Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Przyjechał do Polski prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz. To jest, oczywiście, sposobność, by ożywić kontakty między państwami, na to liczą przecież także goście. Janukowycz jest innym politykiem niż poprzednicy, nie ma u niego np. miłości do ukraińskich nacjonalistów, OUN, interesuje się za to sprawami gospodarczymi. Ciepło też wspomina współpracę Kwaśniewski-Kuczma. Taka wizyta stwarza wiele furtek. W polskich gazetach mogliśmy więc przeczytać uszczypliwości, że Warszawa jest 25. stolicą, którą – jako prezydent – Janukowycz odwiedza. No i pytania o poszanowanie praw człowieka na Ukrainie.
Ciekawe, dlaczego w Polsce politykę zagraniczną pojmuje się jako artykułowanie pretensji…
W podobnym zresztą klimacie toczyła się kilkanaście dni temu dyskusja w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Na temat Białorusi. Sprawy referował posłom wiceminister Henryk Litwin, były ambasador na Białorusi, a przyszły na Ukrainie. Litwin przyznał, że w 2006 r., po poprzednich wyborach prezydenckich na Białorusi Polska popełniła błąd. Bo zajęła wobec Łukaszenki twarde stanowisko, a tymczasem kraje Unii Europejskiej już tak zdecydowane nie były. I gdy Polska zamroziła kontakty, one wysyłały do Mińska ambasadorów, ważni unijni politycy spotykali się z Łukaszenką. W efekcie straciliśmy możliwości artykułowania własnych interesów na Wschodzie, a na Zachodzie straciliśmy markę kraju najlepiej poinformowanego w sprawach Białorusi. I w ogóle – w sprawach państw z terenu byłego ZSRR.
Konkluzja była oczywista, Litwin później tłumaczył, jak to ze splendid isolation wychodzono, ale wtedy odezwał się Adam Lipiński z PiS i powiedział, że owszem, być może polityka PiS była nieskuteczna, ale późniejsza, Sikorskiego, skuteczniejsza nie była. Poza tym on spotykał się co tydzień z przedstawicielami białoruskiej opozycji. Szkoda, że nikt nie zapytał go, z którymi i co oni dzisiaj robią…
Patrząc natomiast na ciąg dalszy, widzi się, że twardy Lipiński jest dla ministra Sikorskiego bardziej przekonujący niż liczący w kategoriach zysków i strat Litwin. Dlatego teraz minister Sikorski woła: panie Łukaszenka, pan już przegrał!
Zastanówmy się więc, czy rolą szefa dyplomacji jest wznoszenie takich okrzyków. Nie ma innych?
Oto PiS wiecznie żywy…
Jeżeli wspominamy sejmową komisję, warto nadmienić, że od pewnego czasu posłowie są świadkami (chyba nieświadomymi) pewnego eksperymentu. Oto bowiem w MSZ postanowiono, że kandydaci na ambasadorów sami będą pisać swoje życiorysy, które będą prezentowane w Sejmie. Mój Boże, już dochodzi do śmiesznych sytuacji, bo niektórzy kandydaci nie znają umiaru. Więc pewna grupa, która zebrała się na korytarzu, ma propozycję rozwijającą tę tendencję – życiorys niech pisze kandydat sam, ale dla każdego posła osobno. SLD-owcowi napisze, że tata był szefem partii (PZPR) w powiecie, platformersowi, że był inteligentem i dyrektorem szpitala, a PiS-owcowi, że na ścianie w domu wisiał portret Piłsudskiego, a mama co tydzień chodziła na mszę.
I nie skłamie. Jak Zbigniew Ziobro.
Czyż to nie najlepsze rozwiązanie?

Attaché

Wydanie: 6/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy