Odwaga tanieje, rozum drożeje

Odwaga tanieje, rozum drożeje

Trwa wojna. Oddział żołnierzy jest zaciekle atakowany przez przeważające siły wroga. Broni się jednak dzielnie i sam atakuje. Na front przyjeżdża generał z medalami dla odważnych żołnierzy. Tak sytuację w Polsce widzi obóz polityczny braci Kaczyńskich. A oblężeni bohaterowie to pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej. Najodważniejsi i najdzielniejsi z dzielnych. Prezydent odznaczając 22 historyków z IPN, zachęcił ich, by wytrwali w tej walce. I przypomniał, jaki jest ostateczny cel ich służby. Polakom trzeba zdjąć łuski z oczu. Najwyższa już pora, by wszyscy poznali prawdę. Pełną prawdę o przeszłości. IPN nie ma z tą prawdą żadnego problemu, bo dostał ją od Prawa i Sprawiedliwości na tacy. W prezencie. Od specyficznej grupy pracowników IPN nie oczekuje się przecież obiektywizmu, warsztatu naukowego, żmudnych badań, dystansu i ważenia racji. Nie po to przecież zebrano tam ludzi o skrajnie prawicowych poglądach, by trzeba było im tłumaczyć, o co walczą. I z kim. Lista osób, którymi zajmuje się IPN, jest identyczna z listą wrogów PiS. Historycy z IPN jak wszyscy bojowcy nie mają żadnych wątpliwości. Jak każda sekta oparta na tym typie ideologii co PiS nie mają zamiaru badać i opisywać wydarzeń z przeszłości. Chcą wpływać na bieżącą politykę. I poprowadzić prosty lud ku prawdzie. Bo jak mówi jeden z klasyków PiS, prosty lud wszystko kupi. Z pewnością się myli, bo historia pokazuje, jaki był los komisarzy w różnych epokach. Zostawały po nich wyłącznie ofiary i zgliszcza. Długa jest lista grzechów, jakie IPN popełnił w ciągu 10 lat istnienia. Od gloryfikowania podhalańskiego bandyty „Ognia” po zmanipulowanie wyboru obecnego prezesa. To przecież krakowski oddział IPN, którym kierował Janusz Kurtyka, utrącił Andrzeja Przewoźnika, rywala Kurtyki. Pokazano dokumenty, że Przewoźnik był agentem SB. Po czasie okazało się, że nie był, ale prezesem IPN był już za to Kurtyka. Tylko to jedno wydarzenie powinno wyeliminować Kurtykę z życia publicznego. W imię prawdy i standardów moralnych, o których tak często mówi prezydent Kaczyński. W imię wiarygodności instytucji. Bo o jakiej wiarygodności może mówić instytucja mająca takiego szefa? I takie kolegium. Prawie w całości składające się z ludzi rekomendowanych przez koalicję PiS-LPR-Samoobrona i prezydenta.

Nominaci wielokrotnie PiS się odwdzięczali. Jak choćby w maju 2007 r., gdy IPN oskarżając sędziów Trybunału Konstytucyjnego, chciał za wszelką cenę pomóc w przeforsowaniu przygotowanej przez PiS ustawy lustracyjnej. Na te nikczemne działania ciągle nakładają się nowe. Sprawa abp. Wielgusa, ataki na Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego.
Pomieszanie funkcji archiwalnych, naukowych i śledczych sprzyja manipulowaniu informacjami, zawłaszczaniu badań i niedopuszczaniu obcych do archiwów. Dysponujący ogromnym budżetem IPN jest instytucją ulokowaną na pierwszej linii frontu w wewnętrznej wojnie w Polsce. W wojnie, którą sam IPN co rusz wywołuje pod sztandarami nowej polityki historycznej. Zresztą już samo określenie polityka historyczna trąci fałszem. Bo albo rzetelna analiza historii, albo doraźna polityka. Czy podmiotem długofalowej edukacji mogą być doraźne interesy polityków i instrumentalne traktowanie ludzi i dokumentów? To przecież czysty absurd. Historia w wydaniu IPN jest bardzo blisko tej polityki. Tak blisko, że sama stała się polityką. Prezydent Kaczyński jest z ludzi i pracy IPN bardzo zadowolony. Większość Polaków nie podziela jednak tej oceny! I czeka na zmiany.

Wydanie: 15/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy