Al-Kaida znów w Faludży

Al-Kaida znów w Faludży

Fundamentaliści islamscy wdarli się do irackich miast

W 2004 r. żołnierze Stanów Zjednoczonych stoczyli w Faludży najzacieklejszą bitwę od czasu wojny w Wietnamie, ale teraz nad irackim miastem znów powiewają czarne chorągwie Al-Kaidy. 1 stycznia ekstremiści islamscy opanowali Faludżę oraz część Ramadi, stolicy sunnickiej prowincji Anbar. Zamierzają utworzyć kalifat obejmujący Irak, Syrię, Jordanię i Liban.
Faludżę otoczyły oddziały armii irackiej, którym Stany Zjednoczone pośpiesznie wysyłają broń – m.in. samoloty automatyczne i rakiety Hellfire. Według oficjalnego komunikatu władz w Bagdadzie, w walkach w prowincji Anbar zginęło 65 osób, w tym 55 dżihadystów i ośmiu żołnierzy, jednak liczba ofiar jest z pewnością znacznie wyższa.
Bojownicy z ugrupowania Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (w skrócie ISIL lub ISIS) zapowiadają walkę aż do końca. Na czele tej organizacji, będącej częścią Al-Kaidy, stoi Abu Bakr al-Bagh­dadi, zwany też Abu Duaa (Kaznodzieja). W 2011 r. zapowiedział on, że pomści 100 zamachami zabitego przez amerykańskich komandosów Osamę bin Ladena. Dotrzymał słowa. W atakach i zamachach bombowych ginie w Iraku nawet tysiąc osób miesięcznie. Przez pierwsze trzy tygodnie stycznia zabito 850 ludzi.

Sunnici przeciw szyitom

Tradycyjnie elitę irackiej władzy tworzyli Arabowie sunniccy, wspierający reżim Saddama Husajna. Inwazja Stanów Zjednoczonych i ich aliantów odwróciła sytuację na korzyść stanowiących większość szyitów. Sunnici wzniecili rebelię, której centrum stała się prowincja Anbar. W bitwach o Faludżę, z których druga rozegrała się w listopadzie i grudniu 2004 r., żołnierze piechoty morskiej USA, wspierani przez oddziały brytyjskie i rządowe wojska irackie oraz lotnictwo i artylerię, musieli walczyć o każdy dom. Poległo ok. 100 Amerykanów, ponad tysiąc zostało rannych. Według niektórych relacji, artyleria Stanów Zjednoczonych użyła pocisków z białym fosforem, wytwarzających prawdziwą ścianę ognia. W gruzach pozostały ciała ok. 2 tys. rebeliantów.
W czasach Saddama Husajna Faludża, położona ok. 70 km na zachód od Bagdadu, miała prawie pół miliona mieszkańców. Obecnie pozostało ich nieco ponad 200 tys.
Sytuację w Iraku udało się w pewnym stopniu opanować, gdy Stany Zjednoczone znacznie wzmocniły swoje siły wojskowe w tym kraju i pozyskały, przeważnie pieniędzmi, wielu sunnickich szejków, zrażonych do fanatyków z Al-Kaidy. Szejkowie utworzyli milicję Sahwa (Przebudzenie), która wystąpiła przeciw islamistom. Ale spokój nie powrócił. W końcu 2011 r. prezydent Obama wycofał amerykańskich żołnierzy z Iraku. W Bagdadzie rządzi żelazną ręką szyicki premier Nuri al-Maliki. Sunnici czują się dyskryminowani i prześladowani. Od kwietnia 2013 r. trwa nowa sunnicka rebelia. W miastach wybuchają samochody pułapki, dżihadyści samobójcy wysadzają się w powietrze. 21 grudnia w doskonale przygotowanym ataku w mieście Rutbah w prowincji Anbar zginęli dowódca 7. dywizji armii irackiej gen. Mohammed Ahmed al-Kurwi i 17 jego oficerów. Rozgniewany premier Al-Maliki zarządził masowe represje. W odpowiedzi 44 sunnickich parlamentarzystów złożyło mandaty. 30 grudnia rząd, pragnąc ułagodzić sunnickich przywódców i uniknąć eskalacji przemocy, wycofał wojska z Faludży i Ramadi. Tę próżnię wykorzystali bojownicy Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie, którzy w Nowy Rok wkroczyli do obu miast. Walki rozgorzały na dwóch frontach – niektóre milicje sunnickie w Faludży zwróciły się zarówno przeciw islamistom, jak i rządowym siłom bezpieczeństwa. Z miasta i okolic zbiegło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Do końca stycznia dżihadyści odnieśli liczne sukcesy – przejęli kontrolę nad następnymi dzielnicami Faludży i regionami prowincji Anbar. Iraccy policjanci uciekli, porzucając broń.

Żal weteranów

Nuri al-Maliki pod naciskiem Stanów Zjednoczonych nie wysłał żołnierzy do szturmu, który zapewne stałby się początkiem wojny domowej. Eksperci, tacy jak Anthony Cordesman z renomowanego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie, podkreślają zresztą, że poziom wyszkolenia armii irackiej nie jest wysoki. Jeśli amerykańscy marines z ogromnym trudem zdobyli Faludżę, to żołnierze iraccy mogą ponieść klęskę, a z pewnością spowodują ogromne straty wśród ludności cywilnej. Premier zażądał, aby szejkowie sunniccy sami usunęli Al-Kaidę z Faludży i Ramadi. Nie wiadomo jednak, czy uda im się tego dokonać.
30 kwietnia w Iraku odbędą się wybory parlamentarne. Nie trzeba dodawać, że Al-Maliki nie zamierza rezygnować z władzy i liczy przede wszystkim na głosy szyitów. Będzie więc twardo występował przeciwko sunnitom, aby pokazać, że potrafi zapewnić szyickiej większości dominację w kraju.
Niektórzy amerykańscy weterani żalą się, że ich poświęcenie w bitwie o Faludżę zostało zmarnowane. „To dla nas gorzka pigułka. Nasz rząd zdecydował, że Irak już się nie liczy”, stwierdził były żołnierz piechoty morskiej, odznaczony Srebrną Gwiazdą sierż. David Bellavia. Republikański senator John McCain oskarżył Baracka Obamę, że przez swoje zaniedbania doprowadził do odrodzenia Al-Kaidy w Iraku. McCain uważa, że Waszyngton powinien wysłać do Bagdadu emerytowanego generała Davida Petraeusa, który był głównodowodzącym wojsk USA w Iraku. Ale zdaniem większości Amerykanów, Obama postąpił słusznie, wycofując żołnierzy. Także weterani zgodnie głoszą, że ponowna interwencja zbrojna nie ma żadnego sensu.

Tajemniczy Kaznodzieja

O Abu Bakrze al-Baghdadim, który rozkazał swoim dżihadystom zdobyć miasta w prowincji Anbar, wiadomo niewiele. Zawsze ma na twarzy maskę i mówi z różnymi akcentami, aby nie zostać rozpoznanym. Niektórzy przypuszczają, że Abu Bakr już dawno zginął, a islamiści tylko umiejętnie podtrzymują mit nieuchwytnego przywódcy.
Tak naprawę nazywa się Ibrahim Ali al-Badri, chełpi się, że jest doktorem teologii islamskiej i pochodzi z rodziny Mahometa. W 2005 r. został aresztowany przez Amerykanów. Według niektórych informacji, zradykalizował się dopiero w więzieniu, według innych, już pod rządami Saddama Husajna był fanatycznym islamistą. Odzyskał wolność w 2009 r. i stanął na czele irackiej Al-Kai­dy. Wydawało się, że po rewolucjach arabskich, które wybuchły także pod hasłami wolności i demokracji, ideologia wojującego islamu utraci zwolenników, ale Abu Bakr al-Baghdadi, wykorzystując napiętą sytuację w Iraku i wojnę domową w Syrii, doprowadził do jej odrodzenia. Odniósł sukcesy, o jakich Osama bin Laden mógł tylko marzyć.
W lipcu 2012 r. rozpoczął kampanię terroru przeciwko irackim siłom bezpieczeństwa, którą nazwał operacją „Zburzyć mury”. Utworzył praktycznie niezależne „emiraty” w niedostępnych oazach i pustynnych dolinach Iraku i Syrii, w których rządowe siły bezpieczeństwa nie mają odwagi się pokazywać. W lipcu 2013 r. jego ludzie w znakomicie zorganizowanej akcji uwolnili z więzienia Abu Ghraib w Bagdadzie około tysiąca osadzonych. Wielu z nich przedostało się do Syrii i walczy tam pod sztandarami ISIS.
Abu Bakr wykazał się niezależnością wobec nominalnego szefa Al-Kaidy, którym jest Egipcjanin Ajman al-Zawahiri. Gdy Zawahiri polecił mu, żeby skoncentrował się na działalności w Iraku, a Syrię zostawił organizacji Dżabhat an-Nusra (Front Obrony Ludności Lewantu), przywódca ISIS nie posłuchał.
Al-Kaida stworzyła w Syrii i Iraku jeden teatr wojny, bojownicy i transporty broni bez trudu przenikają przez długą granicę, w pobliżu której Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie utworzyło wiele baz. Ugrupowanie to ma w Syrii 7 tys. bojowników, w tym Europejczyków  i zaprawionych w wojennym rzemiośle Czeczeńców. Jego brygady walczą przeciwko siłom rządowym reżimu Baszara al-Asada. Wzięci do niewoli syryjscy alawici i szyici zazwyczaj są zabijani na miejscu, bo sunnicka Al-Kaida nienawidzi szyitów, uważając ich za odszczepieńców. Niektórzy komentatorzy są zdania, że obecne burzliwe wydarzenia na Bliskim i Środkowym Wschodzie to wojna między sunnitami a szyitami, przy czym tych pierwszych wspiera Arabia Saudyjska, drugich zaś – szyicki Iran. Istnieją dowody, że ISIS otrzymuje potajemne wsparcie od reżimu Asada, ponieważ autokrata z Damaszku bardzo chce mieć z Waszyngtonem wspólnego wroga. Wielu zachodnich polityków doszło już do wniosku, że w Syrii lepszy jest Asad niż Al-Kaida.
Bojownicy ISIS splamili się w Syrii niezliczonymi okrucieństwami. Wprowadzają prawo szarijatu, za niewinny dowcip wymierzają karę śmierci. Przetrzymują zagranicznych zakładników i grożą ich egzekucją, jeśli zostaną zaatakowani. Ostatnio umiarkowani rebelianci w Syrii wystąpili zbrojnie przeciwko islamistom i zadali im kilka ciosów. Być może Abu Bakr rozkazał zająć Faludżę i Ramadi, aby zademonstrować, że wciąż jest panem sytuacji. Niektórzy amerykańscy wojskowi, np. płk Douglas Ollivant, były doradca ds. Iraku w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA, uważają, że dżihadyści popełnili błąd, wychodząc z kryjówek, bo w miastach zostaną wybici przez wojska rządowe. Faludża znów spłynie krwią, a wojna domowa w Iraku może nabrać mocy.

Wydanie: 6/2014

Kategorie: Świat

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy