Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Co poniektórzy przebąkują, że już niedługo naszą dyplomację będzie czekać w zjednoczonej Europie pierwszy poważny test. Nie, nie będzie on dotyczył ani Iraku, ani konstytucji, ale spraw bardziej realnych i strategicznych, czyli Białorusi i Ukrainy.
Otóż w sprawie stosunku do tych państw mamy sporą różnicę między stanowiskiem Unii Europejskiej a Polską. Najprościej mówiąc, Rada UE zaleca, żeby nie utrzymywać kontaktów z Białorusią na poziomie ministerialnym. Żeby ją izolować. Na razie nasze MSZ się temu sprzeciwia, zresztą słusznie, bo mamy na Wschodzie swoje realne interesy, mieszkają tam Polacy, inaczej to wszystko widzimy. No i teraz pytanie: czy Polska ulegnie Brukseli (czyli największym krajom UE), czy też nie? Czyli czy będzie miała własną politykę wschodnią, ba, czy narzuci Europie własną wizję polityki wschodniej, czy też tak się nie stanie?
Teoretycznie Polska powinna być oknem na Wschód UE, tak jak np. oknem na Afrykę jest Francja, a oknem na Amerykę Łacińską Hiszpania. Ale w tę grę weszli wielcy. Ciekawe więc będzie, jak to wszystko się potoczy. A, wbrew pozorom, Polska nie stoi w tej rozgrywce na złej pozycji, bo takie same stanowisko jak my zajmują Litwa i Łotwa.
Jest zatem ciekawie.
Natomiast w samym MSZ mamy przyklepanie wcześniejszych decyzji. W ubiegłym tygodniu sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych zatwierdziła kandydatury Zbigniewa Matuszewskiego i Jacka Bylicy na ambasadorów. Czyli klamka zapadła.
Więc tylko tytułem kronikarskiego obowiązku przypomnijmy, że obecny dyrektor generalny, Zbigniew Matuszewski, pojedzie na ambasadora do Londynu, a dyrektor Departamentu Polityki Bezpieczeństwa, Jacek Bylica, na ambasadora przy ONZ w Wiedniu.
Obie placówki mają swoje zalety, ale i tak w MSZ bardziej interesują się, kto przyjdzie na ich miejsce w centrali. Zwłaszcza na miejsce Matuszewskiego. Tu zresztą faworyt jest już teraz jeden, to Krzysztof Jakubowski. A o tym, czy jest nim słusznie, przekonamy się za parę tygodni, w drugiej połowie czerwca, gdy się zakończy konkurs na to stanowisko.
Sporo się plotkuje też o wiceministrze Sergiuszu Najarze. W tym kontekście, że niedługo złoży rezygnację z zajmowanego stanowiska. Z prostej przyczyny – przyszedł do MSZ „ekonomizować” polską politykę zagraniczną, ale wicepremier Hausner zablokował włączenie WEH-ów (czyli de facto biur BRH) w struktury ambasad, więc Najar stracił narzędzie, którym swoje plany mógłby realizować. I co dalej? Początkowo spekulowano, że wybierze się na jakąś wysoko notowaną placówkę. Ale teraz jest nowa wersja, mówi się, że Najar po prostu pożegna się z MSZ i wróci tam, skąd do rządu przyszedł, czyli do bankowości. No i zamiast 7 tys. zł jako wiceminister spraw zagranicznych będzie zarabiał 14 tys. dol., które miał w Citibanku w Pradze.
Ha! To jest znak czasu. Lata całe praca w MSZ była synonimem nie tylko kariery, ale wielkich pieniędzy. Tu się po nie szło. A Najar odwrotnie – przyszedł jak hobbysta i odejdzie, żeby zarabiać…

Wydanie: 21/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy