Artyści „Mazowsza”

Artyści „Mazowsza”

Podwójny jubileusz w Zespole Ludowym Pieśni i Tańca

Kręte drogi życia przywiodły Stanisława Jopka i Witolda Zapałę do Mazowsza w tym samym 1952 r. Stanisław, syn repatrianta z Lwowa, był już doskonale przygotowanym śpiewakiem operowym o pięknym, mocnym głosie. Witold, który ciemną nocą uciekł z rodzinnego domu na podkieleckiej wsi, był tancerzem z wyobraźnią choreograficzną wykształconym przez najlepszych fachowców. Obydwu wypatrzyła Mira Zimińska-Sygietyńska i przekupiła swoim kobiecym sprytem. Stanisławowi Jopkowi, któremu „groziło wojsko”, powiedziała krótko: – Wybieraj! Albo służba w armii, albo Londyn? (bo właśnie do Anglii zespół miał jechać niebawem z koncertami). Witoldowi Zapale pani Mira, którą do dziś artyści wspominają z największym uznaniem i miłością, powierzyła od razu

stanowisko tancerza solisty,

a zaraz potem skłoniła do przygotowania z baletem układu tańców rzeszowskich.
Ale oprócz kuszenia stanowiskami i apanażami Mazowsze miało i inne, o wiele silniejsze zachęty – cudowną muzykę tkwiącą głęboko korzeniami w rodzimym folklorze i opracowaną w genialny sposób przez Tadeusza Sygietyńskiego. Pieśni i tańce ludowe twórca Mazowsza zaaranżował tak, aby mogły spodobać się każdemu i skłonić do nucenia melodii nawet najbardziej „słoniowe ucho”, a co dopiero wrażliwych na dźwięk i rytm bardzo muzykalnych młodych chłopców.
Stanisław Jopek usłyszał raz na koncercie w karolińskim parku piosenkę „Nocka szumiała” i łzy, które wywołała ta melodia,

przywiązały go do Mazowsza

na trwałe. Witoldowi Zapale największych wzruszeń dostarczała słynna bandoska „Zachodzi słoneczko”. Zresztą każda melodia z repertuaru koncertowego urzekała ich swoim pięknem, dawała szczęście i umacniała poczucie dumy.
Kiedy obaj artyści przysięgli Mazowszu wierność, mogli otrzymać w darze inne bezcenne skarby. Śpiewający solista Jopek poznał w zespole najpiękniejszą dziewczynę swego życia, Marię Stankiewicz, i poprosił ją o rękę. Ale nawet gdy się już pobrali, Stanisław przychodząc na próbę, mówił do żony Marii: „Dzień dobry”, bo w ten sposób witali się zawsze członkowie zespołu przed pracą. Od Miry Zimińskiej otrzymał jeszcze jeden wartościowy prezent – piosenkę „Furman”, która przyniosła mu sławę w kraju i za granicą. Do melodii zaczerpniętej przez Sygietyńskiego z Kolberga dodano 11 zwrotek ostrej satyry na władze, na Polaków, na gospodarkę itd. Artysta niekiedy zastanawiał się, czy cenzura nie przyczepi się do słów „Furmana” i śpiewał zwykle tylko trzy zwrotki. Ale gdy publiczność żądała bisów, odważnie posuwał się dalej. Gdy śpiewał z ogromnym temperamentem kolejne zwrotki, wydawało mu się, że jak w dzieciństwie powozi końmi. Popędza zwierzęta, bo nie chce wpaść w oko ojcu, który nie pozwalał mu na „używanie pojazdu”.
„Koń nie prosi i nie pyta, ale twarde ma kopyta,
I jak wierzgnie, to się zdarza, to dosięgnie gospodarza. Hej, wio, hetta, wio!”.
„Furman” wywoływał zawsze wielkie owacje i towarzyszył polskiej historii na wszystkich jej zakrętach, w latach 1956, 1968, 1970, 1981, 1989. Zmieniali się „gospodarze”, ale Stanisław Jopek był niezastąpiony. Nikt nigdy mu tej piosenki nie odebrał, nikt nawet nie próbował zaśpiewać w zastępstwie.
Witold Zapała nie stał się tak sławny jak jego śpiewający kolega, bo kariera tancerza trwa krócej, zaś praca choreografa jest mniej eksponowana. Ale to właśnie on stał się twórcą większości tańców Mazowsza. Zawsze starał się dopasowywać układy taneczne do muzyki, dodawał nowe figury, ale tak, by – jak sam mówi – „nie przekroczyć bariery dziwności”. Mimo klasycznego wykształcenia baletowego, nigdy nie sprzeniewierzył się specyfice zespołu, nie włączał do układów figur z tańca klasycznego ani nowoczesnego. Za najtrudniejsze, wymagające największej sprawności fizycznej od mężczyzn uważał zawsze tańce góralskie. Natomiast w tańcach dla par pod względem stopnia trudności

bezsprzecznie króluje oberek,

który wymaga od tańczących dyspozycji wręcz akrobatycznych.
Mazowsze zawsze tańczyło znakomicie dzięki ogromnej, codziennej pracy. Do niedawna podstawowym problemem było przystosowanie do wymogów zespołu tańczącej młodzieży wykształconej na wzorach klasycznych w szkołach baletowych. Teraz, kiedy państwo już nie dotuje kultury, wraca się do metody stosowanej po wojnie przez samego Sygietyńskiego – Mazowsze przyjmuje młodzież bez wykształcenia baletowego.
– To nawet czasem wychodzi na korzyść – mówi Witold Zapała – bo chłopcy i dziewczęta nie są skażeni klasycznymi wzorami, nie mają jeszcze baletowej maniery. Nauce tańców trzeba jednak poświęcić więcej czasu, nawet w święta i urlopy. Ostateczny efekt musi być przecież jak najbliższy ideałowi, wzorcowi, który stworzyło małżeństwo Tadeusz Sygietyński i Mira Zimińska.


Stanisław Jopek i Witold Zapała wspólnie obchodzą 50-lecie pracy artystycznej w Mazowszu, zaś specjalny koncert galowy 23 kwietnia w Teatrze Wielkim w Warszawie będzie zarazem benefisem dla Pierwszego Furmana Rzeczypospolitej i Szefa Polskiej Choreografii.

 

Wydanie: 15/2002

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy