Oficjalne wagary

Oficjalne wagary

Ostatnie tygodnie nauki w szkołach często są fikcją

Władze powinny wiedzieć, że po Bożym Ciele nie ma nauki, więc lepiej byłoby, gdyby rok szkolny skończył się wcześniej – tak w telewizji powiedziała nauczycielka i oburzyła tym Annę Zawiszę, dyrektora Departamentu Kształcenia Ogólnego w MENiS. Pani dyrektor uważa, że z nauczycielką musi się spotkać kurator, a w ogóle to rozumując w ten sposób, można by dojść do absurdu. Bo gdyby rok szkolny kończył się 1 czerwca, to może lekcji nie byłoby już w połowie maja. Poza tym Anna Zawisza podkreśla, że resort ustala kalendarz roku szkolnego, ale nie ma wpływu na to, jak program jest realizowany. Od tego są dyrekcja szkoły i rada pedagogiczna. Jeśli któryś dyrektor placówki (a to też się zdarzało w mediach) mówi, że pod koniec roku szkolnego nie jest w stanie opanować edukacji, to znaczy, że bałagan ma zawsze. – Jednak proszę, nie uogólniajmy – podkreśla Anna Zawisza – w Polsce mamy 36 tys. szkół. Nawet jeżeli w kilkudziesięciu są nieprawidłowości, nie znaczy to, że w pozostałych źle się dzieje.
A jednak po wystawieniu stopni zainteresowanie nauką dziwnie słabnie, choć nie mogę sobie wyobrazić, że na języku polskim nie udałoby się omówić dodatkowej lektury. Nauczyciele chętnie przerzucają winę na rodziców, twierdząc, że to za ich przyzwoleniem („wyciągnąłeś się z chemii, to zostań w domu”) ławki świecą pustkami. Rodzice odpowiadają, że nie widzą sensu w posyłaniu dziecka do szkoły, jeśli tam nic się nie dzieje. Część pedagogów prowadzi w tej sytuacji lżejsze lekcje.
Katarzyna Dzięciołowska, nauczycielka języka angielskiego w opolskim II LO, tłumaczyła, że prowadzi zajęcia powtórkowe i utrwalające wiadomości. Ze zdumieniem obserwuje uczniów, którzy nawet przychodzą do szkoły, ale tylko by spotkać się z kolegami. Do klasy nie wchodzą.
Niektórzy, tak jak nauczyciele z warszawskiej zawodówki, idą z uczniami do kina Atlantic na kolejne przygody Harry’ego Pottera.
W kasie kina zacierają ręce. Pojedynczo i grupami przychodzi coraz więcej uczniów. Jeśli prowadzi ich nauczycielka, można ją namówić nawet na tak specyficzny towar jak „Świt żywych trupów”. Wielka radość panuje także w kawiarenkach internetowych i wśród lodziarzy. Mniej zadowoleni są sprzedawcy w centrach handlowych. Do Poczesnej pod Częstochową, gdzie znajduje się hipermarket Auchan, codziennie docierają autobusy pełne uczniów. – Kupią po bagietce i snują się po pasażach – wyjaśniają ochroniarze.
W kilku miastach w związku ze szkolnym nicnierobieniem straż miejska wzmogła kontrole. W Bełchatowie spotkano wagarowiczów z Piotrkowa, w Gostyninie w ramach akcji „Wiosenny wagarowicz” zatrzymano szóstkę gimnazjalistów pijącą w opuszczonym domu. Ponurym rekordzistą jest uczeń z Łodzi, który w ramach czerwcowego niechodzenia do szkoły osiągnął 2,5 promila alkoholu.
Inni nauczyciele, i chwała im choć za to, organizują turnieje sportowe. Są też oryginalniejsze pomysły. W Publicznym Gimnazjum nr 1 w Prudniku nauczycielka Anna Konior wymyśliła akcję „Żyj zdrowo”. W poniedziałek dzieci poszły do kina, we wtorek były konkurs plastyczny i ścieżka ekologiczno-przyrodnicza, w środę ognisko i spotkanie na temat używek. Z kolei Krystyna Lubiatowska z opolskiej podstawówki nr 1 na ostatnich lekcjach techniki ubijała z uczniami desery lodowe. Pożegnanie na dwa miesiące nastąpiło przy ich degustacji.
Ci, którzy nic nie wymyślili, cieszą się ze szkolnej pustki. Jak tłumaczą, wyrywają sobie dzienniki, by uzupełnić dokumentację. Wyliczają, że trzeba także wypełnić arkusze ocen i oczywiście wypisać świadectwa. Zrobić to po lekcjach? Niemożliwe.
Oczywiście, jeśli w szkołach w drugiej połowie czerwca działo się wszystko poza nauką, winni są dyrektorzy. Niekontrolowani, bo jak wynika z raportu NIK, w co drugiej szkole odstąpiono od zasady hospitacji raz do roku. Sami dyrektorzy też niechętnie wizytują lekcje pedagogów.
Zdaniem urzędników MENiS, nieporozumieniem jest twierdzenie, że nauka w 2004 r. trwa szczególnie długo. Tłumaczą: – Jeszcze w zeszłym roku obowiązywała zasada: koniec roku ma być w pierwszy piątek po 18 czerwca. W tym roku szkolnym, zgodnie z nowym rozporządzeniem, świadectwa zostały wręczone w ostatni piątek czerwca. Nie można jednak mówić o wydłużeniu nauki. To samo rozporządzenie wprowadziło wolny dzień 2 maja, także piątek po święcie Bożego Ciała, poza tym niezdający mają dwa dni wolne w czasie matur i egzaminu gimnazjalnego. Na test dla klas szóstych przychodzą tylko egzaminowani. Pięć dni wolnych jak znalazł. A zostały one wyproszone przez dyrektorów szkół, którzy twierdzili, że nie mogą prowadzić lekcji, gdy trzeba równocześnie zorganizować poważne egzaminy.
Tymczasem uczniowie odebrali świadectwa, ale powtarzający się co roku problem pozostał. Snujące się po ulicach nastolatki nie wiedziały, że gdy korzystały z oficjalnych wagarów, Sejm znowelizował Kartę nauczyciela. Przyjęto poprawkę proponującą, aby w ramach czasu pracy oraz ustalonego wynagrodzenia nauczyciel realizował „inne czynności i zajęcia wynikające z zadań statutowych szkoły, ze szczególnym uwzględnieniem zajęć opiekuńczych i wychowawczych”.
Czy wpisanie opieki do ustawy coś zmieni? Wątpię. W przyszłym roku po ulicach nie będą się snuć tylko ci uczniowie, którzy mają po prostu dobrych nauczycieli. A ci, którzy zostaną w szkole, będą mieli lekcje na niby. Bez stopni, bez poważnych rozważań. Byle do dzwonka.

Wydanie: 27/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy