Nowy Rok, stare podziały

Nowy Rok, stare podziały

Zaczął się rok, o którym wielu Polaków myśli z lękiem. Od lat nie byliśmy w takiej sytuacji. Oby nie było gorzej, życzyli sobie Polacy w sylwestrową noc. Skąd ten minimalizm w kraju, gdzie gospodarka się rozwija, inflacja maleje, złotówka trzyma się mocno jak nigdy w historii, a nawet bezrobocie minimalnie, ale maleje?
Skąd aż tyle pesymizmu, beznadziei i ludzkich rozczarowań?
Odpowiedź jest w głębokim, biegunowym podziale Polski. I w zależności od tego, którą część analizujemy, można się albo radować sukcesami tych, którym się udało, albo popłakać nad losem licznych ofiar transformacji. Niezadowolonych, sfrustrowanych, ledwo wiążących koniec z końcem bezrobotnych. Kobiet samotnie wychowujących dzieci, ale pozbawionych środków z funduszu alimentacyjnego. Lokatorów zagrożonych podwyżkami czynszów, których nie będą w stanie zapłacić. Podziemiem aborcyjnym, które kwitnie dzięki obłudzie środowisk kościelnych i prawicowych, niedopuszczających do zmiany absurdalnej ustawy.
Polaków, którzy nie mają powodów do radości, jest zbyt wielu, by bez nich zmienić oblicze państwa. A jeśli w najbliższych wyborach zostaną w domach, po demokracji w Polsce pozostaną tylko wspomnienia. Nie rozumie tego niestety ani większość polityków, ani media, których pozycja jest silna jak nigdy w historii. Część mediów korzysta w tej chwili z wszechwładzy bez jakiegokolwiek umiaru. Nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć, że w ten sposób ukręca się bicz na całe środowisko. Wysyp tajnych dokumentów do mediów dawno już przekroczył mur graniczny między niezależnymi mediami, które w cywilizowanych krajach są jednym z filarów demokracji i społeczeństwa obywatelskiego, a zachowaniem służb specjalnych, które z inspiracji walczących o władzę polityków aktywnie uczestniczą w grze o władzę. Każdego dnia widzimy to na łamach prasy.
Każdy, kto w miarę pilnie obserwuje sytuację, wie, kto w polowaniu na lewicę jest zającem, a kto myśliwym. A że w każdym polowaniu jest nagonka, widać też, kto z własnych chęci i ambicji, a kto z głupoty dał się obsadzić w tej roli. Żal tylko, że aż tylu skądinąd mądrych i uczciwych ludzi firmuje zachowania samobójcze dla struktur państwa. Prawica, ilekroć zbliżały się wybory, zawsze zaczynała taniec z teczkami. To upodobanie do teczek i kwitów to jakaś perwersja, podobnie jak niebywała zażyłość z oficerami służb, pełniących w prawicowych partiach funkcje ekspertów, doradców itp.
Głównym celem polowania jest prezydent. I prawica jest gotowa na każdą podłość, byle tylko urwać mu kawałek poparcia.
Rozbita, podzielona, wewnętrznie skłócona lewica nie reaguje na te zachowania, co dodatkowo rozzuchwala napastników. Ofiarą tej coraz brudniejszej wojny stał się Marek Ungier, będący od dawna solą w oku prawicy. A że trudno byłoby zakwestionować jego kompetencje, kwalifikacje i pracowitość, wygrzebano sprawę sprzed kilkunastu lat. Opisywane zarzuty to insynuacje i półprawdy mizernej wartości. Nie mogły więc wystarczyć i trzeba było zaatakować Ungiera za dorosłego syna. Po wieloletniej wzorowej służbie dla państwa Ungier uznał, że w takiej sytuacji nie może już wypełniać swoich obowiązków.
I tak Rzeczpospolita pozbyła się urzędnika chwalonego przez wiele środowisk.
Jego dymisja to strata dla państwa i fatalny sygnał dla tych, którzy starają się dobrze mu służyć.

Wydanie: 1/2005

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy