Podręcznikowy biznes

Rabaty, warsztaty metodyczne albo drogie prezenty dla nauczycieli. Tak wydawcy promują swoje książki

Od przybytku podobno głowa nie boli. Jednak gdy w grę wchodzi wybór podręcznika, nauczyciele mogą mieć odmienne zdanie. Ministerialna lista książek dopuszczonych do nauczania szkolnego niemal przy każdym przedmiocie uwzględnia kilkanaście pozycji. – Są przedmioty, do których propozycji jest więcej – przyznaje Danuta Mieszkowska z Departamentu Kształcenia i Wychowania MEN. – Czasami wynika to jednak z przyjętej przez autorów koncepcji “rozbicia” poszczególnych tytułów na części – w przypadku języka polskiego są podręczniki przeznaczone do kształcenia literackiego i językowego.
Rodziców obowiązuje inna lista – spis podręczników wybranych przez nauczycieli. W opinii Danuty Mieszkowskiej, wybór ten ma sens jedynie wtedy, gdy uwzględnia potrzeby i zainteresowania uczniów, specyfikę środowiska i regionu.
– Tylko wtedy taka różnorodność propozycji znajduje uzasadnienie – podkreśla. Na nauczycielach spoczywa więc duża odpowiedzialność, ale mają także szansę tworzenia rzeczywiście autorskich programów nauczania. Wybór jednak nie zawsze jest łatwy. – Zwykle rozmawiam z koleżankami uczącymi tego samego przedmiotu i wspólnie decydujemy się na jakiś podręcznik – twierdzi Ewa, polonistka z dwuletnim stażem w jednym z krakowskich liceów, która nie chce ujawniać nazwiska w prasie. Anna Kanicka, anglistka z Łodzi, jest bardziej zdecydowana:
– Książka musi być dobra dla uczniów i dla mnie. Musi zawierać dużo ćwiczeń, dodatkowych tekstów i materiałów pomocniczych.
Jak twierdzi Danuta Mieszkowska, nie wszystkie podręczniki wpisane na ministerialną listę są stosowane w szkole. – To rynek weryfikuje spis zatwierdzonych podręczników – mówi. Jednak również do ministerstwa dotarły niepokojące sygnały dotyczące dystrybucji bezpośredniej do szkół i wyboru podręczników dokonywanego niekoniecznie z powodów merytorycznych. W związku z tym minister Edmund Wittbrodt wystosował pismo do kuratorów oświaty i placówek kształcących nauczycieli, w którym przypomina, czym powinien być uwarunkowany dobór książek edukacyjnych. Tyle może zrobić minister: przypominać, jakimi kryteriami należy się kierować i mieć nadzieję, że jego uwagi poskutkują.
Sprzedaż bezpośrednia do szkół to forma dystrybucji, która budzi największe kontrowersje. Przedstawiciele handlowi wydawnictw odwiedzają szkoły i przedstawiają swoją ofertę. Starają się zachęcić do kupna książek – przy większym zakupie proponują rabaty albo kilkanaście pozycji z literatury do uzupełnienia księgozbioru biblioteki. Zwykle nie ma w tym nic zdrożnego, chyba że ta forma sprzedaży staje się sposobem na dorobienie do pensji i o wyborze podręcznika decydują względy pozamerytoryczne. Marża trafia wtedy do kieszeni nauczyciela, a czasem jest on dodatkowo wynagradzany drogim prezentem: markowym piórem, a nawet wycieczką zagraniczną. W takim wypadku rodzice mogą mieć uzasadnione wątpliwości, czy nauczyciel wybrał najlepszą książkę i czy w ogóle wie, co wybrał.
W warunkach wolnego rynku i silnej konkurencji nikt nie spodziewa się, że wydawnictwa będą czekać z założonymi rękami, aż klient sam do nich przyjdzie. Stosowanie nieuczciwych chwytów promocyjnych nie dotyczy wszystkich oficyn. Najczęściej starają się one zachęcić do kupna podręczników, proponując ułatwienia dla pedagogów. Na stronach internetowych Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych nauczyciele znajdą m.in. gotowe scenariusze lekcji, sprawdziany, filmy i programy komputerowe, a Wydawnictwo Szkolne PWN poleca liczne książki pomocnicze, programy nauczania, testy i publikacje elektroniczne. Rodzime oficyny wprowadzają metody promocji od dawna stosowane przez firmy zagraniczne, które zdominowały w Polsce rynek podręczników do nauki języków obcych. – Często biorę udział w warsztatach organizowanych przez zachodnie wydawnictwa, podczas których uczę się, jak najlepiej wykorzystywać oferowane materiały – mówi Anna Kanicka. – Dostaję wtedy kasety, testy albo książki pomocnicze nie do kupienia nigdzie indziej, które przydadzą mi się, nawet jeśli nie zdecyduję się na reklamowaną pozycję.
Podręczniki do nauki języków obcych dystansują inne pozycje pod względem ceny. Zwykle kosztują 40-60 zł, ale są i droższe. Z podręcznikami do pozostałych przedmiotów bywa różnie. Niektóre książki do gimnazjum w miękkich okładkach mogą kosztować
7-9 zł, ale ceny większości podręczników do polskiego nie schodzą poniżej 25 zł. Rodzice pragnący wyposażyć swoją latorośl w komplet nowych podręczników muszą liczyć się z wydatkiem nawet 400 zł. Księgarnie internetowe obiecują ceny o 10% niższe. Zawsze dużym powodzeniem cieszyły się antykwariaty, ale reforma oświaty sprawiła, że trudniej dziś znaleźć w nich podręczniki. Nie ma aż tylu sprzedawców ulicznych oferujących używane książki szkolne, ale w niektórych miejscach zawsze można ich spotkać. Wystarczy pójść na warszawski plac Dąbrowskiego, żeby znaleźć się wśród bukinistów energicznie zachwalających towar: – U mnie dostanie pani komplet do podstawówki, gimnazjum i liceum, co tylko pani chce. Nawet o 30% taniej niż w sklepie!
Kolejek w księgarniach i spanikowanych rodziców ze ściągawką w ręku jak na razie nie widać. Część nauczycieli zapewne uprzedziła przed wakacjami, jakie książki będą obowiązywać w nowym roku szkolnym, a pozostali czekają do września.
Zdaniem Danuty Mieszkowskiej, podręczniki dla zreformowanej szkoły są coraz lepsze. Wydawcy mieli więcej czasu na ich przygotowanie. W księgarniach przeważają pozycje wyróżniające się znakomitą szatą graficzną, bogactwem ilustracji i czytelnym układem stron. Od pedagogów zależy, czy sukces na rynku odniosą podręczniki najlepsze – przede wszystkim pod względem zawartości.

Wydanie: 35/2001

Kategorie: Oświata

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy