Perły i plewy 2008

Perły i plewy 2008

Co w minionym roku było kulturalnym wydarzeniem, a co całkowitym nieporozumieniem? Poprosiliśmy ludzi kultury z „różnych szuflad” o krótkie wypowiedzi lub choćby tylko listę przypadków oraz wypadków

Olga Lipińska, reżyser
Perły:
Wydarzeniem dla mnie była książka Marii Janion „Niesamowita Słowiańszczyzna”. Każdy powinien ją przeczytać, choć nie jest to pozycja łatwa, lekka i przyjemna. Druga z książek to nowy tom Ludwika Stommy, „Polskie złudzenia narodowe. Księgi wtóre”, który powinien według mnie stać się lekturą szkolną, bo jest niezwykle ważny dla naszego światopoglądu, spojrzenia na nas samych. Daje nam to, czego najbardziej brakuje w wykształceniu – oświecenie i racjonalizm. Nowe książki Janion i Stommy to wydarzenia, przynoszą postęp w myśleniu, posuwają nas naprzód.
Plewy:
W telewizji programy „Przebojowa noc”. Nieprawdopodobny kit. Wmawia się ludziom, że to jest wielki musical. Kiedyś parodiowałam programy rewiowe reżyserowane przez Janusza Rzeszewskiego, wyśmiewałam w nich show o niczym, gdzie tancerki spacerują po schodach, ale rewie Rzeszewskiego w porównaniu z tymi programami zasługiwały na Oscara. „Przebojowa noc” lansuje rozrywkę bez jakiejkolwiek myśli, podobnie jak taniec na lodzie. Myślę, że tak banalnych programów telewizja publiczna nie powinna nadawać, powinna w tej dziedzinie dać sobie spokój.

Ryszard Marek Groński, literat, satyryk
Perły:
W mojej dziedzinie nie było ciekawych rzeczy. Może tylko „Ryś” Stanisława Tyma miał dosyć ambitny pomysł i zrobił jakieś punkty, parę rzeczy w nim było zabawnych, odnosiło się do naszej współczesności.
Plewy:
Pozostała tylko luka po Oldze Lipińskiej. Rządy PiS-owskie nawet Rewińskiego z Piaseckim pogoniły, a oni teraz stali się lojalni wobec tamtej władzy. Kabaretu Pietrzaka programowo nie oglądam.

Agata Passent, publicystka
Perły:
Co mi się bardzo podobało w 2007 r.: cała działalność wystawiennicza Galerii aTAK (szczególnie wystawa Fangora i Nachta-Samborskiego), Galerii Zderzak (wystawa „Lista płac”). Świetne koncerty w studiach radiowych PR im. Lutosławskiego i Osieckiej. Koncert zespołu Take Six w ramach Jazz Jamboree, „Opowiadania dla dzieci” Singera w Teatrze Narodowym, „Akademia Pana Kleksa” w Romie, „Chlip hop” w Ateneum, wystawa „Desenie” Zofii Kulik w galerii Le Guern, wystawa Edwarda Burtyńskiego w Yours Gallery, płyty Kasi Nosowskiej i Gabrieli Kulki.
Praca „Dotleniacz” J. Rajkowskiej w przestrzeni Grzybowa w Warszawie.
Zdjęcia Adama Bajerskiego do filmu „Sztuczki”.
Plewy:
Staram się nie tracić czasu na plewy w kulturze, więc wielu nie znam.
Słaba i wielce przereklamowana była retrospektywa W. Sasnala w Zachęcie.
Kompromitujące tempo prac i afera wokół konkursu na budynek Muzeum Sztuki Współczesnej przy pl. Defilad w Warszawie. Reforma na gorsze programów radiowej Dwójki, Jedynki i Biski. Zepchnięcie całej kulturalnej misji do TVP Kultura, która to telewizja nie ma budżetu na jakiekolwiek nowe produkcje i jest niedostępna dla szerokich mas odbiorców. W efekcie nie da się w telewizji publicznej zauważyć transmisji z najnowszych premier operowych, koncertów symfonicznych itd. Festiwal Pianistów Jazzowych – pomysł znakomity, ale program i promocja pozostawia wiele do życzenia… Polski film niezmiennie od kilku lat.

Kazimierz Kutz, reżyser, poseł PO
Perły:
Bogdan Zdrojewski, obecny minister kultury, wielkie szczęście dla środowisk artystycznych w Polsce. Nic lepszego nie mogło nas spotkać, właściwy człowiek na właściwym miejscu. Ojciec Wrocławia. Ujawnił wielki talent menedżera, ma wspaniałą biografię. Zachował rzadki u urzędnika ogień, lubi kulturę i będzie mógł tyle zrobić, na ile go wesprze racja stanu.
Plewy:
Generalnie mam zastrzeżenia do tego, że z powodu zaniechania mecenatu państwa w stosunku do teatru i filmu, do czego ludzie się przyzwyczaili w czasach PRL, następuje ich deprecjacja. 60% środków resortu kultury jest w dyspozycji samorządów, a one dbają tylko, by istniejące placówki utrzymać. I te wielkie obiekty teatralne istnieją, ale unikają dużego repertuaru z uwagi na koszty. W niektórych miastach, np. w Opolu, są wielkie teatry, ale w zasadzie stoją puste. Życie toczy się głównie na małych scenach, jakby familijnie w czasach stanu wojennego. Powstają spektakle kameralne w ubogiej przestrzeni scenicznej i aktorskiej. Polski teatr w pełnym wymiarze usycha jak drzewo. Reżyserzy chcą, by ich spektakle były tanie, ale po różnych imprezach do gmachu wprowadza się wykwintne restauracje, handluje się budynkiem teatru, organizuje bankiety i konferencje. Podobnie w filmie. Kręci się produkcje niskobudżetowe i nie sposób rozwinąć skrzydeł. Po Kawalerowiczu zostanie kilka wielkich filmów, a co zostanie za 20 lat po tych dzisiejszych 40-latkach? A przecież najważniejszym poświadczeniem naszej oryginalności będzie sztuka.

Roman Pawłowski, krytyk teatralny, „Gazeta Wyborcza”
Perły:
„Anioły w Ameryce”, wielkie, epickie przedstawienie Krzysztofa Warlikowskiego według sztuki Tony’ego Kushnera (TR Warszawa). Gorzka opowieść o moralnym kryzysie zachodniego świata, o samotności w społeczeństwie, zbudowanym na strachu i karierze, tłumionych pragnieniach i podwójnej moralności, religii, która zmieniła się w pusty rytuał, i polityce, opartej na kłamstwie i zastraszaniu. Świetny, polityczny teatr, który trafił na swój moment: apogeum zakłamanych rządów PiS, ale daleko go przekracza.
„Albośmy to jacy tacy” – widowisko Piotra Cieplaka na motywach „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego (Teatr Powszechny, Warszawa), dotkliwy portret podzielonego, skłóconego polskiego narodu, który po raz kolejny w swojej historii marnuje szansę. Celowo przerysowane, miejscami chaotyczne i wykrzyczane, przedstawienie Cieplaka uderzyło w sam środek polskich grzechów i zaniechań, religijnej obłudy, agresji, nienawiści do obcych, wynoszenia się ponad inne narody. Tego wszystkiego, co w czasie ostatniego roku, pod rządami narodowo-katolickiej koalicji przybrało patologiczne formy. Teatralna publicystyka wysokich lotów, której znaczenie wykracza poza teatr.
Plewy:
Afera w warszawskim Teatrze Powszechnym – anonimowy donos do prasy na kierownika literackiego Teatru Powszechnego, który obraził patrona teatru, Zygmunta Hübnera, wywołał wściekłą reakcję konserwy teatralnej, części artystów i prawicowych recenzentów, którzy wykorzystali skandal do walki z całym nowym teatrem. W atmosferze nagonki prasowej do dymisji podał się szef artystyczny teatru Remigiusz Brzyk, a szpalty konserwatywnych dzienników jeszcze przez kilka miesięcy ociekały błotem, którym obrzucano wszystkich twórców młodej generacji, od Mai Kleczewskiej i Jana Klaty po Michała Zadarę i Przemysława Wojcieszka. Czkawką po tej akcji była próba wyrzucenia z wrocławskiego Teatru Polskiego nowego szefa Krzysztofa Mieszkowskiego, zorganizowana przez miejscową konserwę, na szczęście nieudana.

Igor Stokfiszewski, krytyk, „Krytyka Polityczna”
Perły:
Książki: 1. Michał Witkowski „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej, 2. Mariusz Sieniewicz „Rebelia”, 3. Paweł Demirski, „Śmierć podatnika”.
Wspólnie uzasadniam. W dziedzinie prozy i dramatu wszyscy ci autorzy mówią jednym głosem o potrzebie zerwania kagańca z wyobraźni zamykającego nas w okowach demokracji liberalnej na rzecz fantazji o społeczeństwie, którego nie jesteśmy w stanie wymyślić. Wszyscy trzej zachęcają do tego poprzez pójście w kierunku nieoczekiwanym w sztuce zaangażowanej, w kierunku groteski i gry językiem, a nie przedstawiania rzeczywistości.
Plewy:
Martwi mnie to, co Piotr Śliwiński nazwał „dehnelizacją” od nazwiska Jacka Dehnela, autora „Lali” czy „Rynku w Smyrnie”. Chodzi o proces zwracania się literatury w kierunku tradycyjnych narracji, czy w poezji tradycyjnych form wierszowanych, w celach zarówno uspokojenia nastrojów społecznych, jak i dla czystej przyjemności. W konsekwencji jest to ruch typowo prorynkowy. Przedstawicielem tego nurtu jest nie tylko Jacek Dehnel, ale także ikona poezji Tomasz Różycki.

Andrzej Żuławski, reżyser
Perły:
1. Sukces Sasnala, nieco ironicznie, bo to także największy obciach.
2. Wycofanie się Manueli Gretkowskiej z Partii Kobiet.
3. Projekt stadionu na Euro 2012, który totalnie sparaliżuje kulturalną Saską Kępę i nie tylko.
4. Felietony Macieja Rybińskiego w „Dzienniku”, który, co zdumiewające, nie przełożył marynarki na lewą stronę, co inni zrobili natychmiast po wyborach.
5. Nieco swobodniejszy ton w dziennikach telewizji państwowej, bo inny wiaterek wieje, ale wychodzi straszny zakalec.
Plewy:
Lista koszmarków jest długa. Jako wydarzenie numer jeden wypromowano „Dzienniki” Jarosława Iwaszkiewicza, ale są czymś mdłym, mętnym i niezmiernie niemądrym świadectwem. O generalnym stanie literatury świadczą nagrody NIKE. Kolejny koszmarek to projekt muzeum sztuki współczesnej, płaskie paskudne pudełko w miejscu, w którym powinno stać coś bardzo frapującego. Pani prof. Jadwiga Staniszkis myląca się na każdy temat, ale z niesłabnącym tupetem udowadniająca, że jest odwrotnie. Nelly Rokita za jej… kapelusze. Śmieszy mnie Piotr Rubik, nieustępliwy muzyczny grafoman, szukający pretekstu w kościele. No i Sasnal wydobyty na mistrza świata w malarstwie.

Krystyna Kofta, pisarka, publicystka
Perły:
Wybór jest trudny ze względu na miałkość naszego życia kulturalnego i brak wyrazistych kryteriów. Nadmuchane wielkości konkurują z niedocenianymi i wygrywają ze względu na poparcie potężnych mediów. Może więc perły należą się tym, których się nie docenia. Perła dla Filharmonii Narodowej za sprowadzanie wybitnych solistów i orkiestr, w szczególności zaś za koncerty muzyki dawnej.
Perła dla Adama Pomorskiego za świetne przetłumaczenie po raz pierwszy w Polsce całości poezji Thomasa Sterna Eliota „W moim początku jest mój kres”.
Dla Tadeusza Różewicza za całokształt, za poezję, do której wciąż się wraca.
Dwurnikowi za oswajanie profanów ze sztuką.
Plewy:
Plewy rozplewiły się tak bardzo, że nie warto ich wymieniać i popularyzować w kraju artystycznych chałtur pokazywanych na okrągło na małych i dużych ekranach, gdzie wokalistą jest ktoś, kto śpiewa karaoke, a pisarzem zostaje każdy, kto napisze książkę. Tylko 10% ludzi uważa książkę za dobry prezent, a statystyczny Polak czyta pół książki rocznie. Musimy się pogodzić z tym, że elity są małe, a kulturą rządzą masy. Spełnił się czarny sen socjalizmu: teraz kultura jest masowa.

Krzysztof Teodor Toeplitz, publicysta, medioznawca
Perły:
Książka Ludwika Stommy „Polskie złudzenia narodowe” oraz „Dzienniki” Jarosława Iwaszkiewicza. Książka Jarosława Marka Rymkiewicza „Wieszanie”, niesamowicie bowiem opisał nieznane epizody insurekcji kościuszkowskiej – wieszanie zdrajców w Warszawie. Podobała mi się nowa galeria malarstwa aTAK na Krakowskim Przedmieściu, a w niej dwie świetne wystawy: Fangora i abstrakcyjnych obrazów Nachta-Samborskiego. Znakomita była też wystawa w Centrum Sztuki Współczenej w Zamku Ujazdowskim „Od Le Corbusiera do blokersów”.
Plewy:
Wszystkie sztuki teatralne, których autorzy i reżyserzy podszywają się pod tytuły i nazwiska np. Mickiewicza, Wyspiańskiego, Gombrowicza i innych, ukrywając własne niedołęstwo i psując reputację wielkim autorom. Wymienię też dwie pozycje moim zdaniem przereklamowane i przesadnie uhonorowane, wystawę Wilhelma Sasnala i film Wajdy „Katyń”.

Bartosz Żurawiecki, publicysta, „Film”
Perły:
Po stronie Pereł postawiłbym na pewno Danutę Szaflarską – zarówno za wspaniałą długoletnią karierę, nieprzemijające piękno wewnętrzne i zewnętrzne, jak i świetną rolę w „Pora umierać”. Także „Anioły w Ameryce” Warlikowskiego, czyli udane i frapujące przeniesienie w polskie realia modnego amerykańskiego tekstu.
Plewy:
Cóż, tyle ich było. Jak zwykle – medialne zgiełki wokół kolejnych gwiazdeczek i ich wygibasów we wszelkich możliwych scenografiach. Oraz nieustający proces przemiany telewizji publicznej w parafialną, czego apogeum mieliśmy chociażby w czasie świąt, gdy katolicki lukier dosłownie spływał z ekranu, a kolędy śpiewali nawet hip-hopowcy i… Cezary Kosiński.

Leszek Żuliński, krytyk literacki
Perły:
Z pereł artystycznych roku 2007 interesują mnie wyłącznie perły literackie – jestem kiepskim konsumentem innych dziedzin sztuki.
Perłę w kategorii „starej prozy” przyznaję Zbigniewowi Dominie za ostatnią część jego trylogii syberyjskiej pt. „Tajga. Tamtego lata w Kajenie”. To wspaniała epopeja o tamtym pokoleniu Polaków, wywiezionych na Wschód i przeżywających największą gehennę narodowego wygnaństwa. To wielka, mądra, wstrząsająca i piękna literatura, a w zasadzie jej podzwonne, ponieważ ten typ prozy odejdzie wraz z pokoleniem Zbigniewa Dominy.
Proza młodsza to dla mnie przede wszystkim dwie książki. Anny Janko „Dziewczyna z zapałkami”, osobliwy pamiętnik intelektualny kobiety żyjącej pomiędzy książkami a rzeczami i walczącej o swój „ustrój duchowy” – książka wspaniała. Oraz Michała Witkowskiego „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” – rzecz o taniej, tandetnej, lichej, moherowo-drelichowej i geszefciarsko-bazarowej Polsce, która duchowo podmywa brzegi wszystkiego, co lepsze. Wierzę w ten język prozy i w ten typ „kulturowej demaskacji”. To jest nam niezbędne w czasach PiS.
Poezja. Jak wino dojrzała poezja dawnego pokolenia „Współczesności” i „Hybryd” – Boczkowskiego, Gąsiorowskiego, Śliwonika, Waśkiewicza, Wawrzkiewicza, a z młodszych wyjątkowo świetny tom wierszy pt. „Czuły nóż” Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej – mało zauważone arcydziełko!
Plewy:
W literaturze, którą tak chwalę – plew całe mnóstwo. Najczęściej tzw. czytadła, literatura masowa, „kobieca”, ale i takie książki jak Agaty Tuszyńskiej „Ćwiczenia z utraty”, w której autorka opisała śmierć bliskiej sobie osoby w stylu żałośnie tandetnym emocjonalnie i intelektualnie. Wszystko na sprzedaż – za taniochę!
Myślę jednak, że plewy życia zasypały plewy sztuki.
Złote Plewy za całokształt przyznaję Jarosławowi Kaczyńskiemu! Był bezkonkurencyjny i żenująco interdyscyplinarny.
A ponadto: Leszkowi Długoszowi za usiłowanie zostania senatorem PiS, Przemysławowi Gintrowskiemu za podpisanie listu w obronie CBA, Janowi Pietrzakowi i Andrzejowi Rosiewiczowi za kicz, serwilizm i głupotę estradowo-kabaretową. Oraz Marcinowi Wolskiemu i Markowi Majewskiemu za wenę sięgającą bruku. Oni są w końcu w swoim domu!

Dorota Szwarcman, krytyk muzyczny, „Polityka”
Perły:
Pereł było sporo. Na pewno dwa festiwale w Krakowie, wielkanocny Misteria Paschalia i jesienny Sacrum Profanum. Oba organizowane przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Wydarzeniem wielkiej klasy była premiera „Króla Rogera” Karola Szymanowskiego w Operze Wrocławskiej.
Plewy:
To głównie sezon warszawskiej Opery Narodowej. A na czele „Krakowiacy i górale” jako rekord chałtury.
Wiele zmian w Programie II Polskiego Radia odbieram na minus. Za bardzo kościółkowo się zrobiło, wielu zaś światłych ludzi zwraca uwagę, że teraz jest za dużo gadania w tej Dwójce. Nowa ramówka wcale nie jest lepsza od poprzedniej.

Waldemar Dąbrowski, b. minister kultury
Perły:
Czas nie był dla kultury nadzwyczajnie łaskawy, ale wyróżniłbym samo powstanie filmu Andrzeja Wajdy „Katyń”, które przyniosło satysfakcję, że zamyka się okres narodowej traumy, a i sam film jest ważny w dorobku najwybitniejszego polskiego reżysera. Także wystawa Wilhelma Sasnala jest sukcesem pokazującym, jaką pozycję osiągnął ten artysta na arenie międzynarodowej, a dawno tak spektakularnej kariery żaden Polak nie zrobił. Warto wspomnieć o Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej Symfonia w Akademii Muzycznej w Katowicach, w którym jest sala koncertowa, biblioteka i czytelnia, laboratorium dźwięku, sala do zajęć terapeutycznych, pracownia komputerowa, bufet studencki. Dzięki temu centrum mamy najpiękniejszą Akademię Muzyczną w Europie.
Plewy:
Planowane na grudzień tego roku oddanie nowego gmachu Opery Krakowskiej nie doszło do skutku. Opera przez kilkadziesiąt lat nie miała swej siedziby, ale wykazała się niezdolnością do ukończenia inwestycji i nie sądzę, by brak funduszy był tutaj głównym powodem.

Jan Klata, reżyser, dramaturg
Perły:
1. Ostatni odcinek ostatniej serii „Rodziny Soprano”. Arcydzieło.
2. Mnóstwo znakomitych płyt, nagranych zarówno przez debiutantów, jak i uznanych twórców. m.in.: Burial, M.I.A., Battles, Pram, Bat For Lashes, Robert Wyatt.
3. Tadeusz Kantor na DVD!
Plewy:
1. Choroba wściekłych polityków zaatakowała polski teatr. Niestety, to nie, pożal się Boże, politycy padają jej ofiarą, ale znakomici bądź przynajmniej obiecujący dyrektorzy teatrów. Najpierw ze stanowiska szefa Opery Narodowej wyrzucono Mariusza Trelińskiego, następną ofiarą padł Remigiusz Brzyk (Teatr Powszechny w Warszawie). Teraz poważnie zagrożony jest los Krzysztofa Mieszkowskiego (Teatr Polski we Wrocławiu) i Wojtka Klemma (Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze). Zarzuty – kuriozalne. Prowodyrami tych skandalicznych ingerencji w życie kulturalne są politycy wszystkich szczebli (od ministra do radnego) oraz różnorodnych opcji.
2. Niejaka Rabczewska oraz Rubik.
3. Wtórny analfabetyzm bliźnich. Pogłębia się do depresyjnych rozmiarów.

Zebrał Bronisław Tumiłowicz

 

Wydanie: 3/2008

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy