Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jak wiadomo, w dyplomacji mamy dwie sfery – gadulstwa i działań faktycznych. Czasami zresztą wzajemnie się one przenikają. Aczkolwiek jest to raczej rzadkie. Zwłaszcza jeśli chodzi o polską politykę zagraniczną. Bo tu gadulstwo jest po prostu nie do zniesienia, to prymitywna propaganda dla mało wykształconych, która mija się z rzeczywistością.
Oto np. bębni się dzień i noc o polityce wschodniej, jaka tu Polska jest aktywna i co to nie może. Słowa są piękne. A rzeczywistość inna. Pisaliśmy już o \”sukcesie\” gruzińskim, kiedy latem Gruzja zaatakowała Osetię i padła po rosyjskiej odpowiedzi. W Polsce opowiada się do dziś, że to, iż Gruzja tylko padła na kolana, ale nie ścięto jej głowy, było wielkim sukcesem Lecha Kaczyńskiego, który zatrzymał Rosjan u bram Tbilisi. Dobrze więc wiedzieć, że jest to bardzo ekskluzywne przekonanie, obecne tylko w niektórych redakcjach nad Wisłą. Bo cały świat uważa, że jeśli ktoś w tej smutnej historii odniósł sukces, to prezydent Sarkozy.
Teraz przyszedł czas na inne mistyfikacje. Otóż, gdy rosyjsko-ukraiński spór gazowy przeżywał apogeum, udał się do Kijowa min. Radek Sikorski. Przedstawiano go jako rozjemcę, człowieka, który wysłucha i pomoże. Bo wiadomo – Polska na Ukrainie to ho, ho.
Więc szanowny minister pojechał i wiuuuu… gwizdało powietrze z przekłutego balonika. Ani prezydent, ani premier Ukrainy nie znaleźli czasu, by Sikorskiego przyjąć choćby na pięć minut. Taki okazał się ważny.
Media bębnią też na okrągło, że Sikorski to poważny kandydat na sekretarza generalnego NATO, że prawie już nim jest. Boże święty, dlaczego nie pohamujesz ludzi bez umiaru? Każdy zachodni dyplomata powie, że karty w grze o sekretarza generalnego są już dawno rozdane. I że po gruzińskiej wycieczce Lecha Kaczyńskiego i Amerykanie, i Anglicy, i Francuzi, i Niemcy, i zdaje się wszyscy inni, na słowo Polska dostają wysypki. I chętnie tłumaczą, że teraz nastał czas zamykania konfliktowych sytuacji, a nie wywoływania nowych. Działania obliczalnego. Bo jest Obama i jego nowa polityka, bo jest kryzys, bo są kłopoty. I w związku z tym Polak w wyścigu o takie stanowisko przesunięty jest na koniec kolejki. Nawet jeżeli będzie opowiadał, że był zawsze przeciw Kaczyńskiemu.
Dziś pierwszy w kolejce jest premier Danii Anders Rasmussen. To numer 1, mający poparcie zachodniej Europy. A jeżeli by zrezygnował (co jest możliwe), to numerem dwa jest przedstawiciel Kanady. Niektórzy zresztą twierdzą, że Kanadyjczyk ostro finiszuje i że może przeskoczyć Rasmussena. Argumenty przemawiają za nim dwa. Po pierwsze, rozumie Amerykanów, a przecież nastaje czas wzajemnego zrozumienia. A po drugie, dwukrotnie w ostatnim czasie stanowisko to pełnił Europejczyk, więc teraz pora na człowieka z Nowego Świata. Faktycznie, przed obecnym sekretarzem, Holendrem Jaapem de Hoopem Schefferem tę funkcję sprawował Javier Solana.
Po cóż więc opowiadamy głupoty o wielkiej grze wokół Sikorskiego? Żeby poprawić sobie samopoczucie?

Wydanie: 4/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy