Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Pisaliśmy tydzień temu, że ambasadorowie, których teraz wysyła za granicę minister Sikorski, będą nie tylko reprezentować Rzeczpospolitą, ale również, gdy będziemy przewodzić Unii Europejskiej, będą wręcz ambasadorami Unii. I będą prowadzić regularne briefingi dla ambasadorów państw Unii, i koordynować unijną politykę. Warto więc przyglądać się, kogo MSZ wysyła, jakie są kwalifikacje tych ludzi.
Już wiemy, że do Gruzji ma pojechać na ambasadora Urszula Doroszewska. To nie jest zawodowy dyplomata. W tej chwili pełni ona funkcję zastępcy dyrektora biura spraw międzynarodowych w Kancelarii Prezydenta, z racji tej funkcji towarzyszyła premierowi Tuskowi podczas wizyty w Moskwie. Wcześniej jako dziennikarka jeździła po Zakaukaziu, jeszcze wcześniej działała w opozycji demokratycznej, tak bliżej harcerskiej Czarnej Jedynki i Macierewicza. Jeżeli ktoś chciałby podtrzymywać tezę, że Tusk prowadzi politykę wschodnią niewiele różniącą się od polityki Kaczyńskiego, że w MSZ rządzi były PiS-owski minister i niedawni PiS-owscy wiceministrowie oraz wysocy urzędnicy, to taka kandydatura na ambasadora tę tezę wzmacnia.
Tym bardziej że równocześnie w świat poszedł inny sygnał – z MSZ odszedł Henryk Szlajfer. Pomijając fakt, że był on jednym z aktorów wydarzeń marcowych, warto przypomnieć lata jego pracy w MSZ. Miał opinię tęgiej głowy. Był m.in. dyrektorem departamentu planowania i analiz, bliskim współpracownikiem min. Geremka, pisał mu wystąpienia. Był też kandydatem na ambasadora w USA, ale przy pomocy IPN jego wyjazd utrącono. Za PiS Szlajfera uczyniono dyrektorem archiwum, skąd mógł bezsilnie patrzeć, jak ludzie, których nie przyjąłby nawet na stanowisko asystenta, masakrują polską dyplomację. Za PO niewiele się zmieniło, więc Szlajfer odszedł do ciekawszych zajęć. I jakoś mało osób w MSZ tym się zdziwiło. Bo nijak ludziom nie pasowało, by mógł być podwładnym Waszczykowskiego czy Schnepfa.
Ale wróćmy do ambasadorów – o ile z wysłaniem Doroszewskiej do Gruzji nie będzie problemu, o tyle kłopoty może mieć inny urzędnik swego czasu związany z prezydentem – Andrzej Krawczyk. Odpowiadał on w Kancelarii Prezydenta za sprawy międzynarodowe, a potem zrujnowano mu karierę, oskarżając o współpracę z SB. Krawczyk, były ambasador w Czechach, po tym wszystkim do tej pory nie doszedł do siebie. Co prawda, spekulowano, że wróci do MSZ albo do Kancelarii Premiera, ale nic z tego nie wyszło. Teraz mówi się, że ma jechać na ambasadora do Bratysławy. Ciekawe, czy prezydent go puści…
Tak jak ciekawe jest, czy puści do Wiednia Jerzego Margańskiego. Z tym Wiedniem jest zresztą ciekawa sprawa. Otóż ambasadorem w Austrii miał był Wiesław Tarka. Za czasów PiS był on podsekretarzem stanu w MSWiA, odpowiadał tam za kontakty międzynarodowe, reprezentował ministerstwo podczas międzynarodowych konferencji. Teoretycznie wszystko było już zaklepane, Tarka miał nawet austriackie agrément. I teraz, okazuje się, Polska z tego się wycofuje, do Wiednia ma jechać Margański, który w swej karierze był m.in. dyrektorem departamentu Europy i ambasadorem w Szwajcarii. Tarka jest na straconej pozycji. Chyba że pomoże mu prezydent. A pomoże?

Wydanie: 12/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy