Ostatni łup AWS

Ostatni łup AWS

W NIK mają odejść dyrektorzy – autorzy krytycznych raportów dotyczących ekipy Buzka

Co prawda nowy prezes NIK, poseł AWS, Mirosław Sekuła, zapowiada, że czystek w Izbie nie będzie, ale nikt poważny nie wierzy w jego słowa. Sekuła rozpoczął urzędowanie, zabierając się za kadry oraz, jak się dowiedzieliśmy, od próby schowania pod sukno niewygodnych dla AWS raportów.
Nowy prezes w pierwszych dniach urzędowania wyrzucił z pracy kojarzonego z SLD wiceprezesa, Jacka Uczkiewicza, oraz dyrektora generalnego, Józefa Mikosę (na to stanowisko powołał go jeszcze poprzednik Wojciechowskiego – Lech Kaczyński). Teraz zapowiedział reorganizację, co pozwoli mu pozbyć się niewygodnych dyrektorów departamentów.

Deal
Ten scenariusz dyskutowany był miesiąc temu, kiedy Sejm głosami AWS, UW i Platformy Obywatelskiej wybierał Mirosława Sekułę na prezesa NIK. W tych wyborach głównym kontrkandydatem Sekuły był urzędujący prezes, popierany przez PSL Janusz Wojciechowski. Sejmowy układ sił powodował, że w sprawie obsady fotelu prezesa NIK klucz leżał w rękach Unii Wolności. I z jej liderami obie strony – Sekuła i Wojciechowski – prowadziły rozmowy. – Dlaczego nie dogadaliśmy się z Unią? – opowiadał w kilka godzin po głosowaniu jeden z liderów PSL. – AWS nas przebiła. Oni obiecali Unii wszystko, co chciała: stanowisko wiceprezesa, a także wpływ na stanowiska dyrektorów departamentów i delegatur. W tym na departament kontrolujący prywatyzację. To była ich obsesja – nie mogli przeżyć raportów na temat prywatyzacji Banku Śląskiego, FSM, Domów Centrum. A dlaczego my nie mogliśmy tego Unii obiecać? Bo nie mogliśmy. Dyrektorzy w NIK są pracownikami mianowanymi. Nie można im wypowiedzieć, ot tak, umowy o pracę. Obawiam się, że AWS kupiła tu Unię za przysłowiowe Niderlandy.
Nie wiemy jeszcze, czy Unia Wolności „dostanie” stanowisko dyrektora departamentu kontrolującego transakcje prywatyzacyjne i na ile komentarz polityka PSL był wiarygodny. To się wkrótce okaże – weryfikuje go życie. Wiemy za to, że jest łatwy sposób na pozbycie się niewygodnych dyrektorów. Otóż prawo pozwala na odwołanie dyrektora departamentu w NIK tylko wtedy, kiedy otrzyma on dwukrotnie w ciągu roku ocenę negatywną, albo też kiedy osiągnie wiek emerytalny, względnie z uwagi na stan zdrowia. Jest jeszcze jedna możliwość – reorganizacja związana ze zmianą statusu NIK. I tę możliwość wykorzystuje Sekuła, zmniejszając liczbę departamentów z 21 do 13.

Dyrektorzy do odstrzału
„Rzeczpospolita” podała już zresztą nazwiska dyrektorów, którzy zostaną „odstrzeleni”. To ci, których raporty najmocniej dopiekły ekipie Buzka. Ze stanowiskiem mają się więc pożegnać: Krystyna Szajdakowska, Ryszard Szyc, Krzysztof Wierzejski, Lech Rejnus, Jan Kołtun.
Jakież są ich przewiny?
Jan Kołtun przyszedł do NIK z poręczenia PSL, wcześniej był szefem Kancelarii Senatu w czasach marszałka Adama Struzika. Ale z dyrektorskimi obowiązkami radził sobie nieźle – o czym świadczy ostatni podpisany przez niego raport, dotyczący transferu pieniędzy ze spółki skarbu państwa Polskie Sieci Elektroenergetyczne do prywatnej Telewizji Familijnej (Puls).
Krystyna Szajdakowska ma dobry życiorys, bo była w NIK-owskiej „Solidarności” już w latach 80. Ona z kolei prowadziła kontrolę komputeryzacji ZUS; włączyła się w nią w drugim etapie, kiedy pierwsza kontrola, nadzorowana przez wiceprezesa Jacka Jezierskiego utknęła w miejscu. Szajdakowska wyprowadziła kontrolę na prostą. To ona znalazła opinie biegłych z Politechniki Poznańskiej, którzy pisali, że komputeryzacja w takim kształcie, w jakim planowali ją przeprowadzić minister Ewa Lewicka i prezes Stanisław Alot, jest nie do wykonania. I ona zapytała wicepremiera Komołowskiego i Lewicką, dlaczego z tą opinią nie zapoznano premiera. „Winą” Szajdakowskiej jest również to, że wezwała Komołowskiego do NIK, do złożenia wyjaśnień, a potem domagała się dymisji Lewickiej, jako odpowiedzialnej za nieudaną komputeryzację ZUS.
Krzysztof Wierzejski (zakładał „Solidarność” w NIK) „zawinił” natomiast raportem o resorcie łączności, co zaowocowało dymisją ministra Szyszki.
Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się z Ryszardem Szycem. Jest on przykładem NIK-owskiej kariery, zaczynał tu pracę jako kontroler. Od roku 1991 jest dyrektorem Departamentu Skarbu Państwa i Prywatyzacji. To jego kontrole ujawniły szereg afer, m.in. przy prywatyzacji Banku Śląskiego, FSM czy Domów Towarowych Centrum. Szyc jest szczególnie znienawidzony przez „entuzjastów prywatyzacji”, którzy wielokrotnie domagali się, by „ktoś zrobił z nim porządek, bo nie rozumie, na czym polega prywatyzacja i się czepia”. Czy zrobi to Sekuła?
Lech Rejnus – on z kolei narobił sobie „tyłów” kontrolami w Ministerstwie Zdrowia.
W jaki sposób nowy prezes pozbędzie się niewygodnych i zbyt samodzielnych dyrektorów? Likwidując ich departamenty, łącząc z innymi, tworząc nową strukturę. A w niej starych dyrektorów można przesunąć na jakieś mało znaczące stanowiska. – Jeżeli tak się stanie – komentował te informacje proszący o anonimowość pracownik NIK – oznaczać to będzie zamach na Izbę. Wierzejski i Szyc odpowiadają za aplikantów, uczą kontrolowania. Zepchnięcie ich na margines byłoby dla morale ludzi pracujących w NIK fatalne.

Tygrys bez zębów
To morale jest już zresztą mocno osłabione ostatnimi decyzjami Sekuły. Fatalnie w NIK odebrano sam pomysł nowego statutu i okoliczności z tym związane. Projekt nowego statutu odbijany był na ksero, w tajemnicy przed dyrektorami, w sekretariacie wiceprezesa Jacka Jezierskiego. Podobnie odebrano dymisje dla Uczkiewicza i Mikosy. Tu klucz był bardzo prosty. Sekuła pozbył się człowieka kojarzonego z SLD, tym samym rezygnując z parytetu, którego przestrzegał Janusz Wojciechowski. Parytet polegał na tym, że każde ugrupowanie miało w NIK bliskiego sobie wiceprezesa. SLD – Uczkiewicza, PSL – Wesołowskiego (Sekuła kazał mu zbierać manatki, ale po twardej interwencji szefów PSL u Krzaklewskiego spuścił z tonu), AWS – Jezierskiego, UW – Kownackiego (Kownacki z NIK przeszedł do pracy w bankowości, za – jak sam to mówił – trzy razy większe pieniądze). Taka równowaga budowała autorytet Izby i jej kontroli.
Tymczasem teraz Sekuła buduje NIK jako Izbę koalicji AWS, UW i Platformy. I w tym celu pozbywa się ludzi „niepewnych politycznie” i w ogóle niepewnych. Tu przykładem jest sprawa Mikosy, którego dyrektorem generalnym mianował jeszcze Lech Kaczyński. – Mikosa podczas posiedzeń kolegium NIK zawsze złośliwie wytykał Jezierskiemu błędy – mówi nasz rozmówca. – Więc teraz nadszedł czas rewanżu.
Kontrolerzy NIK nie mają też złudzeń, analizując projekt statutu: – Projekt zakłada połączenie departamentów Budżetu Państwa i Finansów z Departamentem Bankowości. Oznacza to, że bardzo łatwo będzie można ukryć sprawę wykonania budżetu za rok 2001, tego samego, który rekomendował, jako szef Komisji Finansów, Mirosław Sekuła, a realizował rząd premiera Buzka. Likwidacji ulec ma Departament Samorządu Terytorialnego, który będzie połączony z innym. To dziwne, bo sygnały o nieprawidłowościach w samorządach są coraz częstsze. Bardzo dziwny jest też pomysł likwidacji Departamentu Kontroli Doraźnych. To departament nazywany „Brygadami Tygrysa”, realizujący kontrole ad hoc, na jakiś niepokojący sygnał. Ostatnią była kontrola zlecania prac urzędnikom państwowym przez instytucje państwowe. O jej wynikach jest w Izbie głośno, kompromituje ona wielu polityków i urzędników. Pokazuje mechanizm, w którym za tę samą pracę inkasowano podwójne pieniądze: raz – pensję, dwa – pieniądze z umowy-zlecenia. Tymczasem Sekuła zatrzymał podanie wyników tej kontroli do publicznej wiadomości.
Podobnych opinii zebrać można w NIK więcej. Izba ostatnie 12 lat przeszła w dobrej kondycji, miała dobrych szefów (m.in. Lecha Kaczyńskiego i Janusza Wojciechowskiego), rósł jej autorytet. Teraz Mirosław Sekuła, poseł AWS ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, pracowicie demontuje dorobek poprzedników.

Wydanie: 33/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy