Trzymaj się, Magda!

Wakacje jak zwykle obfitowały w ciekawe wydarzenia całkiem niepolityczne, a przynajmniej tak mi się wydawało. Byłam w górach, gdzie niedźwiedzica z małymi chodziła po szlakach, więc zamknięto szlaki od ósmej wieczór do szóstej rano, jednego tylko nie wiadomo, czy niedźwiedzica przeczytała komunikat. Władze parku narodowego zwróciły się do mediów, by nie upowszechniały określenia Miś, co zaowocowało Misiem we wszystkich tytułach. Nazywanie niedźwiedzia Miśkiem to przyprawianie mu pluszowej gęby, ale w kraju Gombrowicza to rzecz normalna. Są też dwie szkoły zachowania się na wypadek spotkania z niedźwiedziem: otwocka i falenicka. Otwocka uczy, że należy zatrzymać się i zastygnąć w bezruchu, jakby zobaczyło się na ścieżce żywego Giertycha. Falenicka odwrotnie, radzi wziąć nogi za pas i zmykać, jakbyśmy trafili na Kaczyńskich braci.
Na domiar złego w czasie moich krótkich wakacji zaczęły się igrzyska olimpijskie w Atenach, więc całe towarzystwo oglądało otwarcie, erupcję pomysłów, z apoteozą płonącego członka czy, jak kto woli, olbrzymią tutką płonących lodów. Nie było na miejscu posła Tomczaka, który wdarłby się na stadion i zniszczył tę obsceniczną, raniącą uczucia rzeźbę, jak to ma we zwyczaju, i dlatego miliard ludzi oglądających transmisję zaczął gorączkowo rozmyślać, kogo by tu, z kim by tak, gdzie by, jednym słowem, jak się urwać i pociupciać albo przynajmniej pocałować w usta, bo to jest teraz modna, wyższa forma wyrażania uczuć w baśniowej krainie bursztynu, w której rządzą ministranci. Ma tylko jedną wadę, z całowania w same usta dzieci, tak przecież potrzebnych krajowi, nie będzie. Kłamliwa prasa wciąż swoje, gdy tymczasem wiadomo, że ksiądz Jankowski to eremita (kto nie wie, co zacz, niech sięgnie po słownik wyrazów obcych), który nieba by przychylił wiernym. Jasne, że nie wszystkim – niektórym. Gazety czepiają się, a przecież każdy grosz uzbierany na tacę wielkości latającego talerza, na którą sponsorzy nie skąpią, oj nie skąpią, albo też grosz zarobiony, bo – jak mówią wtajemniczeni – ma prałat łeb do interesów, no więc każdy grosz idzie na zbożne cele. A to ubogi włóczęga, który zbłądzi pod dach z bursztynu, dostanie sześć tysiączków albo zbłąkany chłopczyk ze dwa tysiączki do rączki weźmie jak w jakiejś bajce: stoliczku, nakryj się, czy coś w tym rodzaju.
A jak kłamliwa prasa z kłamliwymi operatorami telewizji zajdzie, by kłamliwie opisać tę krainę dobra, to dostanie od komitetu obrońców prałata w łeb, aż się nóżkami nakryje!
Tak więc sensacje umiarkowane były. Czesław Miłosz też marny czas wybrał sobie na śmierć. Nie dość, że wakacje, to jeszcze igrzyska, skromnie odszedł, cicho, sza i nie ma już Miłosza. Wydawało się, że uroczystości pogrzebowe pójdą gładko, niektórzy, ci, co go nie uważali, z ulgą po cichu odetchną, ale nie u nas, niby wszyscy katechizm przerabiali i wiedzą, że nie godzi się źle o zmarłym mówić… Pisałam o tym po śmierci Kuronia, gdy Macierewicz wystąpił z tym swoim ohydnym „szkodził Polsce”. Czasami wydaje mi się, że nie ma nic gorszego niż PPK, czyli Prawdziwy Polak Katolik. Żaden ateista czy agnostyk nie pozwoliłby sobie na taki brak szacunku dla zmarłych. Najgorsze zaczęło się później, gdy doszło do miejsca pochówku tego, co wielkim poetą był. Swary, spory, jak z „Pana Tadeusza”. A czy ten, co poemat narodowy napisał, powinien być za Polaka uznawany, jego matka podobno… A co pisał? „Litwo, ojczyzno moja”! No i takich mamy wieszczów!
Jak ta prawdziwa prawicatolica zacznie rządzić, to się nie pozbieramy. W telewizji jest już próbka tego, co będzie. Ja się nawet cieszę, że będę znów w opozycji, zawsze byłam i niech tak zostanie. Poza tym sądzę, że wtedy „Przegląd” jako prawdziwa lewicowa gazeta zyska wielu nowych czytelników. Choć do wyborów jeszcze trochę zostało i wiele może się zdarzyć, bo jak się okazało w sondażu, marszałek Borowski, szef borówek, został liderem liderów. Wiadomość przemknęła szybko przez nasze ekrany, mignęła i zniknęła wstydliwie. Bo jakże to, wszystko tak pięknie się układało, już dzielono skórę na tym niedźwiedziu, co po szlakach chodzi, a tu nagle, jak diabełek z pudełka, wyskakuje całkiem inny lider liderów!
Janusz Lewandowski z Platformy, zwykle wypowiadający się rozsądnie, stracił panowanie i mówi, że ten wynik sondażu to efekt wakacyjnych upałów, jednym słowem, rzuca cienką aluzję, że naród ocipiał z gorąca i nie wie, co robi.
A dlaczego Borowski został liderem nad liderami? Dlatego właśnie, że nigdy by nie powiedział czegoś takiego o Lewandowskim, gdyby jemu trafił się taki fart. Ma facet klasę. Ludność zaś, by nie użyć słowa społeczeństwo, bo to sztuczny twór, takie rzeczy wyczuwa i przyswaja. Również z tego powodu coraz bardziej lubi Belkę, który notabene stworzył najlepszy jak dotąd rząd. Mógłby startować w wyborach na prezydenta, co postulował Urban, ale Belka nie chce, interesuje go bardziej to, by gonić króliczka, niż złapać go, czyli robota, a nie władza.
Premier Belka ma u mnie przody także dlatego, że na Pełnomocnika do spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn (uff! tytuł równie męczący jak trudne stanowisko) zaangażował Magdę Środę, niezapomnianą uczestniczkę programu „Co pani na to?”, pamiętacie go jeszcze, drodzy czytelnicy? Magda Środa jest filozofką, a zajmuje się etyką. Umie pracować, ma zdecydowane poglądy, żadnych przekrętów na koncie, nadaje się jak mało kto, więc ruszyli już na nią hurmem felietoniści oraz PPK, ale to kobieta, która poradzi sobie ze wszystkimi, właśnie wysłałam jej SMS-a, żeby nie przejmowała się tymi, tu wyraz nieparlamentarny, ale nie ten, o którym myślicie. Trzymaj się, Magda!

Wydanie: 36/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy