Pech czy kompromitacja?

Pech czy kompromitacja?

Z szumnie zapowiadanego przez Polską Fundację Narodową rejsu na stulecie niepodległości został złamany maszt w porcie w Nowym Jorku

– Nie znamy powodów niezwykle oszczędnego informowania przez Polską Fundację Narodową o tym, co się dzieje z jachtem, który kupiono i wyszykowano do rejsu za nasze pieniądze pochodzące z podatków – komentuje Waldemar Heflich, redaktor naczelny miesięcznika „Żagle”. – To wygląda na aferę – dodaje kpt. Krzysztof Baranowski, który jako pierwszy Polak dwukrotnie opłynął samotnie Ziemię.

Na stronie internetowej PFN pod hasłem „I Love Poland” widnieją tylko ogólne założenia projektu i ani słowa o regatach, w których uczestniczyła jednostka, ani o awarii. Czytamy jedynie, że „mamy wszelkie szanse, aby polskie projekty żeglarskie, morscy żeglarze sportowi i docelowo polskie żeglarskie konstrukcje wyczynowe – dołączyły do najlepszych na świecie i stały się naszą pozytywną wizytówką narodową”.

Zawiódł sprzęt

Według pierwotnych planów rejs promocyjny na Stulecie Niepodległej miał być rejsem dookoła świata z zawinięciem do 100 portów. W tym celu Polska Fundacja Narodowa za ok. 900 tys. euro zakupiła jacht VO 70 zbudowany w 2011 r. w Stanach Zjednoczonych. Ma on długość 21,5 m, wysokość masztu to 34 m. Przygotowania technicznego jednostki dokonywano we Francji, a łódź wyruszyła w rejs ze Szczecina.

Jak twierdzi kpt. Baranowski, drugiej takiej jednostki w Polsce nie ma. Jest to jacht typowo regatowy, zdolny do osiągania dużych prędkości pod żaglami. Ten akurat model Volvo 70 jest już leciwy, bo w regatach organizowanych przez wielkiego producenta samochodów biorą teraz udział łódki młodszej generacji Volvo 65, ale to nie przekreśla szans naszego „I Love Poland”. Fakt, że kiedyś nosił nazwę „Puma”, też nie ma wielkiego znaczenia, bo przed jubileuszowym rejsem pod biało-czerwoną banderą został odpowiednio przemalowany i wyposażony.

Jednostką miał dowodzić Mateusz Kusznierewicz. Jednak doszło do zerwania jego umowy z Polską Fundacją Narodową. Zdaniem Kusznierewicza przyczynił się do tego ktoś trzeci. – Mamy takie informacje. Był to ktoś ze środowiska żeglarskiego, ale niezwiązany z projektem „Polska100” – mówił w rozmowie z portalem Gazeta.pl żeglarz i mistrz olimpijski.

Podobno poszło o pieniądze. Kusznierewicz sporo wydał i chciał zwrotu nakładów od fundacji. Pieniędzy nie dostał. W tej sytuacji kolejnym kapitanem wyprawy mianowano Jarosława Kaczorowskiego, o którym Krzysztof Baranowski także wypowiada się z najwyższym uznaniem, akcentując zwłaszcza jego sukcesy sportowe w regatach morskich.

Po starcie na Karaibach jacht miał wrócić do Europy, aby w sierpniu zabłysnąć w najsłynniejszym wyścigu morskim Fastnet. Jednak 22 kwietnia uległ wypadkowi. – Jacht znajdował się wtedy 50 mil na wschód od półwyspu Sandy Hook w New Jersey. Zerwał się straszny wiatr… Załoga przez długi czas walczyła o uratowanie sprzętu na jachcie i wprowadzenie żaglowca do portu – opowiadali żeglarze reporterowi radia RMF FM Pawłowi Żuchowskiemu. A kpt. Kaczorowski dodawał: – Żadnego błędu jako żeglarze nie popełniliśmy. Zawiódł sprzęt.

Po awarii start w regatach Fastnet stanął pod znakiem zapytania, ale żeglarze z „I Love Poland” nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Jednostka cumuje w amerykańskim porcie, do którego wpłynęła o własnych siłach. Szykowana jest wymiana masztu, łódź będzie też podniesiona z wody, aby dokonać innych napraw. Krzysztof Baranowski stara się nie demonizować remontu. – Wymiana masztu – mówi – jest bardzo prosta, oczywiście trzeba dysponować dźwigiem, ale w każdej marinie taki sprzęt jest dostępny. Inna sprawa to koszty takiej naprawy.

Formuła 1 regat morskich

Polska Fundacja Narodowa, hojnie zasilana funduszami spółek skarbu państwa, ma sporo pieniędzy i bardzo złą prasę. Najpierw zasłynęła skandaliczną i kłamliwą kampanią bilbordową podważającą zaufanie do polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć akcja formalnie miała jakoby reklamować Polskę i społeczną odpowiedzialność biznesu. Do prokuratury trafiła nawet sprawa wielkoformatowego ogłoszenia mówiącego, że „Sąd w Świdnicy wypuścił na wolność pedofila”, co okazało się nieprawdą – nie ten pedofil, nie ten sąd itd.

Organizacja rejsu na stulecie niepodległości nie wydawała się jednak złym pomysłem. Tyle że od początku pojawiały się niedopowiedzenia finansowe i personalne. Oczywiście nic nie zapowiadało takiej awarii. Polską załogę tworzyli doświadczeni żeglarze: Jarosław Kaczorowski, Grzegorz Baranowski, Zbigniew Gutkowski, Jakub Marciniak, Jan Chudzik, Adam Kominek, Maksymilian Pawłowski, Bartosz Nowicki, Marek Gałkiewicz, Jacek Piasecki, Maciej Gnatowski, Darek Pękala, Piotr C. Śliwowski i Bartosz Biliński. Brali udział w regatach St. Maarten Heineken, a potem w Hawanie i Miami. W drodze powrotnej z kontynentu amerykańskiego załoga zawitała do Nowego Jorku. Po opuszczeniu metropolii i złamaniu masztu musiała jednak zawrócić, zapewne używając silnika.

Choć kapitanem jachtu został jeden z najbardziej znanych polskich skipperów, Jarosław Kaczorowski, to – jak powiedział PRZEGLĄDOWI red. Waldemar Heflich – w regatach na Karaibach jachtem dowodził inny żeglarz – Zbigniew Gutkowski, który ma większe doświadczenie w kierowaniu jednostkami tej klasy. Ta zmiana za sterem okazała się pomyślna. „I Love Poland” zwyciężył w swojej klasie. Nie należy tracić nadziei, że nie wycofa się z kolejnych planów regatowych, a złamanie masztu, który później uszkodził burtę, okaże się tylko epizodem.

Pytania bez odpowiedzi

Szczegółów uszkodzenia nie znamy. O samym zdarzeniu też byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie korespondencja Pawła Żuchowskiego. Od 22 kwietnia do połowy maja nikt z PFN o wypadku się nie zająknął. Dziś dowódca jednostki, doświadczony kapitan, któremu koledzy żeglarze dają najwyższe oceny, próbuje relatywizować wydarzenie i twierdzić, że porażka też może być promocyjnym zwycięstwem. – To chyba dobra promocja Polski, skoro poradziliśmy sobie sami na morzu z taką awarią, nie wzywaliśmy służb ratunkowych i nikomu nic się nie stało – zauważył kpt. Kaczorowski.

– Jak tylko tutaj się ogarniemy, będziemy promować Polskę – zapewnił żeglarz. Kaczorowski przyznał natomiast, że trudno oszacować koszt remontu oraz to, jak długo trzeba będzie czekać na części.

Internetowe komentarze do tej historii są bezlitosne: „Czy ktoś pytał mnie, czy chcę wydawać moje pieniądze na taką wycieczkę?”.

Do momentu oddania tekstu do druku czekaliśmy na odpowiedź Polskiej Fundacji Narodowej na trzy zadane przez redakcję pytania: jakie wyniki regatowe miał jacht do tej pory, jaki obecnie jest stan jachtu i załogi, jakie są dalsze plany regatowe. Odpowiedź nie nadeszła. Narodowy rejs promocyjny, organizowany przez PFN, na razie balansuje na granicy kompromitacji.

Fot. materiały prasowe

Wydanie: 22/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy