Mądry Polak po Chilijczyku

Z ponad 16 mln Polaków należących do otwartych funduszy emerytalnych ok. 2 mln zdecydowało się w nich pozostać. To ci „piękni i bogaci”, którzy potrafią zadbać o swoje pieniądze? Tak przecież przez cztery miesiące przedstawiały ich media, przeciwstawiając bezwolnym nieudacznikom pozostającym w ZUS.
Jednocześnie usłużne tabloidy, a za nimi inne gazety, informowały, ile zarabia i jaką będzie miał emeryturę prezes ZUS. Milczały natomiast o tym, ile zarabiają prezesi OFE i jakie oni będą mieć emerytury. Dopiero te liczby wstrząsnęłyby czytelnikami – tymi, którzy składają się na dochody zarządców funduszy.
Słabnące OFE pogrążą polską giełdę – krzyczały tytuły. Ale przed „pięknymi i bogatymi” ukrywano wiadomość, że Michelle Bachelet, prezydent Chile, kraju, który jako pierwszy wprowadził kapitałowy system emerytalny, powołała Komisję ds. Reformy Systemu Emerytalnego, bo okazał się on klęską dla Chilijczyków – dwie trzecie z nich nie otrzyma z tamtejszych OFE żadnych świadczeń.
Kto dziś pamięta, że kiedy ważyły się losy OFE, kiedy nie brakowało głosów, choćby w PRZEGLĄDZIE, prof. Leokadii Oręziak czy minister Jolanty Fedak, że w interesie państwa należałoby fundusze zlikwidować, zarządzający nimi rozpuszczali wieści, że są w stanie zrezygnować z pobieranych prowizji. Dziś już tego nie deklarują, tak jak nie robili tego, kiedy pobierali nawet 10% prowizji od składek przekazywanych przez ZUS.
Polsce zaszczepiono chilijski eksperyment, na który nie poszła żadna z europejskich potęg. Kosztował on przyszłych emerytów ponad 17 mld zł. Tyle fundusze zainkasowały z tytułu prowizji.
Wszyscy, którym wmówiono, że państwowe, czyli ZUS, jest gorsze, mają prawo decydować, gdzie chcą lokować składki. Ale państwo ma prawo, a nawet obowiązek im powiedzieć: nie oczekujcie pomocy, gdy pieniądze w OFE okażą się iluzoryczne. Decyzja o przejściu do OFE to zwycięstwo lansowanej od ćwierć wieku wyższości indywidualizmu nad solidaryzmem społecznym. Solidaryzmem wobec rodziców i dziadków, z którego nie rezygnują państwa o wiele bogatsze od Polski.
Zastanawiać może, dlaczego w czasie skrywanej kampanii funduszy (ustawa zabraniała im reklamy), zachęcającej przyszłych emerytów do pozostania w OFE, milczeli ci, którzy z urzędu powinni bronić pozycji ZUS, którzy sami wprowadzali zmiany w ustawie o OFE. Przecież robili je w jakimś celu – nie tylko obrony budżetu przed zawłaszczaniem go przez prywatne instytucje finansowe. Czyżby ich zachowanie to kolejny dowód na to, że partie, całe środowiska naukowe siedzą w kieszeni funduszy? A powstanie i działalność OFE to największa afera w III RP, w której maczali palce wszyscy, od lewa do prawa? I że tak naprawdę jest to sprawa godna komisji śledczej. Ale wtedy rodzi się pytanie: jak oni mogą być sędziami we własnej sprawie?

Wydanie: 33/2014

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy