Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

MSZ znów stanęło otworem przed krewnymi i znajomymi królika. I tak już chyba zostanie.
Otrzymaliśmy ciekawy list od jednego z doświadczonych dyplomatów – a propos tego, że parokrotnie przyrównaliśmy MSZ do korporacji. Dodał on do naszej oceny jeszcze jedną uwagę – że w ministerstwie, tak jak w korporacjach, rozwierają się nożyce między przywilejami kierowników a pozycją tych z niższych szczebli.
Minister Skubiszewski 20 lat temu latał za granicę w towarzystwie dwóch-trzech dyplomatów (i to najchętniej klasą turystyczną), a zamieszkiwał w pokoikach gościnnych przy ambasadzie. Dziś minister Sikorski wozi ze sobą wielkie delegacje i wybiera godne hotele. Te z najwyższej półki. A resortowa „piechota”? Otóż „piechota” nie dość, że nie ma prawa marzyć o takich luksusach, to jeszcze musi skrupulatnie ze wszystkiego się tłumaczyć. Nowym pomysłem ułatwiającym tłumaczenie jest ewidencja pracy, którą trzeba prowadzić, wpisując, co się robiło. Także po godz. 20…
Cóż, takie biurokratyczne pomysły to raczej miękki mobbing, ale to nie koniec, gdyż minister szykuje jeszcze jedno narzędzie, za pomocą którego złamie MSZ. Jest nim szykowana ustawa o służbie zagranicznej. Ambasadorzy, którzy widzieli jej zapisy, już w dużej części zdążyli ją oprotestować, krytyczne uwagi napłynęły też w ramach uzgodnień międzyresortowych. Ale nie powstrzymuje to zapału ministra, by zaprowadzić nowy porządek…
I ma na to szansę, gdyż ustawa wyjęłaby służbę zagraniczną z gestii służby cywilnej. Tym samym runęłyby zabezpieczenia, które chronią urzędników przed samowolą przełożonych i budują korpus biurokratów.
Nowa ustawa pozwalałaby zwolnić pracownika, jeżeli ten odmówiłby przyjęcia proponowanego stanowiska. W ten sposób cofnęlibyśmy się do wieku XIX, do czasów ekonoma i pracowników na dniówkę. Projekt ustawy zawiera też sporo zapisów będących atakiem na świadczenia pracownicze. I ograniczających uposażenia.
Z drugiej strony obniża bariery, które do tej pory chroniły MSZ przed napływem ludzi przypadkowych. Te bariery to znajomość języków obcych, staż pacy, egzaminy resortowe…
Ech, to jest jak powracająca fala – ile już razy montowano w MSZ różne zabezpieczenia, by chronić resort przed spadochroniarzami, i ile razy to wszystko rozwalano! Ostatnią próbę podjął minister Cimoszewicz, który powołał Akademię Dyplomatyczną, a także wprowadził nakaz zdawania egzaminów językowych przez osoby wyjeżdżające za granicę. Sensacji było przy tym wiele, bo okazywało się, że egzamin oblewali ludzie, którzy mieli w kieszeni dyplom z egzaminem resortowym… Tak to było, ale już nie jest i nie będzie, bo następcy Cimoszewicza wycofali się z „nieelastycznych postanowień”.
MSZ znów stanęło otworem przed krewnymi i znajomymi królika. I – nie miejmy złudzeń – tak już chyba zostanie

Wydanie: 7/2013

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy