Obywatele idą po władzę

Obywatele idą po władzę

W hiszpańskiej kampanii wyborczej głównym rozgrywającym staje się umiarkowana partia politycznych debiutantów

Albert Rivera ma 36 lat i na konferencjach prasowych swojej partii wygląda bardziej jak sprawny rzecznik prasowy dużego koncernu albo twarz optymistycznej kampanii społecznej niż poważny polityk, mogący lada moment zadecydować o składzie koalicji rządzącej w jednym z największych krajów Europy. Nie unosi się, nie krytykuje obecnych, poprzednich ani przyszłych premierów – pewnie przeczuwając, że z każdym z nich być może będzie musiał negocjować umowę koalicyjną.
Kiedy dziewięć lat temu niedoświadczony absolwent barcelońskiego wydziału prawa zakładał partię Ciudadanos (hiszp. Obywatele), daleko mu było do obecnej popularności. Żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na nową inicjatywę polityczną, a przede wszystkim by przełamać duopol Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) i Partii Ludowej (PP), na lokalnym rynku rywalizujących dodatkowo z katalońskimi separatystami, Rivera pozował nago na plakatach z logo partii, czym wzbudził kontrowersje w całym kraju.

Cierpliwie do przodu

Przez pierwsze lata funkcjonowania Obywatele nie odnosili większych sukcesów. W skali kraju ich poparcie było marginalne, rzadko przekraczało próg wyborczy. Na katalońskim podwórku Rivera nie był w stanie przeobrazić się w postać pierwszoplanową. Przez niemal dekadę pozostawał w cieniu lidera separatystów Artura Masa, który obiecywał odłączenie się bogatej prowincji od Madrytu i popierany był momentami przez trzy czwarte mieszkańców regionu.
Przełom nastąpił w zeszłym roku, kiedy na hiszpańskiej scenie politycznej zaczęło się rozpychać łokciami ugrupowanie Podemos. Stworzone na fali potężnej frustracji społecznej wywołanej kryzysem finansowym, szalejącym bezrobociem i niewyobrażalną korupcją wśród polityków obu głównych partii szybko przebiło się przez szklany sufit i odebrało znaczną część elektoratu dawnym monopolistom – PSOE i PP.
Na sukcesie Podemos skorzystały inne partie, dotychczas pozostające w cieniu dużych ugrupowań – w tym Ciudadanos. W zeszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego Riverze pierwszy raz udało się wprowadzić do niego swoich reprezentantów – wynik 3,2% w skali kraju dał Obywatelom dwa mandaty eurodeputowanych. To pozwoliło przebić się z lokalnego podwórka do krajowych mediów. Rivera z miejsca stał się ich bohaterem: ułożony, elokwentny, ale i zdecydowany w swoich poglądach, wybijał się na tle starych liderów dwóch największych partii, mówiących z reguły okrągłymi zdaniami i nieustannie przedstawiających sponsorowane przez UE projekty infrastrukturalne jako remedium na bezrobocie i recesję na Półwyspie Iberyjskim.
Rozważna polityka medialna, nieskażony skandalami wizerunek oraz umiarkowana retoryka wyborcza, w której Obywatele stawiają na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw oraz liberalizację przepisów podatkowych, zachowując jednocześnie postępowość w kwestiach światopoglądowych, spowodowały, że Rivera ma szansę zostać głównym rozgrywającym w grudniowych wyborach parlamentarnych. Po raz pierwszy od upadku dyktatury gen. Franco ani socjaliści, ani postfrankistowska Partia Ludowa najpewniej nie będą w stanie stworzyć własnego rządu i poszukają brakujących głosów właśnie u Obywateli.

Podatki w dół

Rivera i jego partia bywają porównywani do Podemos, hiszpańskiej partii protestu stawiającej sobie za punkt honoru skończenie z narzucaną od kilku lat przez Brukselę polityką oszczędności i cięć w sektorze publicznym. Trudno jednak o bardziej nietrafione porównanie – Ciudadanos proponują wyborcom odmienny program niż krzykliwa, często populistyczna platforma Podemos. Choć prezentują postulaty liberalne zarówno pod względem ekonomicznym, jak i światopoglądowym, nie da się im przypiąć łatki zdecydowanie ideologicznej. Jak mówi sam Rivera, Obywatele to partia rozwiązywania problemów, a nie konkretnej linii patrzenia na świat.
Swój program opierają na obniżeniu podatków – VAT dla dużych przedsiębiorstw do 25%, a podatku dochodowego do 16-19% i ustaleniu najwyższego progu podatkowego na 40%. Całą gospodarkę chcą oprzeć na innowacjach w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw – Rivera domaga się zwiększenia do 3% PKB wydatków na badania i rozwój. Ponadto postawił sobie za cel ograniczenie rozbuchanej biurokracji. Ze względu na dwuizbowy parlament i daleko idącą autonomię niektórych prowincji aparat państwowy w Hiszpanii nie tylko jest ogromny, ale również ma daleko idące kompetencje regulacyjne, co często wskazuje się jako przyczynę niemal wszechobecnej na szczeblu regionalnym korupcji. Rivera zapowiada, że jeśli dojdzie do władzy, będzie postulował likwidację Senatu i znaczące ograniczenie mandatu władz lokalnych.
Ten ostatni pomysł przysporzył mu jednak więcej wrogów niż zwolenników. Liderzy autonomiczni z Nawarry i Kraju Basków odebrali te deklaracje jako zamach na niezależność regionów. Konflikt z regionalnymi liderami byłby o tyle niekorzystny, że zwłaszcza w bogatszych prowincjach cieszą się oni bardzo dużym autorytetem i ich przychylność może się okazać decydująca na finiszu kampanii. Co więcej, bez ich wsparcia Ciudadanos mogą nie przekonać do siebie wyborców w innych częściach kraju niż macierzysta Katalonia. Sam postulat wymiany elit i walki ze skostniałym systemem może tu nie wystarczyć, głównie dlatego, że pojawia się on nie pierwszy raz.
Mimo wszystko wygląda na to, że Riverze może się udać. W ostatnich sondażach Obywatele zanotowali ogromny wzrost poparcia. Według różnych ośrodków badawczych, popiera ich od 14 do 19,8% Hiszpanów, co daje wprawdzie dopiero czwarte miejsce (za Podemos, PSOE i PP), ale też komfortową sytuację właściwie niezależnie od końcowego wyniku wyborów. Przodujące w sondażach ugrupowanie Podemos cieszy się poparciem zaledwie o 3-4% wyższym od Ciudadanos.
Co więcej, zarówno socjaliści, jak i Partia Ludowa otwarcie deklarują, że Rivera byłby dla nich najbardziej pożądanym partnerem koalicyjnym. Wielka koalicja dwóch głównych partii jest raczej niemożliwa, a Podemos o żadnych kompromisach nie chce słyszeć. Obywatele natomiast nie wykluczają żadnego scenariusza. Ich lider podkreśla, że celem partii nie jest rozsadzenie systemu politycznego od środka, ale raczej jego naprawa i ewolucja w kierunku państwa skuteczniej odpowiadającego na potrzeby społeczeństwa.

Podemos dołuje

Spokojne usposobienie Rivery Hiszpanie przyjmują bardzo dobrze, co widać w badaniach zaufania do polityków. W ostatnim sondażu ośrodka Politikon pobił on na głowę szefów innych partii – choć wciąż pozostaje najmniej rozpoznawalny spośród wszystkich przywódców (zna go 72% respondentów), aż 53% ankietowanych pozytywnie ocenia jego działalność, o 18% więcej niż na początku roku. To zdecydowanie największy skok w badaniach zaufania. Dla porównania spadek akceptacji dla działań obecnego premiera Mariana Rajoya wyniósł aż 48%, niewiele lepiej spisał się też lider Podemos Pablo Iglesias, o którym pozytywną opinię wyraziło 30% mniej ankietowanych niż w ostatnim wydaniu barometru.
Pojedynek między Riverą a Iglesiasem wzbudza zresztą dzisiaj dużo więcej emocji niż starcie liderów tradycyjnych partii – Rajoya i przewodniczącego socjalistów Pedra Sáncheza. Rivera mimo wszystko funkcjonuje na scenie politycznej ponad dekadę, Iglesias jest na niej wciąż debiutantem. Co więcej, obaj panowie nie przepadają za sobą. Rivera otwarcie krytykuje Iglesiasa jako politycznego pieniacza, podczas gdy ten drwi z programu wyborczego Ciudadanos, nazywając formację „fałszywie antysystemową”.
Obie partie w ostatnich miesiącach podążają w przeciwnych kierunkach. Po początkowej euforii, która wyniosła Podemos na szczyty sondaży, dzisiaj poparcie dla ugrupowania Iglesiasa spada na łeb na szyję. Popularności nie przysporzyły mu ani publiczna deklaracja wsparcia dla rządu Syrizy przed greckim referendum, ani odkryte niedawno przez hiszpańską prasę dawne powiązania z Hugonem Chávezem. Rivera znajduje się na przeciwległym biegunie. Jak sam mówi, ledwo nadąża z rejestracją nowych członków. Od marca liczba zarejestrowanych aktywistów w Ciudadanos wzrosła o 44%. Wszystko wskazuje zatem na to, że nowy rząd Hiszpanii naprawdę zostanie wybrany przez obywateli – w końcu najpewniej sami będą go współtworzyć.

Wydanie: 33/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy