Ostatni, co tak kochają Lecha

Ostatni, co tak kochają Lecha

Wierność, jakież to piękne uczucie. Zwłaszcza teraz, gdy mało co jest trwałe. A szczególnie w mediach, które nie znają słowa „uczucie”. Gazeta żyje przecież jeden dzień i po co sobie zawracać głowę wiernością. Na szczęście są wyjątki. Miłość Piotra Zaremby i Michała Karnowskiego do Lecha Kaczyńskiego. Gazety upadają, a ci wędrowcy na nowych łamach ciągle piszą, jaki to Lech wielki jest. By nie być gołosłownym, wystarczy porównać dwa wielkie teksty tych autorów o Lechu i Donaldzie w zdominowanym przez PiS dzienniku „Polska”. Story o Lechu Kaczyńskim autorzy zatytułowali skromnie „Jak być kochanym”, a Donaldowi życzliwie radzą, by jeszcze przemyślał, czy jego kandydowanie w wyborach prezydenckich ma w ogóle sens. Bo i po co Tuskowi cała ta prezydentura? Wielbiciele Lecha wiedzą już nawet, że sam Tusk szuka tylko pretekstu, by nie startować w tych wyborach. Nie wiedzą jednak tego, co wiedzą już nawet małe dzieci. Lech z Tuskiem czy bez jest po prostu niewybieralny.

Wydanie: 47/2009

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy