Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Rok 2001 będzie w naszym MSZ rokiem dużych zmian. Na początek na stanowiskach ambasadorów. Wróci ich do kraju około 20, no i tyluż samo wyjedzie za granicę. A że wymiana nastąpi jeszcze przed wyborami, łatwo przewidzieć, że dla niektórych urzędników i polityków AWS będzie to ostatnia szansa na ewakuację, tak, by godnie przeżyć kolejne cztery lata. Stąd też urosła rola ministra Bartoszewskiego, który tym całym ruchem zawiaduje. Minister zresztą tryska humorem – w Kancelarii Prezydenta leży jego 17 podań o zatwierdzenie nowych ambasadorów i minister jest przekonany, że zdecydowana ich większość zostanie załatwiona pozytywnie.
Ha! Jeżeli tak by się stało, to MSZ przeszedłby małą rewolucję kadrową – bo kierownikami placówek zostaliby sympatycy prawicy. Natomiast powracających potraktowano by bardziej indywidualnie. Jednych do centrali przyjmując, a innych nie.
O tym, że takie są zamiary i że powracający zza granicy ambasadorzy będą mieli kłopoty ze znalezieniem pracy w centrali, świadczy przykład Stefana Mellera, ambasadora w Paryżu. Meller był dyrektorem departamentu w czasach Skubiszewskiego, potem, od 1995 roku, gdy MSZ kierował Bartoszewski, wiceministrem. Następnie pojechał jako ambasador do Paryża, teraz ma wracać, ale… Otóż Meller chciałby wrócić na stanowisko, z którego wyjeżdżał – podsekretarza stanu. Cóż, nie jest to takie proste, bo nikt mu tego stanowiska nie proponuje. Przeciwnie – jak mówi się w MSZ – pierwszy zastępca Bartoszewskiego, sekretarz stanu, Andrzej Ananicz, bardzo pilnuje, by miejsce w MSZ-ecie dla Mellera się nie znalazło. Czy tylko dlatego, że Ananicz to AWS, a Meller to UW?
O tym, że w MSZ sprawy kadrowe traktowane są “po uważaniu”, świadczy jeszcze jeden fakt. Otóż parę miesięcy temu pos. Longin Pastusiak zgłosił do min. Bartoszewskiego interpelację, w której poruszył sprawę “obchodzenia” przez MSZ ustawy o służbie cywilnej. I przypomniał w niej m.in. dwie sprawy. Pierwszą, że przyjęto do MSZ kilka osób bez zastosowania przewidzianych ustawą procedur. Jakie więc konsekwencje wyciągnięto wobec osób winnych złamania prawa? – zapytywał. Druga sprawa dotyczyła ignorowania przez MSZ zasady obsadzania stanowisk dyrektorskich w drodze konkursów. Ten wymóg w MSZ “obchodzi się” tak, że wybranych ludzi powołuje się na stanowiska p.o. dyrektora. W ten sposób dziś w MSZ 40% kadry dyrektorskiej to p.o.! Dlaczego taki stan tolerowany jest przez ministra? – pytał poseł.
I jaką otrzymał odpowiedź?
Że konkursy będą. W przyszłości. Poza tym Bartoszewski mu odpisał, że bez przeprowadzenia wymaganej przez ustawę procedury MSZ zatrudniło pięć osób. Ale za  zgodą tak szefa MSZ, jak i szefa Służby Cywilnej. “Wobec takiego trybu uzgodnień nie było podstaw do wyciągania konsekwencji wobec kogokolwiek” – napisał minister. W ten oto sposób przekonaliśmy się, że dwóch urzędników znaczy w Polsce więcej niż ustawa.
Czegóż więc mogą spodziewać się powracający ambasadorowie?

Wydanie: 1/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy