Dwa miesiące po zaprzysiężeniu rządu SPD znów traci w sondażach. Zyskuje na tym lewicowa opozycja Korespondencja z Berlina Krótko po objęciu stanowiska nowa liderka SPD Andrea Nahles przeszła próbę ogniową. Pod koniec kwietnia musiała odpowiadać w Willy-Brandt-Haus na pytania młodzieżówki SPD Jusos. Nahles stała kiedyś na jej czele, doskonale zatem wiedziała, co ją czeka, ale pytania 200 młodych socjaldemokratów dały jej w kość. – Kiedy CDU wreszcie dostanie od pani w pysk? – chciał się dowiedzieć pewien energiczny młodzieniec. – Dlaczego w obecnych debatach politycznych SPD nie odgrywa żadnej roli? Co z obiecywaną przez was redystrybucją środków budżetowych? – krzyczała inna osoba. – Co daje nam ministerstwo finansów, skoro Olaf Scholz kontynuuje politykę Schäublego? – pytał kolejny rozjuszony człowiek. Nahles próbowała odpowiedzieć na każde pytanie, ale była wyraźnie zmęczona. – Dobrze, że podyskutowaliśmy – zakończyła i szybko się pożegnała. Wie, że w SPD nie jest najlepiej. Jak wiadomo nie od dziś, młodzi z Jusos mogą sobie pozwolić na więcej niż dorośli socjaldemokraci. Mogą zadawać niewygodne pytania, nie bacząc na skutki. Tyle że płynąca z ust młodych ludzi krytyka pojawia się też coraz częściej na wyższych szczeblach. To kładzie się cieniem nie tylko na całej SPD, ale też na wielkiej koalicji. Fasadowa rutyna Tym razem wszystko miało się potoczyć inaczej niż w ostatnich dwóch wielkich koalicjach z 2005 i 2013 r. SPD chciała się uwolnić z oków słabszego partnera CDU. Jeśli nie na papierze, to przynajmniej w przekazie medialnym. – Będziemy się wyróżniać własnymi socjaldemokratycznymi pomysłami i w 2021 r. sięgniemy po zwycięstwo – obiecywała Nahles niedowiarkom i swoim krytykom, gdy tuż po wyborach parlamentarnych została szefową frakcji. Uzyskanie kluczowych ministerstw, np. resortu finansów, miało być pierwszym dowodem początku odbudowy dominacji. Dwa miesiące po zaprzysiężeniu nowego rządu trudno jednak zauważyć postępy. Prawie wszystkie istotne tematy polityczne zostały zdominowane przez chadeków, sama SPD ugrzęzła zaś w wewnętrznych zatargach o Agendę 2010. Osią oskarżeń młodszych członków partii jest fakt, że obecni liderzy SPD dalej wypierają ze świadomości wszelkie błędy i niedostatki znanym zestawem frazesów. – Ktoś musiał wziąć odpowiedzialność za państwo, jeśli innym się nie chce. Co nie oznacza, że nie będziemy się odnawiać – powtarza Nahles, gdy zarzuca się jej, że w SPD wszystko idzie po staremu. Ale obiecanej odnowy nie widać, a w wielkiej koalicji socjaldemokraci nadal pokornie podporządkowują się zaleceniom pani kanclerz. Za fasadą spokojnej rutyny toczy się jednak gorąca wewnętrzna walka o przyszłość, a raczej o przetrwanie SPD, której notowania w obecnych sondażach nie przekraczają 20%. Niezadowolenie wyrażają już otwarcie wpływowi politycy partii. – Przecież wchodząc do rządu, obiecaliśmy, że tym razem będzie inaczej. Chcieliśmy wprowadzić wyraźny lewicowy nurt – oburza się Matthias Miersch, rzecznik lewego skrzydła w klubie poselskim SPD. A co, jeśli nie będzie inaczej? Niektórzy posłowie nie wykluczają, że w takim przypadku pociągną linkę spadochronu i opowiedzą się za zerwaniem mariażu z CDU. – Jeśli nie uda nam się uczynić naszego kraju bardziej socjalnym, to rząd federalny w następnym roku się rozpadnie – ostrzega burmistrz Bremy Carsten Sieling. Andrea Nahles nie ma więc lekko. Kilka dni po wyczerpującym spotkaniu z partyjną młodzieżówką przewodnicząca SPD musiała zdać drugi poważny egzamin w starciu ze związkami zawodowymi. Każde spotkanie związkowców z szefami socjaldemokracji sprowadza się bowiem do wzajemnego ostrzału. Fakt, że Nahles jest kobietą i że założyła tego dnia żółtą kamizelkę z napisem ver.di (związki zawodowe sektora usług), nie ocalił jej przed zmasowanym atakiem, którego doświadczali już jej poprzednicy. Od lat związkowcy zarzucają socjaldemokratom, że zdradzili swoje ideały. Również tym razem bezlitośnie wygwizdali liderkę, a niektórzy pokazywali jej nawet obraźliwe gesty. Przewodnicząca w zasadzie nie wykrztusiła ani słowa. Wydarzyło się więc coś, w co nikt w SPD nie chciał wierzyć, choć każdy to przypuszczał. Nahles wciąż jest kojarzona z mainstreamem i poprzednimi klęskami wyborczymi. Nieudane spotkanie ze związkowcami symbolizuje niejako całą obecną sytuację jej ugrupowania. Polityczne akcenty stawiają obecnie w mediach wyłącznie








