Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jeżeli ktoś jeszcze nie wierzył, że dla niektórych ludzi praca w MSZ to przechowalnia, miejsce, w którym trzeba przeżyć złe czasy, to właśnie może się przekonać, jak bardzo był naiwny.
Oto przez MSZ przeszła informacja, że w walce o stanowisko prezydenta Poznania swoją kandydaturę wystawił Wojciech Szczęsny Kaczmarek. Kto zacz? Otóż był on prezydentem Poznania w latach 1990-1998 z ramienia Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności. Po wyborach w 1998 r. zastąpił go na tym stanowisku Ryszard Grobelny.
Na szczęście koledzy z UW nie dali Szczęsnemu Kaczmarkowi zginąć i Bronisław Geremek, ówczesny minister spraw zagranicznych, wysłał go na stanowisko konsula w Lyonie. Potem Szczęsny Kaczmarek został przeniesiony w lepsze miejsce – na stanowisko konsula generalnego w Paryżu. Ale te piękne posady najwidoczniej nie zaspokajały jego ambicji. Więc zgłosił on swoją kandydaturę na stanowisko prezydenta Poznania.
Co to oznacza dla MSZ? Po pierwsze, oznacza, że konsul, który jest opłacany z naszych podatków, nie oddaje się swoim obowiązkom całkowicie. Bo zajmują go sprawy walki o fotel włodarza Poznania. Po drugie, że w wypadku wygranej podziękuje za pracę, powie: miło było, ale wiecie, rozumiecie, i sobie pójdzie. Zaś w przypadku przegranej wróci, jak gdyby nigdy nic, na tę niechcianą posadę w Paryżu.
I co z tym fantem zr obić? A może lepiej by było, jeśliby zanim zgłosił swą kandydaturę na prezydenta, Szczęsny Kaczmarek podziękował MSZ za pracę, powiedział: nie jestem urzędnikiem, to nie dla mnie, jestem politykiem, samorządowcem. A tak mamy skrzyżowanie owcy z kogutem.
Sprawa Szczęsnego Kaczmarka ilustruje pewną chorobę MSZ – bo to był resort, który na rozmaitych zakrętach historii zasilali przegrani politycy i urzędnicy. Jest ich w MSZ, głównie z Unii Wolności, ale i z AWS, spora gromadka. Czy dziś traktują swoją pracę jako ostateczny wybór, czy też jako etap przejściowy?
Jeśli jesteśmy przy etapach przejściowych – wszystko wskazuje na to, że takim będzie obecny pobyt w Polsce dla Adama Skrybanta. Jeszcze parę miesięcy temu był on radcą handlowym w Hiszpanii, teraz ma jechać na stanowisko ambasadora w Wenezueli.
Skrybant to pracownik dwóch resortów, MSZ i Ministerstwa Gospodarki, radca handlowy, więc osoba bardzo pasująca do głoszonej przez min. Cimoszewicza koncepcji ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej. Teraz pojechać ma do Caracas. A jest to placówka ciekawa z wielu powodów. Po pierwsze, ze względów zawodowych. Kilka miesięcy temu zlikwidowano tam BRH, co tym dziwniejsze, że jest to jedyny kraj, do którego eksportujemy, a z którego nie importujemy. Ten eksport to produkowane w Mielcu transportowe skytrucki. Skrybant będzie miał więc okazję pokazać swoje zawodowe umiejętności. Po drugie, ambasador w Wenezueli jest również akredytowany w szeregu państw-wysepek karaibskich. Można więc jeździć, wizytować, opalać się do woli, bo Warszawa daleko.
Można więc albo pracować, albo plażować. Którą opcję wybierze Skrybant?

Wydanie: 41/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy