Na kogo głosował Osama?

Obecnie wiemy już, że wybory w USA wygrał Bush ze znaczną przewagą nad swoim rywalem. Duże zainteresowanie wywołało pojawienie się Osamy bin Ladena w telewizji arabskiej i od razu rozpoczęły się w prasie amerykańskiej spekulacje, szukające odpowiedzi, jaki miał przywódca Al Kaidy interes w swoim wystąpieniu w przeddzień głosowania.
Odpowiedzi komentatorów politycznych były rozmaite, a nawet sprzeczne. Jedni twierdzili, że intencje Osamy trudno ujednoznacznić, ponieważ nie wystąpił on przecież jako rozjemca w politycznej walce obydwu kandydatów. William Safire sugeruje w „International Herald Tribune”, że posunięcie bin Ladena świadczy o jego chęci osłabienia impetycznej akcji amerykańskiej skierowanej przeciwko jego ugrupowaniu. Nie mam właściwie podstaw dla kategorycznego zinterpretowania tego występu Osamy, sądzę jednak, że miał on na celu dwie rzeczy. Po pierwsze, chciał pojawieniem swoim uświadomić światu dalszą gotowość terrorystyczną Al Kaidy, a po drugie, udzielić w sposób zawoalowany niejakiego wsparcia Bushowi. Uważa on prawdopodobnie, że przeciwnik, z którym już się zmierzył, łatwiejszy jest do rozszyfrowania, aniżeli Kerry, którego zamiary jako prezydenta niełatwo było przewidzieć na podstawie mów wygłaszanych w kampanii wyborczej. Przypuszczam, że Osama bin Laden liczy na impetyczność Busha, wspieranego przez skrajnie neokonserwatywną grupę Republikanów, co może doprowadzić do wzrostu, i to znacznego deficytu budżetowego, którego w ostatnich stadiach walki wyborczej starał się Bush nie powiększać.
Ponieważ druga kadencja prezydencka jest zarazem ostatnią, Bush będzie miał obecnie więcej możliwości uczynienia skrajnych posunięć, które pośrednio mogą osłabić pozycję Ameryki na arenie międzynarodowej. Przyznaję, że są to spekulacje, których udowodnienie byłoby bardzo trudne. Pozostaje jednak wyzbyta wyraźnej odpowiedzi kwestia: po co, czyli z jaką intencją, włączył się Osama bin Laden do kampanii wyborczej tuż przed jej rozstrzygnięciem? Niewątpliwie w swoich oświadczeniach kluczył, ponieważ z oczywistych względów żadnego z kandydatów wprost poprzeć nie mógł. Rzecz zasługuje na zastanowienie i co najmniej część stanowiska arabskiego odkryje się, kiedy nowo obrany na drugą kadencję Bush uzyska pełnię władzy.

3 listopada 2004 r.

Wydanie: 46/2004

Kategorie: Felietony

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy