. Zresztą nie sięgam tak wysoko, koncentruję się na codziennych obowiązkach. Zapewniam, że przy każdej okazji daję jak najlepsze świadectwo o Polsce i o Polakach. Temu służyć będzie również moja nowa książka „Ocaleni z Zagłady”. Znajdzie się w niej kilkanaście dość obszernych wywiadów. Ich wymowa będzie zupełnie inna od tez znanych chociażby z opracowań prof. Tomasza Grossa. To jego prawda. Ja nie wypowiadam się na temat Jedwabnego i podobnych wydarzeń. Moje doświadczenia po prostu są inne. Bóg sprawił, że stałem się człowiekiem dwóch narodowości, czyli człowiekiem wzbogaconym. Dlatego zawsze zależy mi na budowaniu więzi, a nie ich burzeniu.

Dramatyczne losy księdza znają tylko nieliczni. Jednak musimy je przypomnieć, chociaż wiem, że to rozdrapywanie ran.
– Jestem dzieckiem i sierotą Holokaustu. Miałem raptem osiem lat, kiedy wybuchła II wojna światowa. Nazywałem się wówczas Jakub Hersz Griner i wraz z rodziną mieszkałem w Zamościu. Początkowo weszły tam wojska radzieckie, ale niebawem zastąpiły je niemieckie. Mój starszy brat Chaim zdążył się wycofać z Sowietami. Wkrótce zaczął się prawdziwy koszmar. Najpierw zginął ojciec, a ja z mamą i dwiema siostrami zostałem przesiedlony do getta w pobliskiej Izbicy. Podczas jego likwidacji cudem uniknąłem śmierci, chowając się w piwnicy. Nieco później dowiedziałem się, że około tysiąca miejscowych Żydów hitlerowcy przetrzymywali ponad tydzień w remizie strażackiej, a następnie wyprowadzali i rozstrzeliwali na cmentarzu. Tam zakończyli życie moi najbliżsi.

A co działo się z księdzem? Polska była przecież jedynym krajem w Europie, gdzie za pomoc Żydom karano śmiercią całe rodziny. Najbardziej znanym przykładem jest rozstrzelanie małżeństwa Ulmów oraz ich sześciorga dzieci w Markowej pod Łańcutem.
– Równie dramatycznych historii było dużo więcej. Ja mogę jednak mówić o szczęściu. W Zamościu pomagali mi m.in. Anastazja i Józef Ptaszkowie oraz Anna i Marcin Dubielowie. Później przemieszczałem się między wioskami, pasałem krowy. Jednak każdy dłuższy pobyt groził dekonspiracją, ludzie bali się przyjąć mnie na stałe. Szukając szansy ratunku, nauczyłem się pacierza, robienia znaku krzyża. Ba, dostałem nawet metrykę chrztu. Dzięki temu parokrotnie uniknąłem śmierci. Po wojnie trafiłem do sierocińca w Tomaszowie Lubelskim. Podczas przygotowań do komunii świętej wyznałem ks. Wacławowi Kosmali, że nie jestem ochrzczony. Dzięki niemu stałem się chrześcijaninem, zostałem nawet ministrantem.

Później znalazłem się w Lublinie. W szacownym liceum im. Stanisława Staszica uczyłem się w szczytowym okresie stalinowskim. Na jednej z organizowanych wtedy regularnie masówek wystąpiłem w obronie brutalnie atakowanego Kościoła. W efekcie otrzymałem rodzaj wilczego biletu. Prowadząca dom dziecka w Puławach s. Klara Staszczak dowiedziała się w kuratorium o moich kłopotach i postanowiła mnie zabrać. Niestety, w gimnazjum im. Czartoryskiego historia się powtórzyła. Bezpieka zagroziła, że jeśli nie będę donosił, mogę zapomnieć o maturze. Oczywiście odmówiłem, ale jakoś zdałem egzamin dojrzałości. Niebawem poczułem powołanie i w 1952 r. wstąpiłem do seminarium, a po sześciu latach zostałem wyświęcony na księdza. Ponieważ nie miałem własnego domu, siostry benedyktynki uszyły mi sutannę, prały bieliznę, wreszcie urządziły uroczystą prymicję… Dostałem błogosławieństwo, prowadzono mnie pod baldachimem do kościoła.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 5/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Janusz Michałek

Wydanie: 5/2019

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy