Bez Kopacz nie byłoby Szydło

Bez Kopacz nie byłoby Szydło

Doktor Ewa radzi sobie lepiej, niż można było się spodziewać, gdy obejmowała stanowisko premiera. Lekarz na czele rządu to rzadki w świecie przypadek. Ale jeśli spojrzeć na stany chorobowe nękające państwo i społeczeństwo, to wybór medyka może tylko pomóc. A pierwsza uwaga po roku rządów Ewy Kopacz jest taka, że złożywszy w czasie inauguracji swojego gabinetu wiele szczegółowych obietnic, dotrzymała zobowiązań, bo większość z nich, choć z trudem, realizuje. Nie popełniła przy tym żadnego dużego błędu, o co było łatwo, bo komfortu rządzenia to ona przecież nie ma. Zaczynała w momencie, gdy wielu obserwatorów zapowiadało rozpad albo przynajmniej wielką klęskę PO, a taśmy z podsłuchami polityków z jej partii drukowano w odcinkach. Później byli zdesperowani górnicy i wielka akcja straszenia uchodźcami, którzy zaleją Polskę. Meczety zastąpią kościoły, a szarijat konstytucję. I premier mogła w ciągu tego roku parę razy się wywrócić na tych przeszkodach. Tak się nie stało, czego najlepszym dowodem jest zmasowana, bardzo osobista i kompletnie nielicząca się z realiami krytyka za strony PiS. Słabych polityków tak się nie atakuje. Gdyby Ewa Kopacz była tak marnym premierem, jak opisuje opozycja, nie byłoby kolejnych eksperymentów z kobietami. Bez Kopacz nie byłoby Beaty Szydło, kandydatki na premiera. A i lewica po katastrofie w wyborach prezydenckich, gdyby nie Kopacz, nie stawiałaby znowu na kobietę.

To, co piszę, nie jest laurką dla pani premier, bo bardzo konkretnych uwag krytycznych mam również sporo. Choćby w sprawie twarzy, jaka najczęściej pojawia się za jej plecami. Towarzystwo Michała Kamińskiego jest obciachem. Jak można akceptować taki styl uprawiania polityki, jaki prezentuje Kamiński? Na dodatek jego obecność w rządzie jest nie tylko kompromitująca, ale i bardzo nieskuteczna. Odpowiada on przecież za komunikację pani premier ze społeczeństwem, a z tym jest marnie. Doceniam prospołeczny zwrot obecnego rządu i ruszenie wielu spraw, które za kunktatorskich rządów Tuska były tylko obiecankami. Bez Ewy Kopacz nie byłoby konwencji antyprzemocowej, in vitro, zmian w zatrudnieniu osób na tzw. śmieciówkach ani korzystnych dla pracowników zmian w prawie pracy. Dużo to czy mało? Ocenią już niebawem wyborcy.

Wydanie: 41/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. mateuszek
    mateuszek 5 października, 2015, 11:55

    Dla mnie obciachem jest obecność na liście wyborczej Elżbiety Kruk. Lubelska lokomotywa zaistniała w mediach tylko przez chwilę. pozostał niesmak i kac. Ale każda partia wyznacza swoje własne standardy.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy