Trzy pogrzeby i co dalej?

Trzy pogrzeby i co dalej?

Nie wiem, jak wypadnie Marsz Niepodległości organizowany przez prezesa Kaczyńskiego w rocznicę stanu wojennego, ale bez względu na przebieg tego zdarzenia dla mnie będzie to kondukt żałobny po zamierającym PiS. I nie chodzi tylko o problemy partyjne coraz mniej licznych zwolenników Kaczyńskiego, ale o odchodzenie do historii świata, w którym PiS i prawica nacjonalistyczna mogły zdobywać poparcie. Podziały narodowe i etniczne, do których w XIX i XX w. odwoływała się konserwatywna prawica, tracą znaczenie w kontekście globalnego kryzysu, mającego za nic granice wyznaczone na mapie politycznej w trochę innych czasach. Dlatego protest organizowany przez PiS przeciwko traceniu znaczenia państwa narodowego i wołanie na puszczy w obronie egoistycznej, nacjonalistycznej polityki zamkniętej w jakiejś sztucznej wspólnocie wydają się skrajnie archaiczne. Przypomina to działania sekty, która nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym i nie przyjmuje do wiadomości jakichkolwiek informacji o zmieniających się okolicznościach, zachodzących zmianach oraz obiektywnych procesach społecznych. Obrona twierdzy oraz szukanie wszędzie spisków i zdrajców „świętej sprawy” to typowe cechy wszelkich fundamentalistów.

Wichry historii grzebiące instytucję państwa narodowego są dziś odczuwalne bezpośrednio przez wszystkich żyjących w coraz bardziej chaotycznym ładzie społecznym. Stary porządek się wali, a zrębów nowego wciąż nie widać. Granice państw narodowych już nie chronią przed niczym. Tradycyjne armie i zasieki graniczne nie obronią przed nacierającą ze wszystkich stron presją tzw. rynków finansowych. Globalny kapitał zerwał się ze smyczy i nikt nad nim nie panuje. Wzywany do porządku nie słucha przywódców państw narodowych, lecz narzuca im skutecznie swoją wolę. I za nic nie chce przyjąć jakichkolwiek regulacji. Rządy i elity władzy bardziej martwią się o opinię tzw. rynków i agencji ratingowych niż własnych obywateli. Ci ostatni, widząc bezradność polityków i narastający chaos, chętnie zamykają się w swojej prywatności lub szukają prostych podpowiedzi, oferowanych przez różnych sprzedawców „jedynej słusznej prawdy”. Nie znajdując jednak ukojenia dla swojej niepewności ani rozwiązania realnych problemów, coraz bardziej popadają w apatię i powszechną alienację lub stają się agresywni. Państwo samo dziś rezygnuje z dawnej roli ogrodnika, który plewi wszelkie chwasty niepasujące do państwowo-narodowego wzorca. Narzucanie jedynej właściwej ideologii przestało być ambicją państwa. Tym, co mu pozostało, jest obrona resztek „porządku” potrzebnego do swobodnego przemieszczania się biznesu i nieskrępowanej ekspansji tzw. rynków finansowych.

Wraz z państwem narodowym kryzys systemowy przeżywa kapitalizm. Jego neoliberalna wersja legła w gruzach, a dawne gwarancje bezpieczeństwa socjalnego, będące narzędziem utrzymywania równowagi między pracą a kapitałem, zostały w dużej części rozmontowane. Szczególnie w Europie Wschodniej, gdzie po upadku realnego socjalizmu z neoficką gorliwością likwidowano wszystko, co mogło się kojarzyć z dawnym porządkiem. Nie kierowano się przy tym zazwyczaj rachunkiem ekonomicznym ani tym bardziej losem i jakością życia ludzi, ale najczęściej nową panującą ideologią. Fundamentalizm rynkowy święcił triumfy, a neoliberalna propaganda lała się szerokim strumieniem z mediów, debat politycznych oraz z poradników w stylu: jak odnieść sukces w życiu. Zygmunt Bauman w typowy dla siebie przenikliwy sposób słusznie zauważa, że rynek – podobnie jak wcześniej pozbawione humoru i zawistne państwo – nie znosi podmiotów autonomicznych i niezależnych. Wszystko, co wymyka się rynkowej kontroli i kalkulacji, budzi niepokój stróżów zasad wolnego rynku i świętej własności prywatnej. Dlatego jedyne, co mają do zaoferowania w obecnych czasach tzw. eksperci ekonomiczni, będący zazwyczaj na etatach w wielkich bankach i korporacjach, to cięcia i oszczędności. O ograniczeniu nierówności społecznych oraz poddaniu kontroli działań wielkiego biznesu nie chcą słyszeć. Nie da się jednak opanować obecnej burzy ekonomiczno-politycznej bez zmiany zasad gry społecznej. Ci, którzy nie chcą tego przyjąć do wiadomości, są tak samo archaiczni i nie z tego świata jak obrońcy twierdzy narodowej spod znaku Kaczyńskiego.

Po pogrzebie nacjonalistycznej prawicy, państwa narodowego oraz neoliberalnego kapitalizmu trzeba szukać rozwiązań lokalnych problemów na poziomie ponadnarodowym. Integracja europejska nie tylko ma nie maleć, ale musi obejmować nowe obszary. Już nie tylko regulacje podatkowe i politykę finansową, jak chce min. Sikorski, lecz także, a może przede wszystkim, prawa socjalne, sferę społeczno-kulturową i międzynarodowe społeczeństwo obywatelskie. Te sprawy jednak nie powstaną bez pomocy europejskiej lewicy. Czy po tych pogrzebach może nastąpić w Polsce wesele zjednoczonej lewicy? Czeka nas albo katastrofa, albo postępowy ruch na rzecz demokracji, równości i lepszej Europy. Nie ma innego wyjścia. Nie warto jednak pozostawiać losu Polski i Europy w rękach wyznawców upadłych religii: nacjonalizmu i fundamentalizmu rynkowego.

Wydanie: 50/2011

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy