Od wolności do wolności

Od wolności do wolności

Miliony Polaków chciałyby się poddać terrorowi codziennego wstawania do roboty, a tu ludzi gniecie terror wolności od pracy

…a jo ciebie puscom wolno! – oznajmił Waluś zapewne niezbyt kochanej połowicy, posyłanej przez niego w przepaść. Anegdotka, dla niektórych zabawna, dla innych złowieszcza, ma jednak dla wszystkich uniwersalną wymowę. Pokazuje, jak zróżnicowane jest znaczenie słowa wolność. Kiedyś (kiedyś zawsze było podobno lepiej, a przynajmniej prościej) wystarczyło rzucić hasło „Za wolność waszą i naszą” albo „Nie ma wolności bez »Solidarności«” i wiadomo było, o co chodzi. Realizacja kolejnego zawołania, „Precz z komuną”, miała otworzyć drogę do wolności absolutnej. No i nie ma już komuny, jest „Solidarność”, a co z wolnością?
„Żyjemy w wolnym kraju”, pada często z telewizyjnego ekranu przy okazji przepuszczania przez oczy widzów kolejnego amerykańskiego filmowego badziewia, zawsze jednak absolutnie słusznego politycznie. Filmowcy rodzimego chowu też czasem sięgają do tego cytatu, ale, jak mi się wydaje, bez tak silnego wewnętrznego przekonania jak u ich kolegów z USA. Dlaczego?
Pewnie dlatego, że wolność oznaczona etykietką przyklejoną nam na czoła po wyborach w 1989 r. przyjęła niespodziewane kształty i barwy. I nie ma czemu się dziwić, skoro zwycięski sztab wyborczy „Solidarności” mieścił się wtedy w warszawskiej kawiarni Niespodzianka. Im dalej od 1989 r., tym niespodzianek więcej.
Czy w najczarniejszych snach klasa ludzi pracy najemnej mogła sobie roić przed 1989 r., że można być wolnym od pracy, mając do niej chęć, stosowne umiejętności i wykształcenie? Miliony Polaków chciałyby się poddać terrorowi codziennego wstawania do roboty, a tu ludzi gniecie terror wolności od pracy…
Kolejny przejaw „zachłyśnięcia się pokomunistyczną wolnością” (cytat z medialnej nowomowy) to wolność od mieszkań. Najtrudniej jest się z nią pogodzić byłym pracownikom byłych zakładów, którzy swoje przyzakładowe bloki budowali własnymi rękami, by po 1989 r. stać się ludzkim inwentarzem przypisanym do mieszkań sprzedanych za grosze różnej maści cwaniakom.
„Wolność powinna łączyć”, powiedział podczas tegorocznych czerwcowych uroczystości „wolnościowych” prezydent Bronisław Komorowski. Kogo z kim ma łączyć, Panie Prezydencie? Tego, co nocuje w kanałach, z tym, co szuka się z żoną po 12 pokojach?
Przed wspominanym tutaj wielokrotnie 1989 r. „wybieranie przez Polaków wolności na Zachodzie” uchodziło za czyn niemal bohaterski, niejako przy okazji zapewniający uciekinierom z PRL bezkartkowy dostęp do szynki i pomarańczy. Ze współczesnej nam Polski uciekło ponad 2 mln młodych ludzi. Oni przecież także masowo wybrali wolność – wolność od bezrobocia, od biedy, od braku mieszkania i perspektyw na jakikolwiek awans społeczny.
I niech nikt mi nie tłumaczy, że wprawdzie 1500 zł brutto miesięcznie niespecjalnie może zapewnić wolność od biedy, ale zapewnione są inne rodzaje pokomunistycznej wolności… Jakież to? Takie jak piętnowanie kreską hańby na świadectwach uczniów, którzy nie uczęszczali na lekcje religii? Takie jak ustawowe zmuszanie kobiet w niechcianej ciąży do rodzenia dzieci? Takie jak totalne spacyfikowanie przez prawicę tzw. wolnych mediów? Takie jak rozpaczliwe próby zapewnienia sobie minimum godnego życia za 1000 zł emerytury?
W Sosnowcu, stolicy Zagłębia, rzecz jasna Czerwonego, stoi w parku Sieleckim zbudowany przez działaczy lewicy pomnik z wiele mówiącym napisem WOLNOŚĆ-PRACA-GODNOŚĆ. Jak się mają te słowa do polskiej rzeczywistości roku 2013?


Autor jest dziennikarzem i pisarzem, asystentem prof. Adama Gierka, posła do Parlamentu Europejskiego

Wydanie: 38/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy