Państwo bezradne wobec fanatyków

Państwo bezradne wobec fanatyków

Prokuratura, miasto i sąd w sprawie nękania lekarzy Szpitala Bielańskiego przez działaczy pro-life umywają ręce

Ruch antyaborcyjny ma się w Polsce bardzo dobrze, by nie powiedzieć, że kwitnie. Bez przeszkód nęka lekarzy i pacjentów Szpitala Bielańskiego w Warszawie plakatami z zakrwawionymi płodami rzekomo zabijanymi na tamtejszym oddziale ginekologiczno-położniczym, podczas gdy w tym miejscu – odwrotnie – jest ratowane życie nowo narodzonych (pisaliśmy o tym w nr. 22 PRZEGLĄDU). Aktywiści Fundacji Pro-Prawo do Życia zmuszają kobiety w ciąży, bardzo często zagrożonej, bo w takim stanie przyjeżdżają tutaj z całej Polski, do słuchania i oglądania drastycznych treści, które dodatkowo je stresują przed trudnymi zabiegami. Działacze pro-life brażają i poniżają lekarzy z oddziału kierowanego przez prof. Romualda Dębskiego, gdzie wykonuje się najbardziej skomplikowane operacje, w wyniku których na świat przychodzą dzieci zdrowe lub ze znacznie mniejszymi wadami.

Wszystko to się dzieje z przyzwoleniem państwa – sądów, policji, urzędników ratusza.

Kiedy w zeszłym roku furgonetka organizacji pro-life, oklejona zdjęciami martwych, zakrwawionych płodów, zaparkowała przed Szpitalem Bielańskim, placówka złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa – w związku ze szkalowaniem lekarzy wobec opinii publicznej i narażeniem na utratę zaufania potrzebnego w ich działalności. W odpowiedzi prokurator stwierdził, że nie ma podstaw do oskarżenia publicznego. Wobec tego w marcu szpital wystąpił do sądu z prywatnym aktem oskarżenia, domagając się usunięcia samochodu. Na co sąd postanowił, że skieruje sprawę na drogę postępowania mediacyjnego.

W tym czasie zorganizowali się rodzice dzieci urodzonych w Szpitalu Bielańskim i 1 czerwca wywiesili baner ze zdjęciami swoich pociech, a furgonetkę zasłonili balonami. Złożyli także petycję do prezydent Warszawy, prosząc o wstawienie się za szkalowanymi lekarzami oraz pacjentami szpitala. W odpowiedzi ratusz zapytał, co szpital do tej pory zrobił i co zamierza zrobić z furgonetką.

Szpital sporo zrobił, ale jest bezradny. A namawianie go do mediacji, gdy druga strona jest wroga i w bezczelny sposób zakłóca spokój oraz poczucie bezpieczeństwa pacjentów i pracowników, to nieporozumienie. Zupełnie jakby okradziony miał negocjować ze złodziejem.

Znacznie skuteczniejsi byli uczniowie warszawskiego liceum im. Mikołaja Kopernika, o których pisaliśmy w poprzednim numerze. Wobec braku interwencji ze strony policji i straży miejskiej sami rozprawili się z ideologicznymi napastnikami, po prostu zaklejając drastyczne obrazki na samochodzie działaczy pro-life ustawionym przed szkołą kartonami z napisami „Szkoła jest apolityczna”. Zwrócili też, słusznie, uwagę na łamanie prawa, a dokładniej art. 51 par. 2 Kodeksu wykroczeń: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny”.

Z kolei w Opolu sąd uznał, że wieszając zdjęcia zakrwawionych płodów przed szpitalem, działacze pro-life złamali standardy etyczne i naruszyli dobra wielu osób, w związku z tym ukarał ich grzywną 2 tys. zł.

To pierwsze próby radzenia sobie z przeciwnikiem, który jest już w różnych miejscach i próbuje zindoktrynować różne grupy społeczne. Także dzieci, bo samochody z okropnymi zdjęciami parkują również pod przedszkolami. Ostatnio antyaborcjoniści pojawili się na tzw. patelni w centrum Warszawy, gdzie wymachiwali propagandową płachtą, pokrzykując przez megafon.

Tak więc, obywatele, nie dajmy się nękać pro-liferom. Niech nie utwierdzają się w przekonaniu, że mają rację, skoro państwo nie staje w naszej obronie. Walczmy o swoje prawa aż do skutku. Nie lękajmy się!

Wydanie: 27/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy