Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ktoś przyniósł do MSZ kserokopię wielkiego artykułu o Piotrze Nurowskim, który ukazał się w jednym z miesięczników. Nurowski to dziś, jak napisano, prawa ręka Zygmunta Solorza. Ale w resorcie pamiętają go inaczej, z czasów kiedy przyszedł do ministerstwa i kiedy był sekretarzem naszej ambasady w Maroku. Ooo, jak przyszedł, to był człowiekiem, który miał w życiorysie kierowanie Wydziałem Pracy Wychowawczej w Komitecie Warszawskim PZPR. To było takie stanowisko, że nawet betony mówiły, że to robota dla betonu. A potem Nurowski wyjechał do Maroka na I sekretarza. I teraz ludzie biegli w MSZ-etowskich sprawach zaczęli sobie układać. Otóż tak jest w tym resorcie, że współpracujące z nim instytucje miały (i mają) swoje stanowiska, na które zawsze wysyłały swoich ludzi. Na przykład w czasach PRL ZSL miał zawsze albo ambasadora, albo jego zastępcę w Finlandii. Więc ŕ propos Nurowskiego zaczęto się zastanawiać, kto był tam przed nim, kto po nim. I raczej już wszystko wiadomo.
Jego późniejsze odejście z MSZ, to było w czasach wojującego Skubiszewskiego, też więc mało kogo dziwi. Przy tej okazji wspomniano ówczesnych panów i władców nadzorujących czystki. Na przykład Marka Masiulanisa z Departamentu Kadr. Dzisiaj, po epizodzie w Ostrawie, gdzie był konsulem, urzęduje na Tynieckiej, w Departamencie Konsularnym, ma tam własne samodzielne stanowisko, zajmuje się spadkami. Znalazł swoje miejsce.
A jakie miejsce znajdzie Tomasz Lis, obecny ambasador na Cyprze, którego wskazania łamały ludziom kariery?
To bardzo ciekawe, gdzie on i paru innych dżentelmenów, którzy zdążyli ewakuować się na placówki, zostaną ulokowani po powrocie do Warszawy. Czy znajdą się w tzw. dyspozycji ministra? Czy też gdzieś się ich upchnie?
Po MSZ krąży teraz anegdota, że szefostwo byłoby najbardziej zadowolone, gdyby parę osób w ogóle nie wracało do Warszawy, tylko np. znalazło sobie dobrze płatną robotę na miejscu. Trafiło się kilka takich przypadków w ostatnich latach. Na przykład były ambasador w Grecji został w tym kraju z nową towarzyszką życia. Swego czasu podobnie postąpił konsul w Chinach, zresztą znakomity sinolog. Będąc na placówce, przysłał faks do centrali, że z dniem takim i takim kończy działalność konsularną, dziękuje MSZ za współpracę i przechodzi na własny rozrachunek. Tak też się stało, konsul przeszedł do biznesu, za kilkakrotnie większe niż w ministerstwie pieniądze. Podobny przypadek był w Zairze…
Rzecz tylko w tym, że nie zawsze obecni przedstawiciele RP mają odpowiednie umiejętności, by próbować sił w biznesie. Swego czasu w przedstawicielstwie Peugeota w Polsce pracował Michał Radlicki, ambasador w Rzymie. Ale raczej bez powodzenia. Obecny ambasador w Londynie, Stanisław Komorowski, z zawodu jest fizykiem, więc też trudno przypuszczać, by po latach rozbratu z pracą naukową mógł do niej wrócić. Co prawda, prowadził też firmę zakładającą ogrody w podwarszawskich posiadłościach. Ale czy nabrał tyle doświadczenia, by zaatakować w tej branży Londyn?

Wydanie: 48/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy