Nie róbcie z „Ognia” bohatera

Nie róbcie z „Ognia” bohatera

W słowackim filmie o Józefie Kurasiu mówią zwykli ludzie

Sala Instytutu Słowackiego w Warszawie nie mogła pomieścić wszystkich osób, które przyszły na pokaz filmu o Józefie Kurasiu „Ogniu” „Zakątki zapomniane przez Pana Boga”, zrealizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej w Bratysławie. Pośród widzów było wielu czytelników „Przeglądu”, gdyż to nasza redakcja odkryła ten film i doprowadziła do jego pierwszej projekcji w Polsce. Pokazaniem polskiej publiczności wyprodukowanego dwa lata temu 33-minutowego słowackiego dokumentu nie były zainteresowane ani nasz Instytut Pamięci Narodowej, ani Telewizja Polska. Na pytania widzów odpowiadali dyrektor archiwum słowackiego IPN Ľubomír Ďurina i reżyser filmu Igor Sivák. Odpowiedzi udzielałem również ja jako autor artykułu o Kurasiu opublikowanego w „Przeglądzie” (9/2012). Obecny był też ambasador Słowacji Vasil Grivna, który poparł naszą inicjatywę i przyjął honorowy patronat nad tym pokazem.
Ambasador Grivna wspominał, jak w czasie składania listów uwierzytelniających prezydent Bronisław Komorowski powiedział mu, że w Warszawie nie będzie miał żadnych problemów, bo stosunki pomiędzy Polską a Słowacją są „ponadnormatywne”, jak to nazwał. Przedstawiciel Słowacji pomyślał w głębi duszy, że polski prezydent, mówiąc o idealnych kontaktach między obydwoma państwami, chyba nie ma na myśli tego, że ich stolice są pozbawione jakiegokolwiek połączenia lotniczego, kolejowego czy autostradowego. Nie przypuszczał wtedy, że są jeszcze tematy, które – tak jak sprawa Józefa Kurasia „Ognia” – do dzisiaj wywołują na polsko-słowackim pograniczu wielkie emocje, choć minęło już tyle lat od zakończenia wojny. Wyraził nadzieję, że dyskusja nad oceną „Ognia” będzie miała charakter wyłącznie historyczny, a nie polityczny.

Relacje świadków

Co do jednego wszyscy byli absolutnie zgodni. Przyczyną wznowienia dyskusji nad postacią Kurasia, rozpoczęcia badań przez słowacki IPN i zrealizowania filmu było postawienie w sierpniu 2006 r. pomnika „Ognia” w Zakopanem i odsłonięcie go przez Lecha Kaczyńskiego. To były prezydent zdenerwował zarówno Słowaków, jak i wielu Polaków mających w tej sprawie inne zdanie.
– Polacy sami narzucili nam temat Józefa Kurasia – powiedział dyr. Ďurina. – Zaczęto go w Polsce przedstawiać w tak dobrym świetle (odsłonięto pomnik w Zakopanem), że w 2007 r. musieliśmy zacząć prowadzić badania nad tą postacią, opierając się na materiałach zgromadzonych w naszych archiwach. Mamy wiele relacji osób, które w latach 1945-1947 uciekały ze Spisza i Orawy przed ludźmi Kurasia i chroniły się na terenie Czechosłowacji. Po przekroczeniu granicy osoby te były przesłuchiwane przez czechosłowacką służbę bezpieczeństwa i opowiadały o powodach ucieczki z Polski. To wstrząsające relacje o terrorze, mordowaniu, gwałtach i grabieżach. Dlatego w 2008 r. posłaliśmy na te tereny ekipę filmową, która zarejestrowała wielogodzinne przekazy żyjących jeszcze świadków tamtych wydarzeń. Nie myśleliśmy wtedy o filmie.
– Podjąłem się zrealizowania filmu, który będzie pokazywał prawdę o tamtych latach, ale nie spowoduje konfliktu – powiedział reżyser Igor Sivák. – Początkowo chciałem przedstawić zbrodnie „Ognia” popełnione na ludności cywilnej i zakończyć pomnikiem w Zakopanem. Po długiej dyskusji odstąpiłem od tego pomysłu, gdyż pokazanie, że bandytom buduje się pomniki, byłoby stawianiem Polaków w niekorzystnym świetle. W filmie są tylko wspomnienia zwykłych ludzi mieszkających na tych terenach.
Dyskusję, chwilami bardzo emocjonalną, poprowadziła Helena Jacosova, dyrektorka Instytutu Słowackiego, która podziękowała redakcji „Przeglądu” za podjęcie tego trudnego tematu. Co ważne, nie skończy się na jednym pokazie, bo z kilku polskich miast napłynęły do instytutu prośby o zorganizowanie podobnej projekcji.
Dyskutanci mówili, że zobaczyli film prawdziwy, ale i okrutny w wymowie, bo pokazujący prześladowanie zwykłych obywateli, nienależących do partii, niesprawujących żadnej funkcji w organach władzy ludowej. Nie ma w nim komentarza, są tylko suche fakty. Nie wiadomo też, w czyim imieniu tych zbrodni dokonywano – Armia Krajowa w styczniu 1945 r. została rozwiązana. Czy oddział „Ognia” nikomu nie podlegał? Większość osób zgodziła się, że była to prywatna wojna Kurasia.

Wstyd za bohatera

Oklaskami została przyjęta wypowiedź ucznia jednego z liceów na Żoliborzu, który opowiedział, że 1 marca, z okazji Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, w jego szkole wyświetlono film przedstawiający Józefa Kurasia „Ognia” jako bohatera. Dopiero tutaj dowiedział się, jakich mamy narodowych bohaterów, i jest mu trochę wstyd. Nieśmiało zapytał, czy jest szansa, aby film został pokazany w szkołach.
Chciano też wiedzieć, jaka była reakcja na ten film polskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Dyr. Ďurina odpowiedział, że historycy z naszego IPN zareagowali bardzo dyplomatycznie, stwierdzając, że Słowacy mają prawo do pokazania własnego zdania na temat „Ognia”. Oburzyło to uczestników dyskusji, którzy uznali, że nie wystarczy tolerowanie cudzych poglądów. Nikt nie ma prawa mordować niewinnych ludzi. Każda zbrodnia zawsze będzie zbrodnią i musi być potępiona. Jeżeli chcemy poważnie traktować historię, to faktów pokazanych w tym filmie polski IPN nie może przemilczeć.

Wydanie: 19/2012

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Kenaj
    Kenaj 5 czerwca, 2012, 20:49

    Zawsze uważałem, że Ogień był zwykłym bandytą. Jakoś stanowisko w PUBP przyjął, ale że grunt zaczął mu się parzyć pod stopami, poszedł w las. Jak Światło, kolejny polski bohater. Też z tych terenów.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Adam
    Adam 18 stycznia, 2016, 19:16

    Szacun dla Pana Redaktora, który nie obawia się pisać prawdy w przeciwieństwie do wielu jego kolegów po fachu,
    wyznających zasadę-kasa Misiu, kasa.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy