Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Tydzień temu pisaliśmy, że nikt w MSZ nie przejął się paszkwilanckimi wypowiedziami ministra Macierewicza na temat ośmiu byłych szefów dyplomacji. No i przesadziliśmy. Co najmniej jedna osoba się przejęła. Tą osobą jest pani minister Anna Fotyga. Oto bowiem z MSZ-etowskiego korytarza (schody plus pierwsze piętro) zniknęły portrety ośmiu szefów MSZ w III RP – Skubiszewskiego, Olechowskiego, Bartoszewskiego, Rosatiego, Geremka, Cimoszewicza, Rotfelda i Mellera. Byli ludzie, nie ma ludzi. Wcześniej z korytarza zdjęto portrety ministrów spraw zagranicznych z czasów PRL. W ten sposób wymazano z historii dyplomacji 45 lat. Teraz nie ma też III RP. Dla pani Fotygi MSZ kończy się na Józefie Becku. A potem – tak pewnie jej się wydaje – jest ona.
Biedny Władysław Bartoszewski – czekał, aż ktoś z MSZ lub Kancelarii Prezydenta zadzwoni do niego, poprosi, żeby został w Radzie PISM, a oni zdjęli jego portret.
Z tą Radą PISM, a w zasadzie z samym Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych i Akademią Dyplomatyczną, rzecz może mieć ciąg dalszy. W MSZ plotkują, że po przyjęciu nowej ustawy o służbie cywilnej PiS czym prędzej zacznie wymieniać kadry, no i uderzy też w PISM. I zmieni jego dyrektora, prof. Romana Kuźniara, oraz dyrektora Akademii Dyplomatycznej, Grzegorza Dziemidowicza. W ten sposób partia rządząca, przez opanowanie PISM i akademii, będzie mogła kierować swoich ludzi w świat dyplomacji. To proste – działaczy można do pracy w MSZ wdrażać poprzez udział w projektach badawczych PISM, ich asystentów można zrobić studentami Akademii Dyplomatycznej. I już się jest, w – pardon – układzie…
Ale zanim PiS wychowa sobie swoich dyplomatów, będzie musiało poradzić sobie z obecnymi wyzwaniami. Od 27 lipca ambasada w Brukseli nie ma ambasadora, bo Marek Grela – o czym pisaliśmy – wygrał konkurs i pracuje u Javiera Solany. Wcześniej z ambasady do Unii przeniosła się zastępczyni Greli – Elżbieta Synowiec. I tak naprawdę nie ma ich teraz kim zastąpić. Co jest skandalem, bo ambasada przy Unii to wielka fabryka, która nie powinna pracować bez szefa. Za wiele to Polskę kosztuje.
W dalszym ciągu nie mamy też ambasadora w Mińsku. I prędko mieć nie będziemy, skoro nie uznajemy Aleksandra Łukaszenki jako prezydenta. Co zresztą ciekawe, dwóch dyplomatów wyznaczonych do wyjazdu na Białoruś, Henryk Litwin (miał być ambasadorem, pojedzie pewnie jako chargé d\’affaires) i Tomasz Klimański (ma być zastępcą ambasadora), przebierają nogami, żeby tylko tam wyjechać. I to jak najszybciej, jeden przed drugim.
Wiadomo, zawsze lepiej być na ciepłej posadzie w ambasadzie, niż obijać się w kraju.
To śmieszne – imperatywem decydentów z PiS jest dokuczanie Rosjanom, utrudnianie ich zamiarów. Ten imperatyw podpowiada zbudowanie muzeum katyńskiego naprzeciw okien rosyjskiej ambasady albo nazwanie w Warszawie ronda imieniem Dudajewa. Za to wyklucza możliwość nawet najmniejszej gry z Białorusią, co wpycha skutecznie Łukaszenkę w objęcia prezydenta Putina, i to na upokarzających warunkach.
Tak oto, chcąc zaszkodzić Putinowi, bardzo mu pomagamy.

Wydanie: 36/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy