Odmówię Wojewódzkiemu

Odmówię Wojewódzkiemu

Konkurs to dla mnie zło konieczne, ale od początku wiedziałem, na co się decyduję
Rafał Blechacz, zwycięzca XV Konkursu Chopinowskiego

– Lubi pan ostre pytania?
– Zależy jakie. Ale proszę pytać.
– Ode mnie takiego pan nie usłyszy, ale na przykład Kuba Wojewódzki może z czymś podobnym wypalić.
– Myśli pan, że zaprosi mnie do swojego programu?
– To bardzo prawdopodobne.
– Powiem wtedy, że mam bardzo dużo pracy, próby, koncerty, nagrania.
– Teraz, po triumfie w Warszawie posypie się mnóstwo propozycji artystycznych i medialnych. Czy wszystkie pan przyjmie?
– Chyba nawet nie byłbym w stanie. Zaraz po konkursie myślałem, że będę miał parę dni relaksu, a tutaj dzień po dniu zaproszenia. W piątek Katowice z orkiestrą, w sobotę recital we Wrocławiu, w niedzielę w Krakowie, w listopadzie znów dwa koncerty w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Moja pani profesor, Katarzyna Popowa-Zydroń, mówi, że nie należy rezygnować z takich okazji, bo nagroda daje możliwości, które warto umiejętnie wykorzystać. Ale zapewne trzeba będzie komuś odmówić, bo muszę jeszcze się uczyć, jestem przecież studentem III roku, trzeba poszerzać repertuar, rozwijać się artystycznie.
– Kto będzie kierował pańską karierą, kto ułoży jej strategię?
– Nie wiem. Trzeba szukać zaufanej osoby, która dobrze się w tym orientuje. Na razie takie zaufanie mam do pani profesor i do taty, który mi we wszystkim pomaga i stara się też ze mną jeździć na niektóre koncerty w kraju i za granicą, choć nie jest związany z branżą muzyczną.
– Pański poprzednik sprzed 30 lat, Krystian Zimerman, miał strategię budowy kariery po konkursie, w tym odrzucania wielu propozycji po to, aby się nie przejeść i nie dać się wyeksploatować. Czy skorzysta pan z tego wzoru?
– To nie jest wykluczone, bo właśnie wczoraj otrzymałem bardzo miły list od Krystiana Zimermana, który teraz jest w Nowym Jorku. Pogratulował mi wygranej, udzielił kilku rad i zaoferował pomoc przy planowaniu koncertów i w innych sprawach, które mogą budzić moje wątpliwości. Podał swoje numery telefonów i inne namiary.
– Jaki pan jest? Wielu chciałoby pana rozgryźć, ale nie potrafią. Mówi się o dużej skromności, ale to w zasadzie wszystko, co wiemy. Na zewnątrz widać tylko spokój i skupienie. Jedna z dziennikarek radiowych powiedziała, że jest pan zagubiony.
– (Śmiech) Może się niektórym wydawać, że sala taka wielka, a ja taki mały. Ale nie czuję się zagubiony.
– Konkurs pianistyczny to potężny stres. Polska ekipa chopinowska została zdziesiątkowana także przez nerwy. A jak pan sobie z tym radzi?
– Rzeczywiście umiem się opanować i skoncentrować. Żadnych środków uspokajających nie biorę. Stosuję naturalne metody. Biegam. Gimnastykuję się. To mi dodaje trochę energii i pomaga uporządkować się wewnętrznie. Staram się też w każdej sytuacji myśleć pozytywnie.
– Czy nie sądzi pan, że Konkurs Chopinowski to zbyt wyczerpujący maraton? Teraz mówi się o skróceniu go do tylko jednego etapu.
– Wiem, że konkursy to sprawa dyskusyjna, bo trudno sztukę zamknąć w ramach punktów, kiedy ocenia się rzeczy niewymierne. Różne są też gusty jurorów. Z jednej strony gra danego pianisty może być uważana za nie do przyjęcia, z drugiej, wykonawcy skarżą się, że oceniono ich nie do końca sprawiedliwie. Ale zdaniem wielu uczestników, nie ma innej drogi na wielkie estrady niż udział w konkursach. Oczywiście są tacy, którzy świetnie sobie radzą bez tego, nie łowią nagród, tylko koncertują i nagrywają. Mają świetnych agentów, którzy dbają o ich interesy, zapewniają odpowiednią oprawę, promują nazwiska itd. Ja jednak nie miałem dotąd takiego wsparcia ani możliwości promocji, zatem i innej drogi do zdobycia pozycji artystycznej. Konkurs to dla mnie zło konieczne, ale od początku wiedziałem, na co się decyduję.
– Jakiego Chopina pan gra? Z jakich nut korzysta? Czy są to wydania „czyste”, takie które wyszły spod ręki kompozytora, bez żadnych dodatkowych wskazówek interpretacyjnych?
– Repertuar na Konkurs Chopinowski przygotowywałem z wydania dzieł w opracowaniu Ignacego Paderewskiego, bo to było zgodne z regulaminem. Starałem się w sposób jak najwierniejszy oddać to, co napisał Chopin. Razem z panią profesor zastanawialiśmy się natomiast nad interpretacją utworów i staraliśmy się ten tekst ożywić swoimi przemyśleniami i przeżyciami. Trzeba było to jednak robić w taki sposób, aby w żadnym stopniu nie zmieniać oryginalnego zapisu nutowego. W sumie więc grałem tak, jak chciał Chopin.
– Czy pociąga pana improwizowanie na fortepianie? Jak pan traktuje jazz?
– Na studiach miałem też zajęcia z kompozycji. W efekcie napisałem kilka miniatur fortepianowych, ale teraz już nie mam czasu na takie rzeczy. Koncentruję się na graniu. Jazzu czasami słucham dla relaksu.
– A rocka?
– Raczej nie.
– Dziękuję, w imieniu czytelników „Przeglądu”, że nie użył pan dyplomatycznego wybiegu o braku czasu na tę rozmowę. Szczerze gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.

 

Wydanie: 44/2005

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy