Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Spadły w MSZ akcje ministra Sikorskiego. Najpierw spadły z powodu nieszczęsnych prawyborów, kiedy minister zapomniał o MSZ i rzucił się w wir polityki krajowej. To był także ten „mały prezydent”, co zabrzmiało w MSZ, niemiłującym bynajmniej Anny Fotygi, bardzo zgrzytliwie. A teraz akcje Sikorskiego spadły o kolejnych kilka punktów po katastrofie 10 kwietnia. Powód? Znów ten sam – brak powściągliwości. Naprawdę, zgrzytały w MSZ te opowieści, jak to dzwonił do Jarosława Kaczyńskiego. Albo też jak „negocjował” przyjazd Baracka Obamy na wawelski pogrzeb. Pół resortu pukało się w czoło – co negocjował? Jak te „negocjacje” wyglądały i o co w nich chodziło? Że co – jak prezydent przyleci, to wyślemy jeszcze 20 żołnierzy do Afganistanu? A może coś innego? Nie zabrzmiało to poważnie. A na dodatek okazało się, że prezydent Obama nie przyleci z powodu chmury wulkanicznej, więc i negocjowanie Sikorskiego straciło sens.
Z pewną rezerwą odebrano też ministerialne nominacje na czas żałoby i uroczystości pogrzebowych. Z Paryża minister ściągnął ambasadora we Francji Tomasza Orłowskiego jako pełnomocnika ds. organizacji pogrzebu. Od razu więc nasuwa się pytanie: to co, Janusz Niesyto, obecny zastępca dyrektora Protokołu Dyplomatycznego, by sobie nie poradził?
Odpowiedź brzmi: poradziłby sobie, i to lepiej niż Orłowski. Nie mielibyśmy odwrotnie położonej na trumnie pani prezydentowej flagi ani konsternacji, gdy przyszło do składania kondolencji. Ale Niesyty nie trawi Pałac Prezydencki, Anna Fotyga swego czasu pozbywała się go z MSZ, więc pewnie odsunięto go, żeby nie drażnił.
Minister powołał też jeszcze jednego pełnomocnika – otóż do Warszawy przyjechał ambasador na Białorusi Henryk Litwin. I został pełnomocnikiem ministra ds. wschodnich i konsularnych. Z całym szacunkiem – Litwin w charakterze nadzorcy Jarosława Bratkiewicza – to brzmi śmiesznie.
Dodajmy do tego jeszcze jeden element. Razi w resorcie dość poukładanym skłonność ministra do powoływania różnych pełnomocników. To co, uważa Sikorski, że departamenty źle działają? Że ich struktura jest niefunkcjonalna? Mój Boże, toż w ciągu dwóch lat MSZ przeszło trzy reorganizacje. To jeszcze źle?
W sumie – to budowanie struktur nadzwyczajnych obok tych oficjalnych świadczy o braku administracyjnych umiejętności ministra.
Dziwne jest i to, że pełnomocnikami uczynił dwóch ambasadorów, zwalniając ich z wykonywania dotychczasowych obowiązków. To teraz nasuwają się kolejne wątpliwości – nie ma już w MSZ nikogo, kto mógłby się tymi sprawami zająć? Trzeba ściągać ambasadorów? I jeszcze jedno – czy kraje takie jak Francja i Białoruś tak już są nieważne, że nie potrzebujemy utrzymywać z nimi kontaktów na szczeblu ambasadorów? Zwłaszcza że jeśli chodzi o Białoruś, to sprawa może potrwać dłużej…
Do tej pory MSZ nazywano kolejką, która ostro wchodzi w zakręty historii. I na tych zakrętach gubi różnych pasażerów, a innych zabiera. W ten sposób, kolejnymi warstwami, odkładają się w ministerstwie następujące po sobie ekipy. Sikorski wzbogacił ten proces – co wydarzenie, wielkie lub nieduże, tworzy nowych pełnomocników, wysłanników, specjalnie umocowanych. Lada moment nadjedzie czas, kiedy sam w tym bałaganie, który tworzy, się pogubi.
Attaché

Wydanie: 17/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy