Piosenki Gawędy śpiewa czwarte pokolenie

Piosenki Gawędy śpiewa czwarte pokolenie

Gawęda istnieje, choć nie ma siedziby, a pamiątki, rekwizyty i kostiumy leżą w piwnicy

Ostatnia sierpniowa niedziela. Upał. Na plaży setki ludzi, w wodzie dziesiątki. Na brzegu podwarszawskiego zalewu grupa dzieci. Trochę egzotyczna – od drobnej blondyneczki do wyrośniętych dziewczyn, a z nimi rudy pies na smyczy. Obserwuję gromadę i w głowie pojawia się piosenka: „A ja mam psa, a ja mam psa, przyniosłam go z podwórza, a ja mam psa, małego psa, dla niego jestem duża”. Skąd ja ją znam? Kobieta o kasztanowych włosach trzyma drugi koniec smyczy. Uśmiecha się. – Czy pani się orientuje, skąd są te dzieci? – pytam. – Z Gawędy, to nasze nowe dzieci – odpowiada. – To Gawęda jeszcze istnieje – jestem zdziwiona?

Gawęda. Legenda. Tradycja. Perfekcjonizm. Praca. Zabawa. Występy. Wyjazdy. Sława… Zespół działa 67 lat. W najlepszym okresie miał pod opieką 600 członków. Przez 65 lat był prowadzony przez Andrzeja Kieruzalskiego, aż do jego śmierci. Barbara Wąsik, kobieta o kasztanowych włosach, jest zaskoczona, kiedy mówię o reportażu. – A gdzie były media, kiedy Gawędę wyrzucano z Pałacu Młodzieży? – pyta. Bo ma żal, że 12 lat temu nikt nie pomógł twórcy zespołu. Ale potem przychodzi refleksja. – Może nasze spotkanie to nie przypadek? Może przyprowadził panią Andrzej Kieruzalski? – zastanawia się. Może.

Od teatrzyku okupacyjnego

Gawęda powstała 13 października 1952 r. Andrzej Kieruzalski stworzył ją w Domu Harcerza na warszawskim Targówku. Początkowo była teatrem lalek, a potem rozszerzała repertuar o piosenki i taniec. To pierwszy polski zespół dziecięcy, który miał choreografię do każdej piosenki. Sam Kieruzalski był osobą niezwykłą. Bo trzeba być kimś takim, aby w wieku 14 lat organizować w czasie okupacji przedstawienia lalkowe dla dzieci. Kiedy wybuchło powstanie warszawskie, Andrzej Kieruzalski brał w nim udział jako członek Szarych Szeregów. Było więc oczywiste, że po wojnie nie pozostanie bezczynny. Że będzie się starał prowadzić działalność służącą dzieciom, by mogły powiedzieć, że miały szczęśliwe dzieciństwo.

W 1955 r. Kieruzalski z Gawędą został zaproszony do otwierającego się w tym czasie Pałacu Młodzieży w gmachu PKiN, a od 1957 r. Gawęda to 170. Warszawska Drużyna Harcerska, która po pewnym czasie otrzymała tytuł Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego ZHP. Gawęda wychowała ponad 16 tys. dzieci, a swoimi piosenkami zaraziła cztery pokolenia. Ma na koncie liczne widowiska, płyty, koncerty w kraju i za granicą. Zespół był niemal we wszystkich stolicach w Europie, a także w USA, w Kanadzie, na Kubie, w Australii, na Tajwanie i w Japonii. Stał się ambasadorem Polski.
Nowych traktuje się ulgowo

Kogut ma kilkadziesiąt lat, może nawet około sześćdziesiątki. Był od zawsze na obozach Gawędy. Pieje przeraźliwie o godzinie siódmej, a jego głos roznosi się po hotelowym korytarzu. I za chwil kilka na korytarz wybiega z pokojów zaspana gromadka. 15 dziewczyn, trójka chłopaków. Ustawiają się według wzrostu. Mówią instruktorkom dzień dobry i przy piosence rozgrzewkowej, tak jak kogut niemłodej, biegiem ruszają na gimnastykę, na łąkę obok hotelu. Instruktorka Weronika na ramieniu ma głośnik, z którego płyną najnowsze przeboje.

Większość zamiast strojów do gimnastyki ma pidżamy. Szefowa Gawędy Barbara Wąsik, zwykle bardzo rygorystyczna, uznała, że nowicjuszom można trochę odpuścić. W strojach gimnastycznych są jedynie najstarsze: 14-letnia Blanka i 13-letnia Zofia, wiadomo, już prawie kobiety. Ćwiczenia to nie udawanie, Weronika komenderuje i pilnuje, by nikt się nie obijał.

Przed laty do Gawędy można było wstąpić od dziewiątego roku życia. Teraz – jak mówi Barbara – dzieci szybciej się rozwijają i już pięciolatki są w stanie opanować proste choreografie. Dlatego wiek obniżono do pięciu lat. Najmłodsza na sierpniowych warsztatach Cheyenne-Blue ma właśnie tyle. Jej imię oznacza Niebieskie Dziecko Słońca, ale wszyscy mówią do niej po prostu Blue. Niebieska dziewczynka wcale nie jest debiutantką – pierwszy kontakt z zespołem miała w wieku trzech lat. Troszkę po znajomości, bo jej mama jest wychowanką Gawędy.

Blue jest już gotowa na śniadanie. Tuli gawędowego misia, którego dostaje się, kiedy przychodzi się do zespołu. Ale jest to miś mamy, w koszulce z logo z 1997 r. Swojego Blue oddała na tegoroczną aukcję WOŚP. Te misie są trochę dziecinne, ale tu nikt, nawet Barbara, nie wstydzi się, że w duszy jest trochę dzieckiem. 12-latka Ola brunetka i 11-latka Ola blondynka mieszkają w jednym pokoju, bo są przyjaciółkami. Nawet ubierają się podobnie. Teraz ścielą łóżka i układają na nich swoje misie. Obie, jak pozostałe dzieci, mają nadzieję, że wkrótce dostaną T-shirty z logo Gawędy, ich miśki też – to znak, że są członkami zespołu.

Michał – siedem lat i Dawid – dziesięć lat są braćmi. Mieszkają w pokoju z dziesięcioletnim Cyprianem. Są jak ogień i woda. Cyprian wydaje się stateczny i wyciszony, za to bracia są jak iskierki: buzie im się nie zamykają, bez przerwy opowiadają niestworzone historie. Dziewczynki mają zasady surowsze niż chłopcy. Po pierwsze, na posiłki muszą zakładać spódniczki albo sukienki. Po drugie, każda musi rozczesać długie włosy i zawiązać je w koński ogon na wysokości ucha. A w tym ogonie muszą się znaleźć wszystkie włosy, gładko zaczesane, bez grzywki. Blanka ma dwa pasma z przodu puszczone luzem. Źle. Ola blondynka ma grzywkę. Źle. Ida wprawdzie ma ogonek, ale nieduży, z włosów rosnących na czubku głowy, bo te poniżej są mocno przystrzyżone. Może zanim odrosną, będzie sobie radzić tak jak przed laty Marietta, której babcia na egzamin do Gawędy przypięła treskę, uważając, że ma za krótki koński ogon.

To dopiero trzeci dzień pobytu w ośrodku Rewita Rynia nad Zalewem Zegrzyńskim, a jaka zmiana w dzieciach. Barbara mówi, że pierwszego dnia były jak huragan, próbowały się przekrzykiwać i ścigać na korytarzach. Przed wyjazdem dowiedziały się: jemy wszystko i na dodatek w ciszy. Ale to nie było proste do wyegzekwowania. Podczas posiłków, serwowanych w postaci szwedzkiego stołu, muszą nakładać tyle, ile zjedzą (zawsze można wrócić po dokładkę). Teraz to już inne dzieci – na posiłek idą razem, spokojnie; mijając recepcję, mówią dzień dobry i uśmiechają się. Kiedy dziewczęta z kimś się witają, dygają jak za dawnych czasów, chłopcy kłaniają się w pas. Cała osiemnastka spokojnie nakłada sobie śniadanie. Nikt nie zaczyna jeść, dopóki najstarsza osoba nie powie smacznego – to też gawędowy rytuał. Dziś to przywilej Barbary.

Szykuje się dzień wypełniony pracą. Na początek trening układów choreograficznych z Weroniką na tarasie. Dziewczynki zmieniają spódnice na legginsy. Dziś układ do piosenki „Gramy w kolory”: „Czarne przegrywa! Kolor wygrywa! W kolory grajmy dziś!”. Słowa napisała Wanda Chotomska, która stworzyła dla Gawędy ponad sto tekstów. Barbara uważa, że są mądre i aktualne, bo mówią o zjawiskach, rzeczach i wartościach ponadczasowych.

– Pająk, motylek, syrenka – padają z ust Weroniki nazwy figur, a dzieci do współczesnej muzyki wykonują układy, które zdążyły poznać poprzedniego dnia. Ida wstydzi się występować publicznie. Denerwuje się też, że popełnia błędy w choreografii. Dlatego podchodzi do fotoreportera i prosi, by nie było jej na zdjęciach. Pozostałe dzieci nie przejmują się pomyłkami. Nie spodziewały się, że zanim zaczną karierę w Gawędzie, już przeżyją pierwszy kontakt z prasą. I widać, że bardzo je to cieszy.

Mama z ręką na pulsie

Jak trafiły do Gawędy? Zwykle pomysł podsuwała mama. Ale niemałe znaczenie miało pierwsze zetknięcie z gawędowymi dziećmi i z instruktorami w czasie 13. już Warszawskich Dni Rodzinnych w kwietniu tego roku. Tak było w przypadku Hermiony. – W internecie była informacja, że są Warszawskie Dni Rodzinne i że będzie Gawęda, więc poszłam tam z mamą – mówi siedmiolatka. – Była z nami też Zosia, moja koleżanka z zerówki, ze swoją mamą. Na tym spotkaniu z zespołem najpierw robiłyśmy bransoletki z napisem Gawęda, a potem tańczyłyśmy i uczyłyśmy się piosenki. Mnie i Zosi bardzo się to spodobało. Chodziłyśmy na zajęcia do wakacji. I namówiłyśmy rodziców, żebyśmy mogły przyjechać z Gawędą nad zalew. Jest fajnie. Cieszę się, że jestem solistką w piosence „Nie deptać stokrotek”.

14-letniej Blance również mama podpowiedziała Gawędę – i tak jak Hermiona pierwszy kontakt z zespołem Blanka miała w czasie Warszawskich Dni Rodzinnych. A 13-letnia Zofia, jej koleżanka z pokoju, przyszła do Gawędy dzięki tej samej imprezie i… młodszej siostrze. Bo to Łucja, która trenuje gimnastykę artystyczną, od kwietnia zaczęła uczęszczać na zajęcia Gawędy. Zofia kilka razy jej towarzyszyła i złapała bakcyla. – Moja siostra ma predyspozycje gimnastyczne, ja raczej wokalne – mówi.

Instruktorki są zadowolone z nowych dzieci. – One naprawdę chcą tańczyć – podkreśla Weronika, absolwentka Uniwersytetu Muzycznego na kierunku choreografia i teoria tańca. – Widać, że są pracowite i wytrwałe. Mają dużo energii i chęć do nauki.

– To bardzo ważne, że dzieci są pracowite – potwierdza druga instruktorka, Marietta. – Kiedy ja byłam w Gawędzie pod koniec lat 90., do zespołu należało 300 osób, konkurencja ogromna. Trzeba było ciężko pracować, żeby znaleźć się w tej grupie, która brała udział w występach i wyjazdach. Przychodziłam do Gawędy prawie codziennie.

Koniec zajęć z Weroniką. Dzieci rozpoczynają kurs pierwszej pomocy z ratownikiem medycznym Karolem. Każde ma szansę przećwiczyć reanimację pod okiem specjalisty na trzech różnych fantomach. Ta umiejętność może się przydać – ostatnio dziesięciolatek z Poznania uratował życie wujkowi.

Pojawiają się Iza, nauczycielka śpiewu i emisji głosu, oraz Łukasz, znany z telewizji tancerz i choreograf, który prowadzi z gawędowymi dziećmi zajęcia z tańca, ucząc układów z repertuaru Gawędy – stworzonych kiedyś głównie przez Zofię Rudnicką i Witolda Grucę – ale przede wszystkim proponując nowe choreografie. Siedem najwyższych dziewczynek pod okiem Łukasza ćwiczy układ do piosenki „Nie deptać stokrotek”. Nauczyciel nie jest zadowolony, więc trzeba powtarzać. Ale żadna z dziewcząt nie narzeka – wiadomo, że w Gawędzie wszystko musi być perfekcyjne. Pozostałe dzieci zaczynają lekcję śpiewu. – Zdmuchujemy świeczki na torcie – komenderuje Iza. – Pięć świeczek. Sześć. Siedem. Osiem…

Przerwa. Obiad. Cisza poobiednia. Znów lekcje tańca i śpiewu. I spotkanie z 18-letnią Dominiką, która przyjechała specjalnie, by pokazać pamiątki z Gawędy i opowiedzieć o zespole, w którym występowała do 2018 r. A potem jeszcze przejażdżki motorówką z Mariettą i kąpiele w zalewie. Na zakończenie dnia, jak zawsze na takich wyjazdach, wspólnie zaśpiewane „Słoneczko” i jednym głosem powiedziane dobranoc.

Murzyn zrobił swoje

Jeżeli zespół nie pojawia się w telewizji, to jakby go nie było. Gawęda w telewizji jest rzadko. W październiku obchodzi 67. urodziny. Czy będzie kamera którejś ze stacji?

Barbara ma nadzieję, że wreszcie skończą się kłopoty, które zaczęły się w 2005 r. Ówczesna dyrektor Pałacu Młodzieży Urszula Wacowska, pełniąca tę funkcję do dziś, na początku grudnia odwołała koncert bożonarodzeniowy. Uznała, że gawędowe śpiewanie jest już niemodne. Podobnie jak oberki i mazury, które zespół ma w repertuarze – tak powiedziała w wywiadzie. Andrzej Kieruzalski był zasmucony. Barbara, wtedy jego zastępczyni i instruktorka zajęć pozascenicznych, także wypowiadała się w prasie: że dzieci były rozczarowane, bo do Gawędy przychodzą nie tylko po to, by uczyć się śpiewać i tańczyć, ale także, żeby występować na scenie. Dyrektor Pałacu Młodzieży stwierdziła, że Gawęda zamknie się sama, bo chętnych jest coraz mniej, a założyciel zespołu od 12 lat powinien być na emeryturze. Ona zaś już teraz szuka nowego szefa zespołu i instruktora tańca nowoczesnego.

Jak to jest, że człowiek, który stworzył Gawędę i koncepcję „Wychowanie przez sztukę i w kontakcie z nią”, z powodu wieku stał się persona non grata? Dlaczego na siłę chciano zmieniać zespół? Plan się nie powiódł. Również dlatego, że Andrzej Kieruzalski był przewidujący i liczył się z tym, że któregoś dnia ktoś będzie chciał jego Gawędę przejąć. Miał na to swoją odpowiedź – Barbarę Wąsik, związaną z Gawędą od końca lat 60. Namówił Barbarę, by zrezygnowała z pracy nauczycielki matematyki i zatrudniła się jako instruktorka w zespole. Zaplanował, że przygotuje ją do przejęcia kierownictwa, żeby kiedy go zabraknie, zespół funkcjonował zgodnie z jego koncepcją. Mówił Barbarze, że „gdy przyjdzie taka pora”, ona będzie kierować zespołem.

W 2007 r. pani dyrektor pozbyła się Gawędy z Pałacu Młodzieży. Zespół został przeniesiony do Służewskiego Domu Kultury. Tam miał do dyspozycji jedynie salę do treningów, dostępną w określonych godzinach. Stroje i pamiątki zostały złożone w magazynach w piwnicy pod pobliskim centrum handlowym. Andrzej Kieruzalski ubolewał, że Gawęda nie ma własnej siedziby. Barbara, która po śmierci żony Kieruzalskiego była nie tylko jego współpracowniczką, ale i towarzyszką życia, twierdzi, że te wymuszone przenosiny Gawędy bardzo się odbiły na jego zdrowiu. Zmarł w maju 2017 r. Z końcem roku szkolnego pracownia, w ramach której funkcjonowała Gawęda w Służewskim Domu Kultury, zakończyła działalność. W lipcu czworo przyjaciół i współpracowników twórcy zespołu, w tym Barbara Wąsik, powołało do życia Fundację Zespół Artystyczny Gawęda im. Andrzeja Kieruzalskiego. Barbara została wiceprezesem zarządu fundacji i dyrektorem Zespołu Artystycznego Gawęda. Sale do prób fundacja wynajmowała na zasadach komercyjnych w jednym z biurowców w Śródmieściu.

– Zrobię wszystko, aby nie zawieść zaufania Andrzeja Kieruzalskiego i, zgodnie z jego wolą, poprowadzić Gawędę drogą wytyczoną przez niego – mówi Barbara. – Przygotował mnie, żebym kontynuowała jego pracę.

Siedziba

Trzy dni do początku roku szkolnego. Warsztaty dobiegają końca. O godz. 16 przyjeżdżają rodzice, żeby zobaczyć prezentację. W pakiecie jest pięć piosenek z choreografiami: „Gramy w kolory”, „Tańcz, tańcz”, „Nie deptać stokrotek”, „Duże buty” i „Czarownice”. Hermiona, która tak cieszyła się, że jest solistką w „Nie deptać stokrotek”, świetnie sobie radzi z zadaniem. W piosence „Tańcz, tańcz” jest wejście z akrobacjami. Tu nie może być inaczej – Blue stoi na ramionach Blanki i robi wygibasy. Rodzice mają oczy okrągłe ze zdziwienia.

Po pokazie gromkie brawa, a na stołach pojawiają się domowe ciasta. Spotkanie pożegnalne trwa do zmroku. Rodzice są zadowoleni i już chcą ustalić termin przyszłorocznych warsztatów, proszą o wyjazdy w czasie ferii i wakacji. Nawet nie wiedzą, że Gawęda ma zaproszenie na wyjazd w daleki świat. Nazajutrz wysyłają do Barbary SMS-y albo dzwonią, żeby jeszcze raz podziękować, powiedzieć, że dziecko jest szczęśliwe. I to jest magia Gawędy: wymaga ciężkiej pracy, wprowadza rygory, a dzieciom to się bardzo podoba.

Jeszcze w połowie sierpnia zaczęły się telefony rodziców w sprawie rekrutacji do Gawędy. Barbara odbiera codziennie co najmniej kilka. Najbardziej zdziwił ją, ale i ucieszył, telefon od jednego z ojców. Właśnie po kilku latach wrócili całą rodziną z Hiszpanii i chciałby dwie córki zapisać do Gawędy. Dlaczego? Bo dzieci w zespole są miłe, dobrze wychowane, mówią pięknym językiem. Widzieli je w ubiegłym roku w Barcelonie.

– Aby Gawęda mogła żyć gawędowym życiem, potrzebuje miejsca, swojej siedziby – przypomina Barbara. – Mamy nadzieję, że po 12 latach zespół znów będzie miał mały dom, o którym tak marzył Andrzej Kieruzalski. Dom, którego drzwi będą otwarte zawsze, nie tylko w czasie zajęć taneczno-wokalnych. Że będzie tam „gawędowy dziwny świat” – jak śpiewamy w jednej z piosenek – pełen koloru, piosenki, poezji, przyjaźni i beztroski, a młodzi ludzie poznają w tym świecie, co znaczy miłość, honor, przyjaźń, odpowiedzialność, tradycja. A także, że uwierzą w siebie, nauczą się wrażliwości na barwę, lalkę, śpiew, taniec, piękne słowo. Nauczą się odkrywać rzeczy niezwykłe w barwach codzienności, uwrażliwią na los ludzi ubogich i ciężko przez życie doświadczonych, zrozumieją konieczność szacunku dla starszych i opieki nad najmłodszymi. Mam nadzieję, że pomożemy młodym ludziom w zrozumieniu naszej historii i rozbudzimy w nich miłość do kraju i języka oraz umiłowanie prawdy w życiu publicznym i osobistym.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 37/2019

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy