Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Są takie momenty, kiedy przeciętny Polak może namacalnie się przekonać, że MSZ może jednak na coś się przydać. W każdym razie przekonała się o tym Teresa Borcz, Polka porwana w Iraku, która święta będzie mogła spędzić na wolności, w gronie rodziny.
Całą operację uwolnienia Polki ściśle utajniono, ale w MSZ parę rzeczy wiedzą. Zaraz po jej porwaniu powołano w ministerstwie nieformalną grupę, która koordynowała i kierowała polskimi działaniami. Byli w niej wiceminister Bogusław Zaleski oraz dyrektorzy Departamentów: Konsularnego – Janusz Skolimowski oraz Afryki i Bliskiego Wschodu – Krzysztof Płomiński. Oni codziennie, a zdarzało się że i częściej konferowali u ministra w gabinecie. W Iraku głównym rozgrywającym (stała łączność z Warszawą) był ambasador Ryszard Krystosik. Krystosik i Płomiński spędzili w Iraku wiele lat. Płomiński, jeden z najlepszych polskich arabistów, był tam ambasadorem RP, Krystosik – kierownikiem sekcji interesów USA (po pierwszej wojnie w Zatoce). Obaj znają w Iraku tysiące ludzi. Skolimowski sprawy konsularne i okołokonsularne zna od lat. Patrząc na zimno, trudno byłoby zebrać lepszą ekipę. No bo wyobraźmy sobie, jaką drużynę w analogicznej sytuacji wystawiłby PiS-owski szef MSZ – konsularnik Lis (albo Czaputowicz), dyrektor Pomianowski, ambasador Waszczykowski… To by panowie zaszaleli…
Teraz, gdy opadły emocje, nadchodzi też pora nagród. Płomiński, jak się mówi w MSZ, ma dostać złoty medal za zasługi dla obronności kraju. Z kolei Płomiński i Skolimowski listy gratulacyjne od premiera.
Małe rzeczy, a cieszą.
Pewne sprawy idą więc sprawnie, inne się ślimaczą. Tak jest na przykład z wysyłaniem naszego ambasadora do Chin. Dotychczasowy, Ksawery Burski, zakończył misję, jest już w Warszawie, a o jego następcy co najwyżej się plotkuje. Z giełdy wypadł już Ryszard Stemplowski szef PISM, jeszcze parę miesięcy temu faworyt numer 1. Wypadł, ponieważ Chińczycy dali do zrozumienia, że chcieliby, żeby ambasadorem została osoba z „politycznym umocowaniem”, tzn. przynajmniej jakiś były wiceminister…
Więc zaczęto za takimi się rozglądać. No i w tej chwili na MSZ-etowskiej giełdzie mówi się, że w puli jest dwóch-trzech wiceministrów. A kandydatem numer 1 jest wiceminister gospodarki, Mirosław Zieliński. To nie jest żaden SLD-owski baron, tylko doktor nauk ekonomicznych, w latach 1991-1993 szef Głównego Urzędu Ceł, w latach 1994-2001 delegowany do Sekretariatu Światowej Organizacji Ceł. A od 2003 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki, gdzie zajmuje się m.in. inwestycjami zagranicznymi w Polsce. CV ma więc dobre, w sam raz na Chiny – ekonomista, specjalista od ściągania inwestycji, wysoki urzędnik od spraw gospodarczych, który dogaduje się z każdą ekipą. Sęk w tym, że on sam – na razie – nie pali się do wyjazdu na drugi koniec świata. Ma trójkę dzieci w wieku szkolnym, ma referencje, więc wolałby powrót do Brukseli.
Ba, wszyscy byśmy woleli.

Wydanie: 52-53/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy