Ukrzywdzili naród przygraniczny

Ukrzywdzili naród przygraniczny

Dzięki Rosjanom Braniewo się podniosło. Teraz mały handel umiera

Drobnych handlowców na targowisku w Braniewie najbardziej irytuje jedno zdanie z odpowiedzi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na list starosty braniewskiego w sprawie przywrócenia małego ruchu granicznego z obwodem kaliningradzkim: „Dane wskazują, że przedsiębiorcy z rejonu objętego MRG w większości nie odnotowują negatywnych skutków jego tymczasowego zawieszenia”.
– To jest nieprawda, kłamstwo, trzeba je natychmiast sprostować! – krzyczą. – Tu trzeba kląć, i to dużymi literami! W tej Warszawie jak zwykle wszyscy oderwani od rzeczywistości! Powariowali! Z całym światem chcą wojować, z całym światem chcą nas skłócić! Rosja niedobra! Francja niedobra! Unia niedobra! Żadnego zagrożenia nie ma, Rosjanie, którzy do nas przyjeżdżali, to bardzo skromni ludzie, też im się nie przelewa, handlowaliśmy sobie, przyjaźniliśmy się i komu to przeszkadzało?
Zofia z mężem prowadzą na rynku stoisko z ciuchami od 25 lat. Dorabiają do skromnych emerytur. – Pewnie będziemy musieli się zwinąć, tak niedobrze jak teraz to jeszcze nigdy nie było – wzdychają. – Zarabiamy jedną trzecią tego, co dawniej, a są dni, że i mniej. Jak był mały ruch, to tu się działo: wrzawa, wesoło, handel szedł do godz. 17, 18 wieczorem. A dzisiaj jak się trafi jeden Rosjanin, to cud. Na dodatek tuż za naszymi plecami Chińczyk otwiera halę z odzieżą.
Maria ze stoiska z warzywami potwierdza, straciła dwie trzecie utargu. Towar przywozi z podwarszawskich Bronisz. Kiedyś pomagał jej mąż, ale dwa lata temu zmarł. Dzięki stoisku wzięła kredyt na budowę domu, wykształciła dzieci. Mówi, że składki i podatki płaci uczciwie. Jak będzie dalej, nie wie. Czy za 1,2 tys. zł emerytury po 33 latach pracy zdoła się utrzymać? – W zeszłym roku o tej porze, w sobotę, w połowie października wszystkie kontenery miałabym już puste, Rosjanki kupowały paprykę całymi workami, do weków na zimę – dodaje.
W barze Geniusz oferta dań szeroka, tylko chętnych do konsumpcji brak. Szefowa przyznaje, że jak każdy, kto ma niewielki biznes w Braniewie, odczuwa skutki zawieszenia małego ruchu granicznego. Przerywa rozmowę, bo wreszcie zjawiają się klienci – starsze małżeństwo z Rosji i dwie pary z dziećmi.
W sklepie mięsnym przy rynku po Rosjanach zostały tylko napisy cyrylicą o promocjach i pakowaniu próżniowym mięsa wymaganym na granicy. Kupujących zza wschodniej granicy brak. – Dzięki nim trochę odżyliśmy przez cztery lata, całe Braniewo się podniosło – podkreślają sprzedawczynie. – Ludzie zaczęli dbać o obejścia, malowali elewacje, porządkowali witryny, planowali przyszłość. A teraz, choć od zamknięcia ruchu minęły zaledwie trzy miesiące, już zaczyna się marazm. Nasz sklep też jest pod kreską, funkcjonujemy na granicy przetrwania. Mamy dzieci na utrzymaniu, kredyty. Gdzie znajdziemy pracę, gdy nawet w marketach już zaczęli zwalniać? Dwóm naszym znajomym zaproponowano pracę w Lidzbarku Warmińskim i w Elblągu.
Właścicielka pobliskiej apteki też zastanawia się nad zwolnieniem dwóch pracowników. Jej dochody spadły o 40%. – Rosjanie kupowali zwłaszcza leki na przeziębienie, przeciwbólowe i dużo leków na wątrobę – opowiada. – U nich te specyfiki są dwukrotnie droższe. Bardzo się cieszyli z tych zakupów, byli wdzięczni, jak im coś doradziłam, podpowiedziałam. Proszę sobie wyobrazić, że przywozili mi za to czekoladki albo inne suweniry z Rosji. Może po zamknięciu małego ruchu państwo trochę zarobi na towarach akcyzowych, ale też straci, bo spadnie podatek obrotowy od takich firm jak moja, a ci, którzy pójdą na bezrobocie, ustawią się po kuroniówkę lub po zapomogi i bilans wyjdzie na zero.

Dwie strony medalu

„Polacy wydali w 2015 r. w ramach małego ruchu granicznego o 114 mln więcej niż Rosjanie w Polsce. Wydatki cudzoziemców, którzy przekroczyli granicę polsko-rosyjską w I kwartale 2016 r., wyniosły 105,6 mln zł, z czego jedynie 47,7 mln zł to była kwota wydana przez obywateli Federacji Rosyjskiej w ramach małego ruchu granicznego. Ponad połowa (54,8%) wydatków była w tym okresie poniesiona przez cudzoziemców przekraczających granicę na podstawie wiz. Według danych GUS Rosjanie kupowali w Polsce żywność, odzież, obuwie, sprzęt. Polacy w analogicznym okresie wydali w obwodzie kaliningradzkim 93,9 mln zł, z tego 82,1 mln zł wydanych zostało przez obywateli RP poruszających się w ramach małego ruchu granicznego. Dane wskazują, że 91% kwoty 93,9 mln, jaką wydali Polacy w obwodzie kaliningradzkim, przeznaczono na wyroby akcyzowe (paliwo, alkohol, tytoń)”, informuje MSWiA we wspomnianym piśmie.
Wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego Miron Sycz z tymi rachunkami się nie zgadza: – Wyliczenia ekonomiczne dotyczące wydatków cudzoziemców w Polsce robione były na podstawie kwot podatku VAT podlegających zwrotowi (tax free), a przecież to tylko niewielka część wydatków cudzoziemców u nas.
– Liczenie wpływów tylko na podstawie zwrotu VAT nie daje pełnego obrazu wydatków Rosjan w Polsce – uważa też starosta powiatu braniewskiego Leszek Dziąg. – Wielu mniej zamożnych ludzi z obwodu kaliningradzkiego kupowało polskie warzywa, owoce i odzież za gotówkę. Był taki okres, że do Braniewa „marszrutki” przywoziły całe grupy Rosjan. Wielu z różnych względów nie odliczało sobie tego podatku na granicy.
– Polacy kupowali w obwodzie głównie paliwo. Pół Braniewa jeździ passatami, bo one mają największe baki. Mój kolega, który ma stację benzynową, z zawieszenia ruchu się cieszy, wreszcie ma zyski, które może zainwestować w swój biznes – mówi dziewczyna pracująca w hotelu.
– U mnie Rosjanie zakupy robili rzadko, wybierali raczej duże markety obok. Zaraz po zawieszeniu ruchu przygranicznego zwiększyła się sprzedaż papierosów – dodaje właścicielka sklepu wielobranżowego Teresa Kasperek. – Ale ogólnie zawieszenie ruchu uderza w nasz drobny biznes, który płaci podatki do gminy, w przeciwieństwie do wielkich marketów, których wpłaty do budżetu w porównaniu z zyskami są znikome. Przedtem niezamożni Rosjanie, robiąc zakupy w Biedronce czy Lidlu, zajrzeli i na rynek, i do warzywniaka, do sklepu z butami czy częściami samochodowymi. Teraz biedniejsi nie przyjeżdżają wcale albo składają się na wizę dla jednej osoby z wioski, która kupuje hurtem towar w Biedronce i szybko wraca, nie zaglądając nigdzie po drodze. Bogatsi zaś, jeśli w ogóle zatrzymują się w Braniewie, to pod znanymi sieciami. Jednak coraz częściej jadą dalej, np. do dużych centrów handlowych w Trójmieście.
Ania z kantoru w centrum Braniewa najpierw mówi, że zawieszenie małego ruchu granicznego jest jak dwie strony medalu. – Jednak tych złych skutków jest chyba więcej – przyznaje po zastanowieniu. – Co z tego, że teraz nie muszę czekać pięć czy osiem godzin na granicy, jeśli sprzedaż rubla mam mniejszą niż skup? Na szczęście prowadzę jeszcze inną działalność handlową i jakoś sobie radzę. Ale przyszłość widzę czarno, już kilka podmiotów w mieście się zwinęło. Nie oszukujmy się, to Polacy bardziej korzystali na ruchu przygranicznym niż Rosjanie, a ponieważ to my wypowiedzieliśmy umowę, Rosja to wykorzysta i się nie ugnie.
W sobotę o godz. 15, gdy w centrum Braniewa już pustka, parking pod Lidlem jest prawie pełny. Dominują rosyjskie rejestracje.

Zainwestować w wizę

– Wiza dla Polaków do obwodu kaliningradzkiego kosztuje od 800 do 1,5 tys. zł na rok, a zezwolenie na mały ruch graniczny dostawało się za ok. 200 zł. Pierwsze wydawano na dwa lata, kolejne na pięć. Za półroczne wizy Schengen Rosjanie płacą co najmniej 50 euro – tłumaczy Ania. – Wszystko zależy, do jakiego kraju UE Rosjanin sobie taką wizę wyrobi.
– Karta małego ruchu granicznego dla Rosjanina to koszt 20-30 euro na dwa lata. Dla niebogatego mieszkańca obwodu kaliningradzkiego wiza w porównaniu z kartą to zbyt wielki wydatek, nie mówiąc już o formalnościach – wyjaśnia Leszek Dziąg. – Tanie dokumenty MRG zatrzymywały Rosjan u nas, w strefie przygranicznej. Teraz Rosjanin z wizą schengeńską, wcale nie polską, ale coraz częściej niemiecką, włoską, słowacką czy grecką, może się poruszać po całym obszarze Unii i strefy Schengen. Czy to dla nas korzystniejsze ekonomicznie lub bezpieczniejsze?
Ania jeździ do obwodu kaliningradzkiego na wizie biznesowej za 800 zł. Mężowi Ewy, sprzedawczyni z cukierni, udało się załatwić wizę za 1,3 tys. zł. W handlu wizami pośredniczą biura podróży, trzeba wiedzieć, do jakiego się udać. – Wiza męża zwróciła się po trzech miesiącach. Na granicę jeździ dwa razy w tygodniu, bardziej do znajomych Rosjan na pogaduchy niż po towar – opowiada Ewa. – Przywozi tylko tyle, ile wolno. Trochę paliwa na sprzedaż albo dla rodziny, papierosy dla zięcia. Nie chce ryzykować, bo kontrole są drobiazgowe. Jednak bez granicy żyć nie potrafi i żaden rząd mu w tym nie przeszkodzi. Jeździł na nią od zawsze, najpierw przez kilkanaście lat na motorku. Pośmieje się z ludźmi, pożartuje i troszkę sobie dorobi. Mieszkamy w małej wiosce pod Braniewem, mąż pracował w pegeerze, ma 1 tys. zł emerytury. Mnie brakuje pięć lat i dorabiam za ladą przez osiem godzin dziennie. Nie wyciągamy ręki do państwa, nie kradniemy, tylko radzimy sobie, jak umiemy.

Nieoddane zegarki, utracone przyjaźnie

Po Braniewie krąży anegdota o zegarkach, które Rosjanie zostawili do naprawy u lokalnego zegarmistrza. Gdy 4 lipca tego roku ruch graniczny nagle zamknięto, właściciele nie zdążyli ich odebrać i tak rosyjskie zegarki zostały po polskiej stronie. Zegarmistrz Stanisław Czech jest oburzony, gdy nazywam to anegdotą, bo to fakt. Na dodatek czuje się z tym bardzo źle, bo wolałby rozliczyć się z klientami, jak należy: – Ja sobie wizy za 1,5 tys. zł nie kupię, żeby odwieźć te zegarki. Mogli o tym pomyśleć decydenci w Warszawie. Przez te cztery lata w ramach małego ruchu granicznego jeździłem do Kaliningradu turystycznie w weekendy, zwiedzałem, odpoczywałem nad morzem, masę fajnych ludzi tam poznałem. Żadna izolacja do niczego dobrego nie prowadzi. Sąsiad niekiedy może nie mieć racji, ale trzeba się dogadać.
Zofia też chciałaby spotkać się jeszcze kiedyś ze znajomymi z Mamonowa. – Mam ich ciągle przed oczami, jak pozdrawiali nas z daleka. Gościliśmy się wzajemnie. Lubili moją sałatkę i galaretę. Do nich do Mamonowa jeździliśmy z mężem na rybkę. Teraz dzwonimy do siebie, ale coraz rzadziej. Na wizę ani nas, ani ich specjalnie nie stać. To już się nie wróci, ukrzywdzili naród przygraniczny – wzdycha.
Sprzedawczynie z mięsnego opowiadają o Rosjankach, które bały się zostawić samochód na ulicy, bo usłyszały w telewizji, że Polacy niszczą ich samochody: – Długo musiałyśmy je przekonywać, że to nieprawda. Następnym razem już strachu nie było.
– Rosyjskie media i internet są nam nieprzychylne. Mały ruch graniczny ten krzywy obraz prostował – wskazuje starosta Leszek Dziąg. – Tego wymiaru psychologicznego, mentalnego ani zawiązanych przyjaźni, znajomości nikt nie docenia. Może obawiamy się państwa rosyjskiego, ale nie jesteśmy wrogami Rosjan. Sam mam w Rosji wielu znajomych. W administracji obwodu kaliningradzkiego pracuje Polka. Sporo młodych Rosjan uczy się języka polskiego, chce studiować w Polsce, by zdobyć dyplomy uznawane przez Unię. 28 września gościliśmy młodzież z technikum z miasta Swietłyj, spotkała się z uczniami z Zespołu Szkół Budowlanych w Braniewie. Zawieszając ruch przygraniczny, daliśmy prezent rosyjskim władzom, wsparliśmy politykę izolacjonizmu uprawianą w Federacji Rosyjskiej.
Łukasz Wenerski i Piotr Kaźmierkiewicz w opracowaniu „Krajobraz pogranicza. Perspektywy i doświadczenia funkcjonowania małego ruchu granicznego z obwodem kaliningradzkim” piszą, że ruch ten mógł się stać lodołamaczem w rozwoju dobrosąsiedzkich stosunków polsko-rosyjskich, tak jak pozytywne doświadczenia ze współpracy transgranicznej z Niemcami.
– Przy granicach jak świat światem zawsze handlowano ze sobą. Czemu Niemcy mogą kupować paliwo taniej na naszych stacjach, a my na rosyjskich już nie? Czemu Niemcy mogą przyjeżdżać po naszą żywność na przygraniczne bazary, czemu mogą korzystać z naszych usług, a Rosjanie już nie? – pytają ludzie na braniewskim rynku.

Będziemy przekonywać i walczyć

Kiedy we wrześniu wiceminister spraw zagranicznych Marek Ziółkowski podczas III Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku poinformował, że mały ruch graniczny może zostać odwieszony, po obu stronach granicy zapanowała euforia. „Prawdziwa sensacja: w Polsce zapowiedzieli przywrócenie małego ruchu granicznego z Kaliningradem”, podała rosyjska Agencja Informacyjna Regnum za polskim portalem Bartoszyce.wm.pl. Radość trwała krótko, bo wkrótce tę informację zdementowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. „Nie ustały podstawowe przyczyny zawieszenia małego ruchu granicznego, a są to kwestie bezpieczeństwa i problemy z towarami akcyzowymi”, napisano w oświadczeniu.
W sprawie przywrócenia małego ruchu granicznego monitowali już chyba wszyscy. Marszałkowie województw pomorskiego i warmińsko-mazurskiego, posłowie, senatorowie, starostowie, burmistrzowie miast z tych województw. W Elblągu powstał Komitet Przywrócenia Małego Ruchu Granicznego. W Braniewie, Bartoszycach, Elblągu i Lidzbarku Warmińskim zbierano podpisy pod petycją do premier Beaty Szydło. Chociaż z walki o ruch przygraniczny próbowano zrobić protest polityczny, przeczy temu zaangażowanie się także polityków PiS, np. interpelację w sprawie przywrócenia ruchu złożył do MSWiA Jerzy Wilk, były burmistrz Elbląga, dziś poseł rządzącej partii. Decyzji o zawieszeniu małego ruchu sprzeciwił się też inny poseł PiS, Adam Ołdakowski z Bartoszyc.
– Cztery lata funkcjonowania małego ruchu granicznego udowodniły, że był to doskonały pomysł. W tym czasie setki tysięcy mieszkańców z terenów przygranicznych pozyskało karty MRG, ruch zintensyfikował współpracę przygranicznych samorządów. Nie potwierdziły się natomiast obawy związane ze wzrostem przestępczości. Obecna niejasna sytuacja i decyzja o zawieszeniu ruchu sprawia, że zagrożonych jest wiele powstałych, jak również zaplanowanych inwestycji w strefie przygranicznej – podsumowuje Miron Sycz.
– Będziemy przekonywać i walczyć o odwieszenie małego ruchu granicznego – zapowiada starosta Leszek Dziąg. – Dla Braniewa to pierwsza taka szansa rozwoju od lat. Rozwoju niepewnego, chybotliwego, ale zawsze. Nie możemy jej wypuścić z rąk.
W pobliżu Braniewa są dwa przejścia graniczne – Gronowo i Grzechotki. Kaliningradzki zespół Parowoz w piosence „Biedronka”, która stała się nieformalnym hymnem małego ruchu granicznego, śpiewa: „Wstajemy o świcie, wciągamy galotki, jedziemy do Polski, dawajcie przez Grzechotki”. Obraz Polski jest w niej sympatyczny, ale dziś entuzjazm wygasł, a kaliningradczycy coraz częściej skarżą się na dotkliwe kontrole graniczne.

Wydanie: 44/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy