Odlot bez recepty

Odlot bez recepty

Ponad 750 tys. uczniów próbowało narkotyków, 400 tys. odurzało się lekami

Statystyka nie pozostawia najmniejszych złudzeń: ponad 31% uczniów było świadkami zażywania narkotyków w szkole lub słyszało o tym ze źródła określanego przez nich jako wiarygodne. Aż 17% widziało, jak na terenie ich szkoły sprzedaje się narkotyki, lub o tym słyszało. Ponad 28% ankietowanych nauczycieli przyznaje, że w ich szkołach jest problem zażywania narkotyków przez uczniów, a w prawie jednej trzeciej szkół miały miejsce incydenty związane z narkotykami i konieczne było wezwanie rodziców oraz policji. Takie twarde dane zawiera raport Najwyższej Izby Kontroli „Profilaktyka narkomanii w szkołach”, opracowany na podstawie 11,5 tys. ankiet zebranych w latach 2011-2012 w podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych.

Co trzeci próbował trawki lub haszyszu

Równie niepokojące liczby są w raporcie z badań „Używanie alkoholu i narkotyków przez młodzież szkolną” zrealizowanych w 2011 r. przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie w ramach europejskiego programu badań ankietowych w szkołach ESPAD (European School Survey Project on Alcohol and Other Drugs). Badaniami objęto uczniów klas trzecich szkół gimnazjalnych (wiek: 15-16 lat) oraz klas drugich szkół ponadgimnazjalnych (wiek: 17-18 lat).
Aż 24,3% młodszych uczniów i 37,3% starszych przyznaje, że chociaż raz paliło marihuanę lub haszysz. Na drugim miejscu wśród substancji nielegalnych jest amfetamina – brało ją ok. 4,6% uczniów gimnazjów i 8,3% uczniów szkół wyższego poziomu. Niemal wszyscy słyszeli o dopalaczach, a 15,3% uczniów klas trzecich gimnazjów i 21,6% uczniów klas drugich szkół ponadgimnazjalnych było co najmniej raz w sklepie sprzedającym takie środki. Odsetek uczniów, którzy kiedykolwiek używali dopalaczy, powinien niepokoić: 10,5% gimnazjalistów i 15,8% uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
Jednak uczniowie wcale nie potrzebują narkotyków, by znaleźć się w odmiennym stanie świadomości. Wystarczą leki wydawane bez recepty. Takie doświadczenia przynajmniej raz w życiu stały się udziałem 15,5% uczniów z gimnazjum i 16,8% ze szkół ponadgimnazjalnych.
Jak przekłada się to na liczby bezwzględne, najlepiej pokazują dane MEN dotyczące uczniów w poszczególnych typach szkół. W roku szkolnym 2013/2014 w gimnazjach uczy się 1,14 mln uczniów, a w szkołach ponadgimnazjalnych – 1,315 mln. Jeśli więc odsetek gimnazjalistów, którzy sięgnęli po marihuanę lub haszysz, wynosi 24,3%, to dla rocznika oznacza ponad 92 tys. uczniów – przyjmując, że do pierwszej, drugiej i trzeciej klasy chodzi ich podobna liczba. Analogicznie dla szkół ponadgimnazjalnych – ponad 163 tys. Ilu z tej liczby wyjdzie poza granicę eksperymentowania?

Dla chcącego nic trudnego

Dane zawarte zarówno w raporcie NIK, jak i w badaniu ESPAD nabierają szczególnej wymowy w kontekście faktu, że wiele zjawisk związanych ze stosowaniem substancji psychoaktywnych ma charakter dynamiczny – pojawiają się nowe zachowania, a niektóre szybko zdobywają popularność, np. odurzanie się lekami sprzedawanymi bez recepty. Zdaniem Ministerstwa Zdrowia, faktyczna skala tego zjawiska jest trudna do określenia, gdyż liczba zatruć jest niewielka, a dostępność leków – powszechna. Wprawdzie zgodnie z prawem (art. 96 ust. 4 ustawy Prawo farmaceutyczne) farmaceuta lub technik farmaceutyczny może odmówić wydania produktu leczniczego, jeżeli jego wydanie może zagrażać życiu lub zdrowiu pacjenta, ale jak to stwierdzić w wypadku banalnego syropu na kaszel lub środka higieny intymnej? Tymczasem w opinii dr Magdaleny Łukasik-Głębockiej z Oddziału Toksykologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala im. F. Raszei ZOZ Poznań-Jeżyce nadużywanie dekstrometorfanu (składnika m.in. syropów na kaszel) i benzydaminy (składnika środków higieny intymnej, zwanego na forach benzą) niepokojąco narasta i dotyczy przede wszystkim dzieci i młodzieży. Większość rodziców, wychowawców, a nawet lekarzy jest nieświadoma zagrożenia ze strony tych łatwo dostępnych i tanich preparatów.
Osobny problem to właściwie nieograniczony dostęp do informacji – głównie za sprawą internetu – na temat leków i środków chemicznych mogących wywołać halucynacje. Oczywiście internetu nie da się zamknąć przed dziećmi na klucz, a nawet praktycznie nie sposób go ocenzurować, dlatego rodzice powinni mieć świadomość zupełnej swobody w dostępie do informacji na temat, jak, gdzie i za jaką cenę zdobyć te środki. Przykładem może być oferta jednej z firm dystrybuujących środek do mycia felg aluminiowych, zamieszczona na forum ogólnopolskiej gazety: „Możecie nas skojarzyć z ogłoszenia na jednym z polskich forów tematycznych. Sukcesywnie oferujemy Wam minimum 99,96% (tzw. czystość do analizy) płyn GBL. Aby przekonać do siebie, oferujemy już takie pojemności jak 1 ml (…) 50 ml – promocja, darmowa wysyłka”. Zainteresowani, nie tylko motoryzacją, doskonale wiedzą, o co chodzi.

Kto, jeśli nie szkoła?

Konkluzja raportu z kontroli NIK jest następująca: w większości skontrolowanych szkół profilaktyka narkotykowa jest nieskuteczna – ogranicza się do poruszania tematu podczas lekcji wychowawczych, przy czym jedna trzecia prowadzących je nauczycieli i wychowawców nie uczestniczyła w żadnych szkoleniach. Ponadto krajowe programy przeciwdziałania narkomanii na lata 2006-2010 oraz 2011-2016, które w założeniu miały być podstawą odpowiednich działań, w przypadku szkół nie do końca spełniają swoją funkcję. Są zbyt ogólnikowe i sformułowane w sposób niepozwalający na ocenę stopnia ich wykonania i skuteczności.
Oczywiście szkoły nie mogą być jedynym miejscem przeciwdziałania narkomanii, jednak z naturalnych powodów są do tego predestynowane. Zwłaszcza w sytuacji gdy – jak twierdzi Adam Nyk, specjalista terapii uzależnień, kierownik Rodzinnej Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień MONAR w Warszawie – poważną debatę na temat narkomanii zepchnięto na margines, a w ślad za tym także poważne działania.

Wydanie: 43/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy