Orzechowski pił i kłamał

Orzechowski pił i kłamał

Gdyby jakiś artysta szukał inspiracji do dzieła „modlił się pod figurą, a diabła miał za skórą”, to w Polsce nie musiałby długo szukać. Tabuny kandydatów złożyłyby się na bardzo długą kolejkę. Po co jednak robić casting? Jest przecież kandydat, który wygra w cuglach. Mirosław Orzechowski z Ligi Polskich Rodzin. Symbol najbardziej zapiekłej prawicowej ekstremy. W każdym wystąpieniu powoływał się na wiarę, Kościół i Jana Pawła II. Był najgorliwszym obrońcą Pana Boga i pogromcą wrogów Kościoła. I pewnie jeszcze długo grałby w tej sztuce, gdyby nie wydarzenia na łódzkim parkingu w marcu ub.r. Nasz świętoszek opił się wówczas wina, i to z pewnością nie mszalnego, i swoją hondą uszkodził inny samochód. Zdarza się. Policja stwierdziła, że Orzechowski był mocno pijany. Dowód – 2,2 promila alkoholu. I co wówczas robi ten niezłomny moralista? Idzie w zaparte. Kłamie, zaprzecza i zapowiada, że dowiedzie swojej niewinności. Nie dowiódł! Mało tego. W sądzie przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze. 5 tys. grzywny i trzy lata bez prawa jazdy to najłagodniejszy wyrok za grzechy Orzechowskiego. Człowieka, który wiele mówił o wartościach, ale jak się okazało, unikał ich przestrzegania. Taki typ. Wierzący, ale niepraktykujący.

Wydanie: 29/2009

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy