Puszcza niezgody

Puszcza niezgody

Zwolennicy ochrony Puszczy Białowieskiej w większości nie widzieli jej na oczy Zgodnie z zapisaną przez Stanisława Jerzego Leca prawidłowością, że zawsze znajdą się Eskimosi, którzy opracują dla mieszkańców Konga wskazówki, jak zachowywać się w czas upałów, grupy mieszkańców Australii, RPA i USA przedstawiły ostatnio polskim placówkom dyplomatycznym w tych krajach żądania objęcia ochroną całej Puszczy Białowieskiej – także tej jej części, która nie stanowi obszaru Białowieskiego Parku Narodowego (BPN), chronionego od 1921 r., ale pozostaje pod zarządem Lasów Państwowych. W tym samym czasie do Kancelarii Prezydenta RP nadeszło z całego świata ok. 10 tys. listów z wyrazami poparcia dla tego postulatu. Federacja Gaja ze Szczecina doszła do wniosku, że białowiescy leśnicy chcą wytrzebić swoją połać puszczy, i ogłosiła to w specjalnym raporcie. W Łodzi, na Piotrkowskiej, zebrano mnóstwo podpisów pod apelem o powiększenie BPN. Podobny wynik przyniosłaby prawdopodobnie akcja zorganizowana w każdym innym miejscu Polski – przyjęło się bowiem uważać, że ta puszcza to las pierwotny i należy zachować ją w niezmienionym stanie. Nie wolno więc pozwolić na wycinanie w niej żadnych drzew – tak powszechnie rozumie się jej ochronę. Pomysł bez sensu i szkodliwy Leśnicy z trzech puszczańskich nadleśnictw: Białowieży, Browska i Hajnówki pomysł tak rozumianej ochrony całej puszczy uważają za bezsensowny i szkodliwy dla niej samej. Pozbawiony sensu, gdyż lasy, w których gospodarują – wbrew powszechnemu przekonaniu – nie mają charakteru pierwotnego. W puszczy wzmożone pozyskanie drewna rozpoczęło się wraz z III rozbiorem Polski. Po tej dacie w krótkim czasie na pola uprawne i łąki zamieniono 40 tys. ha lasu. Trzebiono puszczę w okresie wojen napoleońskich i później, aż do 1888 r., kiedy została uznana za prywatne dobra carów. Od tego czasu potraktowano ją dla odmiany nie jako rezerwuar drewna, ale zwierzyny. Do roku 1907 r. sprowadzano do niej jelenie, daniele, sarny i łosie z Syberii, Kaukazu, Niemiec, Austrii i Czech. Zwierzyna ta do spółki z miejscową, której największym okazem był oczywiście żubr, zżerała i tratowała puszczę tak, że było widać wielkie połacie gołej, ubitej ziemi. Największa dewastacja puszczy miała miejsce w latach I wojny światowej – Niemcy wywieźli z niej 5 mln m sześc. drewna, tj. ilość, jaką Lasy Państwowe musiałyby wycinać przez pół wieku. W 1924 r. tutejsze drzewostany państwo polskie wydzierżawiło angielskiej firmie The Century European Timber Co. Anglicy przez pięć lat zdążyli wywieźć kolejne 2,5 mln m sześc. drewna, nie zawracając sobie głowy ponownym zalesianiem olbrzymich zrębów. Następny okres nasilonego wyrębu puszczy przypada na okres okupacji radzieckiej w latach 1939-1941. Przez 30 powojennych lat Lasy Państwowe prowadziły na terenie puszczy taką samą gospodarkę jak w pozostałych swoich leśnych kompleksach – na przemian wycinając i sadząc drzewa. W rezultacie tych działań na trzech czwartych obszaru należącego do LP rośnie las, którego wiek nie przekracza stu lat, w niczym nieprzypominający pierwotnego. Pomysł ochrony tej części puszczy rozumiany jako zaprzestanie gospodarki leśnej jest też szkodliwy, bo najpiękniejsze fragmenty starodrzewi sosnowo-świerkowych i dębowych, które jeszcze się tam uratowały, bez pomocy człowieka zamienią się w ciągu najbliższych dziesięcioleci w bezleśne tereny porośnięte trawą, leszczynowe chaszcze lub lite drzewostany grabowe albo brzozowe. Należy wątpić, aby taka puszcza pozostała atrakcją turystyczną – grab w porównaniu z dębem, świerkiem czy sosną wygląda bowiem jak leśny pokurcz, a brzozowe laski można oglądać w wielu miejscach naszego kraju. Zwolennicy „ochrony” Puszczy Białowieskiej w większości nie widzieli jej na oczy. Część z nich, reprezentująca rozmaite ekologiczne stowarzyszenia, podnosząc co jakiś czas ten postulat, udowadnia po prostu rację bytu swych organizacji. Inni robią to ze szlachetnych pobudek, ale nie grzeszą wiedzą o leśnej gospodarce. Pożytek z ich działań odniosą ci, do których trafią pieniądze, jakie trzeba będzie wyłożyć w przypadku realizacji pomysłu powiększenia BPN – w 2002 r. szacowano, że samo opracowanie nowego planu ochrony, jaki musi mieć każdy park narodowy, pochłonie 15 mln zł. Szeregowi pracownicy parku nie mają oczywiście co liczyć na udział w konsumpcji tego tortu – przeciwnie – w tym roku próbowano zmniejszyć

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2006, 41/2006

Kategorie: Kraj