Orkiestra dobrej energii

Orkiestra dobrej energii

Jak w Zabrzu zebraliśmy dla Owsiaka prawie 12 tys. złotych

Jurek Owsiak swoim fenomenalnym pomysłem wyzwolił falę spontaniczności. Żeby ludzie mogli wrzucić swój datek, kilka tygodni wcześniej kilkadziesiąt tysięcy osób w całej Polsce wykorzystuje swoją energię i swój czas. Nie wiem, jak robią to inni, ale wiem, jak robią to ludzie w Zabrzu, z którymi organizuję WOŚP od trzech lat.

W naszej rodzinie pierwszą wolontariuszką została starsza córka. Miała 15 lat i bardzo chciała zbierać dla Orkiestry, ale nie wiedziała, gdzie się zgłosić. Na listę wolontariuszy wpisał ją przyjaciel prowadzący od lat drużynę harcerską. Była wtedy okropna zima – mnóstwo topniejącego śniegu. Matylda wróciła w strasznym stanie, przemoczone buty, mokre spodnie, ale roześmiana buzia. Potem zawiozłyśmy puszkę do sztabu i tam po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć i poczuć atmosferę WOŚP. Z czasem sama wciągnęłam się w organizację orkiestrowych imprez.
– Na Śląsk idea WOŚP trafiła z dwuletnim poślizgiem, więc organizujemy Orkiestrę od 13 lat. Za pierwszym razem mieliśmy tylko 97 wolontariuszy, teraz było prawie 360 zgłoszeń – mówi Grażyna Zaleska z zabrzańskiego sztabu Orkiestry, na co dzień druhna Gaga i nauczycielka geografii. – Ta atmosfera nieprzerwanie i zawsze z jednakową siłą ładuje mi akumulatory na cały rok.

Zawsze jest inaczej

Zabrze to specyficzne miasto. Od kilku lat działają tu trzy sztaby. My tworzymy największy, zbudowany na bazie dwóch niezależnych organizacji harcerskich: Floty Zjednoczonych Sił i Harcerskiego Uczniowskiego Klubu „Watra”. W tym roku w jego ramach kwestowało 360 wolontariuszy, łącznie zebrali
62 tys. zł. Szefem sztabu od kilku lat jest Damian Wroński, zwany Heidi. – Robię to od 12 lat i muszę przyznać, że zawsze z takimi samymi emocjami czekam na każdy finał. Bo każdy jest inny. Pojawiają się nowe pomysły, nowi ludzie. Tworzymy doskonałą ekipę, od wielu lat współpracującą ze sobą. Ta atmosfera przyjaźni, radości, pomocy jest niepowtarzalna. Zawsze zastanawia mnie, na czym to polega, że ludzie, firmy, które na co dzień nie są skłonne do żadnej pomocy, podczas finału WOŚP nagle wykazują olbrzymi entuzjazm i hojność.
Damian wymyślił kilka nietypowych akcji, prowadzonych tylko w Zabrzu. Jedną z nich jest program Dzieci Dzieciom. Pilotuje go od pięciu lat Grażyna Zaleska. Pomagają jej Ania Tamas i Mariusz Bielich, których wychowywała od zuchów. – Jestem zdumiona, jak wiele pomysłowości, energii i dobrych gestów wyzwoliła zainicjowana przez nas akcja. Dzieci nie dysponując żadnymi środkami, a tylko dobrą wolą i chęcią działania, nazbierały niebagatelną kwotę na cele Orkiestry. Jerzy Owsiak i Marek Kotański wielokrotnie pokazali, że można coś robić bez pieniędzy. Nam też się udało – mówi.
Idea programu polega na tym, aby dzieci same wymyśliły formy pozyskiwania pieniędzy. Oferują usługi dorosłym – np. malowanie paznokci czy czesanie włosów. Rysują, robią figurki, pieką ciasteczka, występują i za to zbierają pieniądze. Akcja trwa przez cały tydzień poprzedzający Finał WOŚP. – Co roku pojawiają się nowe pomysły i to jest niesamowite. Obok takich jak smażenie naleśników na przerwach, antystresowy masaż ramion przed klasówką za 20 gr czy wynajmowanie dziewczyny do tańca na przerwie (też 20 gr) pojawiły się karykatury nauczycieli, do których można było rzucać lotką za 5 gr. Myślę, że nauczycielom dało to do myślenia – łatwo można było sprawdzić, kto miał najbardziej podziurawiony wizerunek – dodaje Gaga.
Akcja początkowo była przygotowywana prawie bezkosztowo. Pierwszy raz wysłano do szkół listy z informacją, a pieniądze na znaczki zdobyto, zbierając metalowe puszki na złom. Teraz, po pięciu latach, fundowane są statuetki Dar Serca. Dostają je te placówki, w których średnia zebranych pieniędzy w przeliczeniu na uczniów (i na przedszkolaków, bo w akcji uczestniczą też przedszkola) jest najwyższa. Łącznie w ciągu pięciu lat dzięki programowi Dzieci Dzieciom zebrano blisko 100 tys. zł, a uczestniczyło w nim prawie 45 tys. dzieciaków z Zabrza, Gliwic i z Rudy Śląskiej. – To fenomenalny pomysł, szkoda, że nie mamy naśladowców w innych regionach. Dzieci świetnie się bawią, wyzwalają swoją pomysłowość i przy tym robią coś pożytecznego – uważa Gaga Zaleska.

Bez komercji

– Kilka dni wcześniej prowadzimy też zbiórkę pieniędzy w pubach, gdzie zapraszamy kapele, a pieniądze za wstęp są wrzucane do orkiestrowych puszek. Dużą popularnością wśród mieszkańców cieszy się orkiestrowy tramwaj, który jeździ po mieście, jest kolorowy, pełen śmiechu, chłopcy grają na gitarach, śpiewają. Staramy się, aby nasze imprezy nie były komercyjne, unikamy wielkich koncertów i dużych gwiazd, chcemy zachować atmosferę spontaniczności, naturalnej radości i przyjacielskości. Wykorzystujemy miejscowy potencjał – młode kapele z miasta, prace uczniów z zabrzańskiego liceum plastycznego itd. – mówi Damian Wroński. – Żeby to wszystko mogło funkcjonować, potrzebna jest praca wielu osób. To właśnie ci ludzie, zupełnie bezinteresownie, przygotowują plakaty, oklejają sztab, tną serduszka.
Większość wolontariuszy pochodzi ze środowisk, które funkcjonują cały rok. Jeździmy na biwaki i obozy, organizujemy wspólne imprezy. Dobrze się znamy i wiemy, że możemy na sobie polegać. Osoby nienależące do naszych stowarzyszeń czują tę atmosferę. Gdy zapisują się w sztabie, widzą grupę przyjaciół, którzy są przyzwyczajeni do wspólnych akcji.
– Przy Wielkiej Orkiestrze chcą pracować wszyscy. Wiele tygodni wcześniej pytają, kiedy można się zapisać, każdy wie, że uczestniczy w czymś ważnym. A najważniejsze, że widzą efekty działania fundacji – czy to przejeżdżającą karetkę z napisem WOŚP, czy informacje o tym, co zostało zakupione z pieniędzy, w których zbieraniu uczestniczą. I mają poczucie, że ich wysiłek nie idzie na marne – dodaje Mariusz Dolina, wiceprezes Watry.

Widowisko w hipermarkecie

Od trzech lat angażuję się w przygotowania wielkiej fety w hipermarkecie M1 w Zabrzu. Zaczyna się kilka tygodni wcześniej od podpisania umowy i ustalenia programu. Hasło WOŚP otwiera wszystkie drzwi. Nie ma osoby, która odmówiłaby pomocy. Dyrekcja centrum handlowego bez problemu daje zezwolenie na zorganizowanie imprezy. Asystentka dyrektora wiodącego sklepu Real robi wszystko, aby dostarczyć nam produkty do zrobienia bigosu.
– Właśnie przejęliśmy inną sieć sklepów i mamy bardzo obcięte fundusze na darowizny – wyznaje. – Dyrektor zgodził się tylko was wspomóc, ale i tak musieliśmy obciąć trochę produktów.
Procedura odbierania takiej darowizny jest ściśle określona, ale pani Gabrysia Lipińska pomaga do samego końca. W eleganckiej spódnicy i butach na wysokim obcasie podaje mi z rampy 25-kilogramowe wory z białą kapustą, pojemniki z kiszoną, pieczarki, przyprawy.
Co roku przygotowujemy poczęstunek dla klientów. Są to zawsze potrawy wegetariańskie. Trzy lata temu zrobiliśmy fasolkę i dwa rodzaje ciasta. W ubiegłym roku bigos, ale było tylko 200 porcji i rozeszły się w pół godziny. Postanawiamy więc, że tym razem zrobimy 500 porcji, ale chyba wyszło nam znacznie więcej. Przerobiliśmy około 100 kg kapusty. Do naszego bigosu nie dodajemy mięsa, tylko kotlety sojowe, suszone śliwki i orzechy włoskie.
Kilka dni wcześniej odebrałam z zaprzyjaźnionej piekarni produkty do pieczenia ciasteczek korzennych. W samochodzie pękł worek z mąką, za to bajecznie pachniało cynamonem i wanilią. Ciasteczek wyszło ponad tysiąc. Przygotowywaniem potraw zajmują się zawsze znajomi z ośrodka jogi i medytacji. Problemem wydaje się znalezienie kuchni, ale co roku ktoś nas ratuje. Zazwyczaj przedszkola, gdzie są idealne warunki do gotowania.
W środku centrum handlowego ustawiliśmy naszą scenę. Dzień, a raczej noc wcześniej. Po zamknięciu hipermarketu, gdy wszystko opustoszało, wraz z kilkoma chłopakami z naszego stowarzyszenia i panami technikami budujemy scenę. Market ma świetne rozkładane podesty. Ich zamontowanie i przykrycie wykładziną, a także doniesienie sprzętu nagłaśniającego zajmuje niecałe dwie godziny.
Mamy bogaty program. Do późnych godzin obdzwaniam jeszcze wykonawców, aby się upewnić, czy nikt się nie rozchorował albo nie wycofał. Nad ranem kończę prasowanie koszulek dla wolontariuszy. Do końca nie wiedziałam, ile dostanę z logo WOŚP, więc na ostatnią chwilę wyjmujemy ze skrzyń nasze firmowe koszulki Watry. Okazuje się, że są tak wygniecione, że wstyd byłoby mi wypuścić w nich wolontariuszy. Więc prasuję. I zastanawiam się, czy wszystko wyjdzie OK. I czego jeszcze nie załatwiłam albo co się okaże niewypałem.
Ale wszystko wypaliło. Zagrały dwa zespoły: Harenama grający rock medytacyjny i rockowa kapela Pojutrze. Odbyły się dwa pokazy udzielania pierwszej pomocy, przygotowane przez naszych harcerzy i zabrzańską grupę WOPR. Wokół sceny rozstawiliśmy stanowiska dla wróżek i miejsca do rysowania dla dzieciaków, których rodzice idący na zakupy podrzucają druhnie Małgosi Gałwie, na co dzień przedszkolance. Punktem kulminacyjnym był występ Kabaretu Długi i prowadzona przez nich aukcja. Pomysł aukcji zrodził się w ostatniej chwili. W poprzednich latach nie mieliśmy zbyt ciekawej oferty, więc i zainteresowanie było mizerne. Kilka dni przed finałem harcerki Martyna i Eliza rozniosły list do sklepów w centrum handlowym. Odzew był niesamowity. Dostaliśmy blisko 80 towarów do licytacji, w tym gitarę i zestaw mebli ratanowych, mnóstwo biżuterii i eleganckie męskie szaliki. Nawet rybkę bojownika z całym potrzebnym dla niej wyposażeniem! Do aukcji rybka stała na stoliku, gdzie nieustannie Benia Kałahurska zajmująca się zuchami cięła serduszka. Robiła to przez osiem godzin non stop, pocięła ponad 10 tys. serduszek i prawie wszystkie zostały rozdane.
Po hali chodzi trzydzieścioro pięcioro dzieciaków – wolontariuszy. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się zabrać zuchy z naszej gromady. Spisują się rewelacyjnie. Chodzą samodzielnie, ale są dyskretnie monitorowane przez Pawła, Olę i Ewelinę – na co dzień pełniących funkcje drużynowych i zastępowych. Wzbudzają tkliwość klientów i widać, że wiele osób wrzuca datki do kilku puszek. Zbiera też moja młodsza córka, Ania. Ma dopiero siedem lat, ale nie jest najmłodszym wolontariuszem. Jest nim Michaś Drogosz, który nie skończył jeszcze roczku, ale rodzice powiesili mu na szyi identyfikator i nosząc go na rękach, kwestowali na ulicach Zabrza.
– Taka pani chciała mi wrzucić złoty pierścionek, ale powiedziałem, że nie chcę, więc dała mi 50 zł – cieszy się Kamil.
Dzieci pomagają też przy kasach pakować zakupy. 10-letni Mateusz tak się zaprzyjaźnił z kasjerem, że po trzech godzinach siłą musieliśmy go oderwać na posiłek.
Najbardziej zatwardziałą wolontariuszką jest nasza skarbniczka, Danusia Zabawa. Co roku stara się pobić własne rekordy. Oprócz tego, że pomaga w dowożeniu, plakatowaniu i tysiącu innych spraw, chodzi z puszką, bo uważa to za najważniejszą sprawę podczas finału.
Ale są i przykrości. Jeden z chłopaków podchodzi ze łzami w oczach i mówi, że ktoś go wyzwał od żebraków. Było mu tak przykro, że odechciało mu się kwestowania. Na szczęście był to pojedynczy przypadek.
I wreszcie punkt kulminacyjny. Przewiezienie puszek do sztabu, ich rozrywanie i liczenie pieniędzy. Nasze wysiłki, ciężka praca, cały dzień bez jedzenia i picia przyniosły efekt – zebraliśmy blisko 12 tys. zł, prawie o 4 tys. więcej niż w roku ubiegłym! A to tylko część tego, co zebrał cały sztab.
Po przeliczeniu pieniędzy większość z nas spotyka się na ostatnim koncercie tego dnia w kinie Roma. Jesteśmy zmęczeni, ale naładowani pozytywną energią. W nagrodę dostajemy świeże, gorące, robione na miejscu gofry i orzeźwiająca kawę.

Rekordowa cena tortu

Wcześniej w tym samym miejscu odbyła się spektakularna aukcja. Damian zapowiedział, że z okazji jubileuszowego finału zgadza się na rozbicie tortu na swojej głowie – ale po dobrej licytacji. Pieniądze na tort dał własne, ale koledzy ze sztabu sami go przygotowali. Heidi nie lubi grejpfrutów, więc specjalnie nafaszerowali go tymi owocami. O przyjemność rzucenia tortem w szefa sztabu walczyły zaciekle dwie grupy – członkowie sztabu i jego znajomi. Tych ze sztabu było więcej. W sumie uzbierali 620 zł i za taką kwotę zespołowo umieścili tort na głowie swojego przyjaciela. Potem rozeszła się plotka, że tort na głowie Heidiego był droższy niż biustonosz Dody, który sprzedano tylko za 400 zł.
Zabrzański sztab jest zaledwie jednym z wielu tysięcy funkcjonujących tego dnia w Polsce. Każdy ma swoją historię. Ludzie, na co dzień zajmujący się milionem spraw, kilka tygodni wcześniej uruchamiają swoją pomysłowość, potencjał, angażują wolny czas, aby tego jednego specyficznego dnia dać z siebie wszystko innym. Nikt im za to nie dziękuje, a i tak mają poczucie wielkiej wartości tego, co zrobili. Bo każda zebrana złotówka jest tak samo ważna i zostaje wydana z głową na coś potrzebnego wszystkim. Dlatego to robimy, prawda?
Od wielu lat zastanawiam się, dlaczego żaden polityk nie poszedł na szkolenie do Owsiaka.

KOSMICZNY XV FINAŁ
W tegoroczny, 15. już Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zaangażowanych było blisko 1,4 tys. sztabów i 120 tys. wolontariuszy. 14 stycznia zebrali oni 2.104.365 zł, w trakcie różnych imprez w sumie zadeklarowano sumę 23.105.329 zł. Zostanie ona przeznaczona na ratowanie życia dzieciom poszkodowanym w wypadkach oraz naukę pierwszej pomocy.
Codziennie suma na koncie fundacji rośnie. Wszystkie pieniądze zostaną policzone i rozliczone do końca lutego. Wpłat można dokonywać na konto:
PEKAO SA VIII O/Warszawa 83 1240 1112 1111 0010 1170 6479

 

Wydanie: 4/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy