O rodzimych korzeniach zielonej myśli

Dzisiejsi polscy Zieloni i ekowojownicy są spadkobiercami polskiej myśli łączącej ochronę przyrody z patriotyczną troską o jakość życia przyszłych pokoleń

Gremia niechętne nowatorskim ideom ekologizmu sugerują, że „ekolodzy” i Zieloni politycy to jakoby kolejna OBCA moda przeszczepiona z Zachodu. Czy ekologizm i Zieloność jest istotnie tylko obcym dziedzictwem? Odpowiadam tak: jest to postawa ideowa o tyle tylko niesamodzielna, o ile niesamodzielna jest też cała polska myśl kulturowa i polityczna, która kształtowała się w powiązaniu z prądami obejmującymi większość kontynentu. Od tysiąca lat byliśmy i jesteśmy częścią kultury europejskiej, dość udanie łącząc w niej wpływy zachodnie ze wschodnimi. Dlatego niełatwo dziś ostro oddzielić, co wyłącznie rodzime, a co europejskie. Chyba że wskażemy na ksenofobię, która zawsze i wszędzie jest rodzima, parafialno-zaściankowa.
Dlatego absolutnie błędny i krzywdzący jest zarzut sformułowany w czasach Władysława Gomułki, a odkurzony przez Jaroslawa Kaczyńskiego i Przemysława Gosiewskiego, że postawa proekologiczna jest przejęta od obcych, wspierana za obce pieniądze i oczywiście szkodząca Polsce.
Zacznijmy od tego, że już w końcu XVI w. elity polskie miały świadomość tego, że przodków bydła domowego, ostatnie ginące tury, ochrania się w Puszczy Jaktorowskiej nie dla rozrywki możnych, lecz ku chwale królestwa (cum laudo regni). Już wtedy rozwinięto też skuteczną ochronę królewskiej Puszczy Białowieskiej, zabezpieczając ją przed zamianą w pola uprawne. Pilnowało tego do 200 osoczników (strażników). Dziś – paradoksalnie – z przyzwoleniem demokratycznego prawa kończy się wyrąb ostatnich jej pierwotnych fragmentów pozostałych poza niewielkimi obszarami chronionymi, a nawet niektórych objętych rezerwatami przyrody. Istniejący od ok. 8 tys. lat wspaniały las pierwotny, ta „przyrodnicza Ziemia Święta” naszego kontynentu (Alan Weisman), jest bezlitośnie i uparcie zamieniany przez administrację Lasów Państwowych w banalną „protezę” lasu sadzonego, jakich wiele. Chciwość zatryumfowała nad uszanowaniem ojczystego dziedzictwa.
Dzisiejszy rozkwit zielonej myśli ma swe korzenie w europejskim romantyzmie nie tylko Jeana Jacques’a Rousseau i Wolfganga Goethego (poemat „Faust”), ale i w naszym poemacie narodowym „Pan Tadeusz”. To w nim poeta patriota zawarł gloryfikację litewsko-polskich kniej oraz opis piękna rodzimych gatunków drzew i swojskiej przyrody, wyśmiewając ostentacyjne snobowanie się na wszystko co obce. To z rodzimej tradycji wyrosły podstawy ochrony przyrody zarysowane w końcu XIX w. przez Jana G. Pawlikowskiego i naszych przyrodników, a rozwinięte do pozycji nauki i racjonalnej praktyki przez międzywojennych uczonych z prof. Władysławem Szaferem na czele. Więcej, to Polak, prof. Walery Goetel, pierwszy rozwinął myśl o ochronie nie tylko unikatowych obiektów przyrodniczych, ale i o potrzebie „uprawiania” (kształtowania) krajobrazu, jako całych wycinków mozaiki środowiska naturalnego i kulturowego. Nazywał takie działania „sozologią”.
Dzisiejsi polscy Zieloni i ekowojownicy są zatem nie tylko naśladowcami podobnie myślących ludzi na całym świecie, ale też spadkobiercami polskiej myśli łączącej ochronę przyrody z patriotyczną troską o jakość życia przyszłych pokoleń.
Nawet to, że Zieloni są jednoznacznie proeuropejscy, widząc wspólnotę interesu wszystkich ludzi naszego kontynentu w zachowaniu „zdrowego” środowiska i godziwego życia w pokoju, też nie jest czymś zupełnie obcym. To ślad po Rzeczypospolitej Obojga Narodów, kiedy nasi przodkowie byli bardziej otwarci na innych ludzi i nie odcinali się od innych narodów i innych wyznań. To nawiązanie do „rodzinnej Europy” Czesława Miłosza.
Apeluję do polskich ekowojowników i Zielonych, do ludzi prawdziwie altruistycznych, aby nie pozwolili sobie odebrać przymiotu „patriotyzmu”. Bo któż bardziej od nich troszczy się o zachowanie dobra wspólnego, które jest dziedzictwem przyrodniczym, tym równie ważnym spoiwem społeczeństw, co i dziedzictwo kulturowe? O współzależności obu tych dziedzictw przekonuje nas humanista, prof. Jacek Kolbuszewski, w przenikniętej umiłowaniem ojczystej przyrody książce „Ochrona przyrody a kultura” (1992). A myślenie o Europie jako naszej wspólnej ojczyźnie to naturalna cecha wieku XXI, która wcale nie jest sprzeczna z umiłowaniem swoich „małych ojczyzn”.

Wydanie: 50/2008

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy