Początek generalnego remontu

Początek generalnego remontu

Z faktami się nie dyskutuje. Pogląd ten jest powszechnie uważany za tak oczywisty, że nie ma w nim nawet malutkiej szczeliny na jakieś manewry interpretacyjne. Ale to, co zrozumiałe dla każdego normalnego człowieka, wcale nie musi być uznawane przez świat polityki. Od pierwszych dni po jesiennych wyborach parlamentarnych politycy z wielkiego ongiś obozu AWSP, a dziś z Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, prowadzą akcję pralniczą na wielką skalę. Zamiast wybielacza ace mają swój patent. Dla nich czarne wcale nie jest czarne, a dziura budżetowa może być malutką dziurką. Atakują każdą próbę przypomnienia faktów, zarzucając rządowi uprawianie propagandy klęski i sianie defetyzmu. Dobrze przy tym wiedzą, że to, co do tej pory powiedziano publicznie o okresie, kiedy sprawowali władzę, to tylko malutka część wierzchołka góry lodowej. A precyzyjniej – góry bałaganu, niekompetencji i ogromnej korupcji. Wierzę, że prędzej czy później wszystko to zostanie ujawnione i sprawiedliwie osądzone. I że nie przeszkodzą w tym głośne wołania o zamknięcie przeszłości.
Prawica lubująca się w wielkich debatach na temat przeszłości musi teraz złożyć raport z własnych dokonań w ostatniej dekadzie. Rządy prawicy w ostatnich latach zbyt wiele zapisały w kalendarzu Polski czarnych kart i zbyt wielu ludzi cierpi dziś, ponosząc konsekwencje tych rządów, by można to było zostawić biegowi historii. Politycy tego obozu nie chcą, bądź nie potrafią zrozumieć, że swoje cztery lata rządów zakończyli z takim samym wynikiem jak premier Buzek. I że taki sam stempel jak on, z wszystkimi negatywnymi opiniami i ocenami, ma każdy z ówczesnej ekipy. Ma i będzie miał w swoim życiorysie już na zawsze. Powinni o tym stale pamiętać zwłaszcza ówcześni ministrowie, posłowie i prezesi. Mogą oczywiście odzyskać dobre imię. Droga do tego nie będzie dla nich łatwa, bo wymagać będzie uczciwej i dobrej pracy. A więc tego, czego najbardziej brakowało. Z tego, co teraz robią, widać, że wielu wolałoby się odmienić, korzystając z wybielacza lub perfum. I z jeżdżenia po nowej władzy, której upłynęło właśnie 100 dni.
Przychodzi więc czas na ocenę najmniejszego liczbowo rządu III RP, rządu Leszka Millera, który w spadku po poprzednikach dostał wyłącznie długi do spłacenia. Wiemy już, w jakim kryzysie jest państwo. Wiemy, że wymaga generalnego remontu.

Wydanie: 4/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy