Kto (naprawdę) nas namierza?

Kto (naprawdę) nas namierza?

Platformami społecznościowymi kierują nie sympatie polityczne, ale logika zysku Karolina Iwańska – prawniczka, członkini zespołu Fundacji Panoptykon działającej na rzecz ochrony wolności obywatelskich przed zagrożeniami związanymi z rozwojem nowych technologii, zajmuje się koordynacją badań i rzecznictwem na szczeblu unijnym. Facebook, Twitter i YouTube stały się jednymi z głównych kanałów komunikacji. Ogromny zakres danych, jakie zbierają na temat użytkowników, oznacza dla polityków możliwość dopasowywania przekazu do indywidualnych poglądów czy obaw wyborców. – Prześledzenie rzeczywistej skuteczności spersonalizowanych reklam politycznych jest niezwykle trudne, zwłaszcza że są one jedynie elementem szerszych strategii wyborczych. Badania pokazują jednak, że takie reklamy mogą być skuteczne w przypadku osób niezdecydowanych lub tych, które wcześniej nie głosowały. W sytuacji, gdy do wygrania wyborów (np. na szczeblu lokalnym) nierzadko potrzebne jest zdobycie kilkuset dodatkowych głosów, może to być języczkiem u wagi. Specyfiką mediów społecznościowych jest także to, że w znacznej mierze decydują za użytkowników, jakie wpisy czy filmy oni zobaczą. – Duże platformy internetowe są w praktyce kuratorami treści i uwagi. Obiecują nam usługę skrojoną zgodnie z naszymi zainteresowaniami i potrzebami, co wydaje się wartościowe w świecie nadmiaru informacji. Problem w tym, że działanie platform jest tak projektowane, by realizować komercyjne interesy ich twórców, a nie potrzeby użytkowników. Zadaniem serwisów społecznościowych jest zatrzymać naszą uwagę i sprawić, że spędzimy na nich więcej czasu i zostawimy więcej danych, które wzbogacą nasze profile marketingowe oferowane reklamodawcom. Platformy żerują na podstawowych emocjach, dzięki czemu mogą manipulować naszymi potrzebami. W 2014 r. wyszło na jaw, że Facebook przeprowadził eksperyment psychologiczny na 700 tys. użytkowników, bez ich wiedzy i zgody. Osoby, które widziały mniej pesymistycznych treści, rzadziej tworzyły negatywnie nacechowane posty. I analogicznie – im więcej pozytywnych treści, tym więcej pozytywnych postów. To tylko przykład z większego eksperymentu, któremu jesteśmy poddawani – platformy nieustannie się uczą na podstawie naszych reakcji oraz reakcji innych i na bieżąco dostosowują swoje działanie. Kontrola nad tym, jakie treści i w jakiej kolejności wyświetlają się poszczególnym użytkownikom, daje potężną władzę platformom, które stały się tak ważnym źródłem informacji. – Media społecznościowe są graczami politycznymi w tym sensie, że mają udział w kształtowaniu naszego obrazu świata. I trzeba pamiętać, że tym, jak zarządzają one prezentowaną nam treścią, kierują nie sympatie polityczne, ale logika zysku, nawet jeśli efekt może się wydawać polityczny. Badacze z Northeastern University w Bostonie ustalili, że reklamodawcy polityczni muszą zapłacić więcej za dotarcie do użytkowników o przeciwnych poglądach. Nie oznacza to jednak dyskryminacji takiej czy innej opcji politycznej, lecz wynika z prostego rachunku zysków i strat – statystycznie użytkownicy chętniej zareagują na reklamę, która nie powoduje u nich dyskomfortu. Działanie platform jest tak zoptymalizowane, by nie wywoływać negatywnych emocji, które mogłyby spowodować wyjście z serwisu, dlatego premiują one treści zgodne z poglądami poszczególnych użytkowników. Taki model biznesowy mediów społecznościowych sprawia, że z czasem zaczynamy widzieć wyłącznie argumenty „naszych”. Zagrożenia dla demokracji niektórzy widzą ponadto w zasadach publikacji treści czy blokowania kont. Zwłaszcza środowiska prawicowe widzą w nich współczesną formę cenzury. – Wolność słowa nie oznacza przyzwolenia na mowę nienawiści czy nawoływanie do przemocy. Ważne jednak, by przy okazji walki ze szkodliwymi społecznie treściami nie znikały z internetu treści legalne. W tym kontekście kluczowe jest wprowadzenie mechanizmów, które zwiększą przejrzystość procesu moderacji oraz umożliwią użytkownikom skuteczne odwoływanie się od decyzji platform. Poza możliwością weryfikowania decyzji w sprawie blokad pojawiają się postulaty zewnętrznej kontroli nad samymi regulaminami platform, sprawowanej przez niezależny organ ponadnarodowy lub sąd. W grudniu Komisja Europejska ogłosiła długo wyczekiwane propozycje w zakresie rynku cyfrowego. Obejmują one także kwestie ważne dla jakości życia publicznego. – Mowa o dwóch aktach prawnych: o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA) i o rynkach cyfrowych (Digital Markets Act, DMA). Ten pierwszy reguluje zasady odpowiedzialności platform za umieszczane na nich materiały i wprowadza rozwiązania mające zapewnić przejrzystość reklam oraz kryteriów rekomendowania treści. Jeśli zostanie przyjęty, wszystkie platformy będą

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2021, 2021

Kategorie: Kraj, Wywiady