Obywatel – zanikający gatunek?

Obywatel – zanikający gatunek?

W rozważaniach o sytuacji w Polsce różni komentatorzy zastanawiają się, co zrobi władza w najbliższym czasie, jak się zachowają premier, prezydent czy poszczególni ministrowie. Ewentualnie można jeszcze usłyszeć o możliwych posunięciach polityków opozycji. Ale jakoś brakuje rozważań na temat tego, jak zachowa się polskie społeczeństwo. Tak jakby ono nie istniało, a teatr polityczny rozgrywał się tylko w budynkach rządowych, w urzędach, w gabinetach ludzi władzy. Czyżby milcząco zakładano, że obywatele przestali być podmiotem życia społecznego i ich postawa nie ma najmniejszego wpływu na rozwój wydarzeń?

Każda władza próbuje narzucać społeczeństwu swoją wolę – robi to w sposób mniej lub bardziej brutalny, przy zachowaniu konsultacji społecznych albo bez jakichkolwiek uzgodnień, w sposób jawny lub ukryty. To wszystko zależy od postawy samych obywateli – od ich aktywności, świadomości własnych interesów, a także od zgody na realizowaną politykę. W Polsce od jakiegoś czasu dominuje coraz większa apatia, bierność obywateli i wycofanie z życia publicznego. Wyśmienite warunki dla każdej władzy – może robić, co chce, bez jakiegokolwiek ryzyka oporu społecznego i bez groźby rozliczenia ze strony obywateli.
Dobrą ilustracją takiego stanu mogą być wyniki badań na temat aktywności obywatelskiej na Dolnym Śląsku. Choć uzyskane dane dotyczą tylko jednego regionu, mogą być pewnym wskaźnikiem tendencji w całym społeczeństwie polskim.
Ponad 60% ludzi na Dolnym Śląsku nie należy do żadnej organizacji społecznej. Jak widać, liczenie tylko na siebie i zamykanie się w prywatnej skorupie jest tendencją dominującą. Do związków zawodowych przynależy tylko co dziesiąta osoba (9,5%), z organizacjami broniącymi praw człowieka kontakt ma śladowa część społeczeństwa (1,7%). Podobnie jak z organizacjami ekologicznymi (niecałe 5%). Można pomyśleć, że Polska to kraj, gdzie wszyscy zarabiają na poziomie Szwajcarii, prawa pracownicze są przestrzegane jak w Szwecji, prawa obywatelskie są w pełni respektowane (bez żadnych nielegalnych podsłuchów ani przetrzymywania w nieskończoność ludzi w aresztach), a woda w kranach ma smak i zapach tej ze źródeł alpejskich.
A jak jest z reagowaniem na nieprawidłowości? Na legalnej demonstracji w minionym roku było ok. 2% Dolnoślązaków, petycję lub jakikolwiek inny protest podpisało ok. 3% ludzi, udział w zebraniu wspólnoty mieszkańców deklaruje około połowy badanych. A czy jest jakiś potencjał i gotowość do działania na wypadek kolejnych głupot w wykonaniu rządu? Gotowość do udziału w demonstracjach i protestach deklaruje ok. 16%. Natomiast prawie 80% respondentów jest skłonnych podpisać petycję lub inny protest pisemny. Może nie wszystko stracone, tylko trzeba wyjść do ludu i go zorganizować?

Z podjęciem działań zbiorowych jest jednak pewien problem – w tym kraju nikt nikomu nie ufa. Z opinią, że „Ogólnie rzecz biorąc, większości ludzi można ufać”, zgadza się tylko 21% Dolnoślązaków (w skali Polski jest bardzo podobnie). Większość uważa, że w stosunkach z innymi trzeba być ostrożnym (78%). Nieufność ogólna wobec ludzi przekłada się na nieufność wobec instytucji: sądom nie wierzy 44% respondentów, prokuraturze nie ufa 43%, w zapewnienia rządu w grudniu 2011 r. nie wierzyło 51% poddanych Tuska na Dolnym Śląsku, a Sejmowi i Senatowi dwa miesiące po wyborach nie ufało 57% potencjalnych wyborców.
Rząd może jednak liczyć na pomoc mediów. Jak się okazuje, ludzie wierzą w obiektywność zarówno mediów prywatnych (66%), jak i publicznych (65%). Gorzej mają media katolickie w tym katolickim kraju – 58% obywateli nie wierzy im, wzbudzają zaufanie tylko u 23% rodaków.

Stan apatii i wycofania nie oznacza, że ludzie nie marzą o lepszym świecie. Dla lewicy pocieszające powinny być uznawane przez badanych Dolnoślązaków orientacje kulturowe, jak i sympatie w sferze ekonomicznej. W sferze kultury przeważają wartości liberalne i świeckie. W sferze społeczno-ekonomicznej egalitarne i kolektywne. Sprywatyzowanego świata, którym rządzą tylko rynek i konkurencja – wbrew 20-letniej propagandzie – mało kto chce. Trzeba jednak umieć przełożyć te sympatie drzemiące w społeczeństwie na zachowania polityczne.
Warto pobudzać na każdym kroku aktywność obywatelską, bo dobrze zorganizowana może być siłą o niesamowitym rażeniu. Pamiętajmy, że w ostatnich latach w czasie wszystkich wyborów ponad połowa ludzi została w domu. To nie znaczy, że żyje im się wspaniale. Wręcz przeciwnie. Nawet jeśli lewica miałaby połowę Sejmu, to i tak bez aktywnych, pozaparlamentarnych inicjatyw społecznych niewiele mogłaby zmienić. Dziś tym bardziej każda oddolna, spontaniczna, żywa tkanka społeczna jest bezcenna. Mając całą taką sieć, można skutecznie blokować wszelkie absurdalne pomysły władzy: dodatkowy podatkowy haracz dla KGHM, wydłużanie czasu obowiązkowej pracy czy też dalsze cięcia na wydatki społeczne. Na razie za pomocą urabiania opinii publicznej przez zaprzyjaźnione media i w warunkach apatii społecznej władza może zrobić prawie wszystko. Ten obywatelski sen jednak kiedyś się skończy.

Wydanie: 4/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy