Odprawa dr. Kochanowskiego

Odprawa dr. Kochanowskiego

Czyli dlaczego prezes fundacji Ius et Lex nie powinien zostać rzecznikiem praw obywatelskich

Są to raczej „Treny” niż „Fraszki”. Jest bowiem smutne, a nie śmieszne, iż PiS właśnie dr. Janusza Kochanowskiego proponuje na ważne i prestiżowe stanowisko rzecznika praw obywatelskich. Istnieje zaś kilka nader istotnych powodów, dla których dr Kochanowski nie może pełnić tej funkcji.

Niewystarczające kompetencje

Spójrzmy na dorobek dotychczasowych rzeczników, osiągnięty przez nich, zanim objęli swój urząd. Każdy z tej czwórki – profesorowie Ewa Łętowska, Tadeusz Zieliński, Adam Zieliński i Andrzej Zoll – był już doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem zwyczajnym, „belwederskim”, wykładowcą na zachodnich uniwersytetach – słowem, wybitnym specjalistą. I słusznie, bo funkcję rzecznika mogą skutecznie pełnić fachowcy najwyższej klasy, wybitni naukowcy z autorytetem płynącym z wiedzy i doświadczenia, którzy potrafią kompleksowo spojrzeć na kwestię praw obywatelskich.
Tego wszystkiego dr. Kochanowskiemu brakuje. Doktorat obronił, mając 40 lat, w 1980 r., a przez następne ćwierćwiecze nie był w stanie przygotować habilitacji, co nie wystawia dobrego świadectwa jego talentom. I nawet nie można nic zwalić na komunę, bo głucho o jego opozycyjnej działalności (która zresztą nie przeszkodziła w zrobieniu habilitacji np. Lechowi Kaczyńskiemu).

Brak obiektywizmu

Jest oczywiste, że rzecznik praw obywatelskich winien formułować swe oceny w sposób wyważony i przemyślany, bez uprzedzeń, tak by służyły pomocą innym. Nauczyli nas tego poprzedni rzecznicy. Dr Kochanowski jednak tego nie umie. Jego teksty, prezentowane zwłaszcza na łamach pism zaangażowanych politycznie, często są agresywne, pisane brutalnym językiem, pełnym raczej emocji niźli wiedzy. W jednym ze swych felietonów, w marcu br., użył wobec mecenasów Brydaka i Ziembińskiego, obrońców oskarżonej w sprawie FOZZ, słów: „czarne owce palestry”, określił ich działania jako „patologiczne”, stwierdził, że „bezczelność obrońców przekracza granice zrozumienia”. Niezależnie od tego, czy jego opinie były słuszne, czy nie – stosował określenia zdumiewające jak na obiektywnego prawnika. Takim językiem nigdy nie posługiwali się naukowcy, którzy wcześniej byli rzecznikami praw obywatelskich.

Czystość prawna

Właśnie „czystość”, a nie „niekaralność”, bo dr Kochanowski jeszcze nie jest karany. Ciąży jednak na nim oskarżenie, sprawa jest w toku. Wspomniani adwokaci Brydak i Ziebiński wnieśli przeciw dr. Kochanowskiemu akt oskarżenia do sądu karnego (sprawa o zniesławienie, ścigana z oskarżenia prywatnego).
Rzecznik praw obywatelskich powinien być jak żona Cezara. Jest oczywiste, że nie może tej funkcji pełnić osoba, którą czeka jej własny proces karny.

Stronniczość polityczna

Dr Kochanowski jest człowiekiem, który bardzo wyraźnie daje wyraz swoim sympatiom politycznym. Czyni to w sposób – powiedzmy sobie szczerze – nieładny. Nie przedstawia swych poglądów otwarcie; przeciwnie, prezentuje się jako bezstronny obrońca praw. I właśnie w obiektywnej niby trosce o przestrzeganie prawa ujawnia stronniczość. Gdy więc Józef Oleksy nazwał wyrok w swej sprawie lustracyjnej „farsą”, fundacja Ius et Lex (prawo i przepis) zapłonęła świętym oburzeniem, a jej prezes zawiadomił prokuraturę o przestępstwie znieważenia sądu. Gdy zaś podobnie zachował się Lech Kaczyński, mówiąc, że nie zastosuje się do wyroku „stronniczego sądu”, nakazującego mu przeproszenie Wachowskiego, którego nazwał „wielokrotnym przestępcą”, to oczywiście dr Kochanowski nie zareagował. Wykorzystywanie fundacji, mającej strzec prawa, do walki politycznej jest zjawiskiem, mówiąc delikatnie, niezwykle nagannym. I wystawia jak najgorsze świadectwo osobie ubiegającej się o zaszczytny urząd rzecznika praw obywatelskich.
Oczywiście, kandydat na rzecznika może mieć poglądy. Miały je osoby wcześniej ubiegające się o tę funkcję. Nigdy jednak nie wyrażały ich w sposób obrażający rzetelność naukową i społeczną.

Uległość wobec władzy

Za swoją życzliwość i wsparcie, udzielane prawej stronie sceny politycznej, dr Kochanowski był wynagradzany. W 1991 r. prawicowy rząd skierował go na stanowisko konsula generalnego RP w Londynie. Gdy powstało Prawo i Sprawiedliwość, został jego zwolennikiem. I głosił poglądy zgodne z linią z tej partii: że kara śmierci jest sensownym rozwiązaniem, że przestępców należy karać tak surowo, by społeczeństwo miało satysfakcję, że prawa człowieka mogą stanowić „opium dla ludu” i czasem odgrywają rolę negatywną. Okazywanie takiej wyrazistości przyniosło pożądany skutek, bo PiS umieściło dr. Kochanowskiego na liście kandydatów do europarlamentu. Nie został jednak wybrany. Potem był typowany na stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Także się nie udało. Teraz ma zostać rzecznikiem.
Czy PiS nie mogło znaleźć na to stanowisko naukowca dysponującego większym dorobkiem, autorytetem, pozycją, bezstronnością? Oczywiście mogło. Ale PiS chodziło o coś dokładnie odwrotnego – o kandydata zależnego, spełniającego dyrektywy, posłusznego sugestiom. I do takich funkcji dr Kochanowski – niestety – nadaje się doskonale.

Prywata na pierwszym planie

Tej zależności i uległości sprzyjać może nadzwyczajna troska dr. Kochanowskiego o własne dobro majątkowe. Gdy był dyplomatą w Londynie, posłał swego siedmioletniego wówczas syna do prywatnej szkoły francuskiej (nie konsultując tego z polskim MSZ, choć powinien). Potem zaś zażądał od naszego resortu spraw zagranicznych zwrotu kosztów nauki syna w tej szkole – dokładnie 43.234 zł i 94 gr – oraz odsetek za dziesięć lat procesowania się z własnym państwem. Dr. Kochanowski nie miał żadnych podstaw prawnych do walki o to, by Polska pokryła koszty jego pomysłów na prywatną edukację dziecka. Mimo to procesował się wytrwale, przegrywając i w sądzie pracy, i w apelacyjnym, i wreszcie w Sądzie Najwyższym. Nie było jeszcze dyplomaty, tak zażarcie walczącego ze swym państwem o nienależne pieniądze.
Oddalający ostatecznie jego roszczenia wyrok SN dr Kochanowski uznał za zamach „na oczywiste konstytucyjne prawa rodziców do wyboru właściwego dla dziecka typu edukacji” oraz za naruszenie „niezbywalnych praw dziecka do nauki”. Jak na szefa fundacji Ius et Lex jest to zdumiewająca dezynwoltura wobec prawa. Czy dr Kochanowski nie powinien aby zawiadomić prokuratury o przestępstwie znieważenia sądu, popełnionym przez samego siebie?

Winy jednej strony

To truizm, że kandydat na stanowisko rzecznika praw obywatelskich powinien łączyć ludzi, być ponad podziałami politycznymi, nie wywoływać kontrowersji mogących szkodzić misji, jaką przyjdzie mu pełnić. W przypadku dr. Kochanowskiego mamy do czynienia z czymś dokładnie odwrotnym. Jego kandydatura dzieli. Jak na razie PO i SLD są przeciw, PiS za, padają ostre oświadczenia. Źle to wróży skutecznemu sprawowaniu obowiązków rzecznika, który będzie wspierany tylko przez skrajnie prawą stronę naszego parlamentu.
Podległość polityczna i zależność dr. Kochanowskiego rodzą największą obawę związaną z jego wyborem na stanowisko rzecznika praw obywatelskich, obawę graniczącą z pewnością – taką mianowicie, iż na niektóre przypadki naruszania praw reagować będzie z niezwykłą ostrością (czemu dawał już wyraz, kierując fundacją Ius et Lex) – innych zaś zupełnie nie zauważy bądź będzie je bagatelizował.
PiS chce mieć w prawicowym parlamencie prawicowego obrońcę prawicowych praw człowieka. I wiadomo, czyje prawa i interesy będą strzeżone lepiej.

 

Wydanie: 49/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy