Co pięć lat nowe pokolenie publiczności

Co pięć lat nowe pokolenie publiczności

Warszawa 16,09,2016 r, Tadeusz Wielecki - kompozytor i kontrabasista. Dyrektor - festiwal - Warszawska Jesien. fot.Krzysztof Zuczkowski

Podstawowe kryterium Warszawskiej Jesieni to nie dopuszczać muzyki niższych lotów Tadeusz Wielecki – (ur. 1954) kompozytor i kontrabasista, odchodzący dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień, przez 18 lat odpowiadał za przebieg imprezy. Muzyka kojarzy się z nutami, czyli partyturą. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu utwory zgłaszane na festiwal oceniano na podstawie partytury. A teraz? – Obecna Jesień jest już 59. Minęła cała epoka od pierwszego festiwalu, a co za tym idzie, nastąpiła duża zmiana w sposobie pracy komisji programowej. Ja po raz pierwszy zasiadałem w tym gremium w roku 1993. Korzystało się wówczas z nagrań, lecz podstawą były partytury. Innym źródłem wiedzy o utworach były ich wykonania koncertowe. Członkowie komisji bywali na zagranicznych festiwalach, odwiedzali ośrodki muzyczne, przywozili stamtąd partytury, nagrania, no i dzielili się wrażeniami. Partytury się czytało, oglądało, czasami ktoś siadał do fortepianu i grał jakiś fragment. Robił to chętnie np. Jerzy Maksymiuk. To wszystko dawało jakiś pogląd. Od tego czasu nastąpił jednak wielki postęp techniki i technologii nagraniowej, a także telekomunikacji i przesyłania muzyki. Komisja nadal wymaga nadesłania partytury, ale dziś pierwszy kontakt z utworem to częściej słuchanie nagrania audio lub wideo. Nie są już nawet potrzebne płyty z nagraniami. Kompozytor lub wydawca przesyła pocztą elektroniczną linki do zarejestrowanego dzieła i komisja odsłuchuje utwór przez wysokiej klasy głośniki. Dawniej komisja programowa podlegała naciskom, zdarzały się pretensje, że dany utwór nie znalazł się w repertuarze Warszawskiej Jesieni. Czy pan też ma skrzynkę skarg i zażaleń? Przez 18 lat chyba coś się uzbierało? – Nie mam takiej skrzynki. Wiem oczywiście, że niektórzy bywali zawiedzeni, bo ich kompozycje nie znalazły się w programie. Organizatorem festiwalu był i nadal jest Związek Kompozytorów Polskich, wydawałoby się więc, że jego członkowie powinni mieć możliwość wykonania swoich utworów podczas Warszawskiej Jesieni. Jednak ma ona charakter międzynarodowy i powinna prezentować interesujące, charakterystyczne dla danego czasu nowości muzyczne. Jej profil wymaga wybierania kompozycji wynikających z postaw modernistycznych, poszukujących nowych dróg w muzyce. Twórczość członków ZKP jest regularnie prezentowana na innych festiwalach i koncertach. Nasza komisja programowa musi mieć swobodę i niezależność. Jej skład jest zresztą zatwierdzany przez Zarząd ZKP w głosowaniu tajnym i nawet prezes nie może tutaj niczego nakazać. To festiwal tworzony pro publico bono, a nie jako impreza środowiskowa. Dlatego selekcja jest konieczna. A jej kryteria? – Podstawowe to nie dopuszczać muzyki niższych lotów. Być może poszczególne decyzje repertuarowe są okryte tajemnicą, ale 24 koncerty powinny dawać kompetentny i reprezentatywny przegląd najnowszej twórczości. Nie ma jednolitej recepty na przekonanie komisji, że konkretny utwór się nadaje. Wybiera się np. kompozycje, które jakoś pasują do ogólnego hasła, idei, którą przyjmujemy na dany festiwal. W tym roku takim hasłem jest opera. – Hasło „W oparach opery” może jest zabawnie sformułowane, ale oddaje istotę rzeczy. Chcemy pokazać na przykładzie najnowszych dzieł, że opera nie stała się gatunkiem anachronicznym, jakimś przeżytkiem, że wciąż pozostaje zjawiskiem żywym. Opera współczesna ma się bardzo dobrze. Wielu kompozytorów je pisze, są zamawiane i wystawiane. W operze koncentrują się interesujące poszukiwania, eksperymenty. Dotyczy to muzyki i samego śpiewu, który jest zasadniczym środkiem wyrazu w operze. Na przykład bohater tego festiwalu Salvatore Sciarrino, który ma na koncie niemal 20 oper, stworzył oryginalny styl wokalny – ornamentalnej mowy, przełamując stereotypowe śpiewanie XIX-wiecznej opery. Opera ponadto daje niewyrobionemu odbiorcy dogodniejsze możliwości kontaktu z muzyką współczesną, ponieważ jest też teatrem. Koncert samej muzyki stanowi często wyzwanie dla takiego słuchacza, a opera to jednak widowisko. Także opery polskie? – Oczywiście. Są aż cztery. „Czarodziejska góra” Pawła Mykietyna, która nie miała jeszcze warszawskiej premiery, „Aaron S” Sławomira Wojciechowskiego, współautorstwa m.in. Krzysztofa Cybulskiego – programisty, twórcy software’u i konstruktora instrumentów, „Milcząca rybka” Jarosława Siwińskiego, prezentowana w ramach Małej Warszawskiej Jesieni, oraz „Memoopera” Marty Śniady skomponowana na podstawie memów internetowych wybranych w konkursie rozpisanym wśród młodzieży, co sprawia, że jest

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 39/2016

Kategorie: Kultura