Dziś na przerwie ogórkowa

Ruszył rządowy program dokarmiania uczniów. Średnio obiady kosztują dwa złote

Jaś jest chudy, apatyczny, często zmęczony. Ma cienie pod oczami, nie bierze czynnego udziału w lekcjach, na przerwach zazwyczaj stoi na uboczu. Nigdy nie przynosi drugiego śniadania ani w ogóle nic do jedzenia. Nie ma też pieniędzy, żeby sobie coś kupić w szkolnym sklepiku. Ma troje rodzeństwa. Kiedyś jego młodsza siostra zaginęła. Cała dzielnica była poruszona. Okazało się, że koleżanka mamy pożyczyła sobie Marysię, aby pożebrać na ulicach. Dziewczynka szczęśliwie wróciła do domu, ale sprawą zajęła się policja i szkolny pedagog. Matka Jasia nieustannie poszukuje kandydata na męża. Wypróbowując kolejnych partnerów, zapomina, że ma czwórkę dzieci.
Chłopiec został objęty szkolnym programem dożywiania. To jego jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia. Kiedyś powiedział wychowawczyni, że jest chory i musi leżeć w łóżku. Miał jakąś wysypkę. Prosił, aby mimo to mógł przychodzić do stołówki.
Życie Karolka jest pełne dramatycznych przeżyć. Gdy miał cztery latka, zmarła jego mama, a ojciec go porzucił. Zajęli się nim sąsiedzi, starsze małżeństwo niemające własnych dzieci. Po dwóch latach przybrana mama zmarła na zawał. Został z opiekunem. Ich sytuacja prawna jest niewyjaśniona. Karolek poszedł do pierwszej klasy i wówczas jego opiekun opowiedział całą historię szkolnemu pedagogowi. Zapytał, czy chłopiec może jeść w szkole obiady, bo on nie potrafi gotować. Pedagog poradził mu, aby wystąpił do sądu o uregulowanie sytuacji prawnej, co pozwoli Karolkowi korzystać z różnych form pomocy społecznej.
W podobnej sytuacji są dzieci, którymi zajmują się dziadkowie lub inni członkowie rodziny niebędący formalnymi opiekunami. Takich dzieci nie można np. dożywiać, bo jest to niezgodne z prawem, gdyż z prośbą o pomoc musi wystąpić prawny opiekun.
Małgosia i Adaś pochodzą z porządnej rodziny. Są ubrani skromnie, ale zadbani. Do niedawna i mama, i tata pracowali. W kopalni. Oboje stracili pracę i korzystają z zasiłku. Często nie starcza im do pierwszego. Imają się różnych zajęć. Podczas klęski śniegowej zatrudnili się przy odśnieżaniu. Przypadkowo dziennikarz z telewizyjnej Trójki właśnie o nich zrobił krótką migawkę. W ten sposób dyrektorka szkoły dowiedziała się o ich biedzie.
W najstarszej szkole podstawowej w Katowicach, nr 19, dożywianie dzieci prowadzi się od wielu lat. – Robimy to wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Naszym dzieciom pomagają też sponsorzy: dwie firmy i proboszcz tutejszej parafii – informuje dyrektorka szkoły, Grażyna Burek. – Pomoc polega nie tylko na wydawaniu darmowych obiadów, a dla szczególnie ubogich dzieci także śniadań, ale też na kupowaniu podręczników, pomocy szkolnych oraz biletów do kina lub teatru.

Koperkowa z żołądkami

Ponad stuletni budynek szkoły mieści się na granicy dwóch dzielnic Katowic – Dębu i Józefowca. W ciągu jednego roku szkolnego przybyło blisko 100 uczniów, których jest obecnie 334. Aż 80 z nich powinno być objętych darmowym dożywianiem. Grażyna Burek jest tu dyrektorką od czterech lat.
W tej chwili szkoła przygotowuje dziennie 80 obiadów, z tego 60 bezpłatnych. Płatne kosztują zaledwie 1,60 zł i okazuje się, że wielu rodziców nie stać nawet na tak skromny wydatek. Dyrektorka obawia się, co będzie, jeśli koszt obiadu wzrośnie do 2 zł, bo za dotychczasową kwotę dłużej nie można ich robić. I tak intendentka dokonuje cudów. Na obiad za 1,60 zł (ostatnia podwyżka, o 10 gr, była w 1997 r.) można zjeść udka kurczaka, ziemniaki, marchewkę z groszkiem i kompot albo zupę kalafiorową i żołądki w sosie koperkowym z kaszą i ogórkiem kiszonym. Często podaje się też zupę z wkładką mięsną i chlebem. Jak to się udaje?
– A od czego bazary i przeceny w marketach? – mówi Beata Madejska, pełniąca w szkole rolę intendentki. Pracuje tu od czterech lat, jednocześnie studiując pedagogikę opiekuńczą. – Każdy obiad przygotowuję z ołówkiem w ręku. W koszcie 1,60 złotych muszę się zmieścić średnio przez cały miesiąc. Najdrożej wychodzi ryba, najtaniej ryż z jabłkami.
Dziś akurat jest gulasz. Przygotowanych zostanie około 100 obiadów. W tym celu kupiono 9 kg łopatki i 6 kg kiszonej kapusty na surówkę.
– Dzieci najbardziej lubią słodkie potrawy. Kiedyś zrobiliśmy łazanki, nie chciały tego jeść, dopiero po posłodzeniu – opowiada pani Beata. – Jak im coś nie smakuje, zakopują pod ziemniaki albo ogórek kiszony. Robię więc oszczędności, obserwując, co dzieci jedzą. Przykładowo, kiedyś dostawały 9 dag ogórka kiszonego, ale ponieważ dużo wyrzucałyśmy, zmniejszyłam porcję o 2 dag. Posiłek dla dzieci szkolnych powinien mieć ok. 800 kalorii, łącznie z piciem. Dzieci lubią wodą z sokiem, ale taniej wychodzą kompoty.
Madejska sama przynosi zakupy do szkoły. Tak jest taniej. Kuchnia szkolna jest mała, była przystosowana do wydawania 30 obiadów. Choć kucharka pracuje od 7 rano, obiady wydawane są w dwóch turach. Niedawno złamała im się łyżka cedzakowa. Nowa to zbyt duży wydatek. Teraz kucharka musi wybierać kluski zwykłą łyżką i często parzy się parą z ogromnego garnka. Nie robią też w miarę tanich placków ziemniaczanych, bo zepsuł się mikser, a na nowy nie ma pieniędzy.

Dobrze, że jesteś

Na każdym spotkaniu z rodzicami wychowawcy proszą, aby rodzice w trudnej sytuacji zgłaszali się po pomoc. – Nie możemy pomóc, jeśli nie wiemy komu – tłumaczą. – Przykro nam, jeśli musimy się dowiadywać o waszych kłopotach z innych źródeł albo z telewizji, jak w przypadku Małgosi i Adasia. Możemy i chcemy pomóc, są na to środki, tylko trzeba przestać wstydzić się biedy.
Najlepszym źródłem informacji o sytuacji rodzinnej dzieci jest szkolna świetlica. Wiele dzieci niepracujących rodziców siedzi tu aż do zamknięcia. Często zwierzają się wychowawcom. Szkoła prowadzi środowiskowy program profilaktyczny „Dobrze, że jesteś” finansowany z budżetu gminy. Zajęcia odbywają się w soboty, wtedy też podaje się obiad.

Żeby to nie była tylko akcja

Z rządowego programu dożywiania dzieci województwo śląskie otrzyma 12 mln zł. W styczniu na konto wojewody wpłynęło ponad 30% tej kwoty. Z danych Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że w roku bieżącym akcja dożywiania powinna objąć 54,5 tys. uczniów (ok. 10%) szkół podstawowych i gimnazjów. Posiłki dla nich będą w sumie kosztować 27 mln zł, z czego 15 mln przeznaczą same gminy. Najwięcej uczniów wymagających dożywiania jest w Katowicach, Zabrzu i Bytomiu.
– Inicjatywa dodatkowych pieniędzy na dożywianie dzieci jest bardzo potrzebna – uważa Grażyna Burek – ale boję się, aby nie miała charakteru akcyjnego. Podobnie jak inicjatywa poprzedniego rządu, który obiecał komputery w każdej szkole. Zostało to zrealizowane tylko cząstkowo w gimnazjach, podstawówki w ogóle nie doczekały się swojej kolejki. Jeśli chodzi o uprawnienia dzieci do darmowych obiadów, sugerowałabym, aby wpływ na to miał także pedagog szkolny, nie tylko MOPS. Chodzi o to, że do MOPS musi się zgłosić opiekun dziecka i pisemnie poprosić o pomoc, a nie każdy rodzic potrafi przyznać się do kłopotów finansowych. W naszej szkole funkcjonuje tzw. lista pedagoga, dzięki której możemy karmić dzieci, nawet jeśli nie są zgłoszone do opieki społecznej.

Poproszę dokładkę

W szkole podstawowej w Kunowie od rana rozchodzi się zapach fasolki po bretońsku. Gdy tylko rozlega się dzwonek na przerwę, uczniowie co sił w nogach pędzą do stołówki. Szybko zajmują miejsca przy stolikach. Fasolka w mgnieniu oka znika z talerzy.
Kinga Wijata z VI b skrupulatnie wylicza menu: – Dzisiaj fasolka, a na deser herbatniczek, wczoraj zalewajka i mandarynka, a w poniedziałek była grochówka i pierniczek. W tamtym tygodniu dali ryż z sosem śmietankowo-owocowym.
Obok okienka, gdzie wydawane są posiłki, cały czas kręci się pierwszoklasistka Ania. Zdarza się bowiem, że zostaje jakaś porcja i litościwa kucharka podsunie dziewczynce talerz z zupą czy drugim daniem. A Piotrka z drugiej klasy rano bolał brzuch. Gdy wychowawczyni zapytała go, czy jadł śniadanie, przecząco pokręcił głową. Dostał wtedy złotówkę, by kupił sobie bułkę w sklepiku szkolnym. Ból przeszedł, teraz czeka na repetę.

Zupka za złotówkę

Burmistrz Kunowa, Andrzej Jabłoński, z nadzieją przyjął zapowiedzi rządu, że ruszy program wspierania gmin w dożywianiu uczniów. – Od dawna dokarmiamy dzieci z najbiedniejszych rodzin – mówi. – Pieniądze otrzymujemy z ośrodków pomocy społecznej Złożyliśmy zapotrzebowanie na dodatkowe dożywianie 100 uczniów, jak dotąd na nasze konto wpłynęło jedynie 3 tys. zł.
Dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Pomocy Społecznej, Anna Śleźnik, potwierdza, że otrzymała pierwszą transzę środków w wysokości blisko 1,7 mln zł. Pieniądze już trafiły do gmin i mają wystarczyć do końca lutego. Teraz jej pracownicy dokładnie analizują wszystkie potrzeby, zastanawiają się nad uruchomieniem dodatkowych punktów. W ubiegłym roku dożywiano około 27 tys. uczniów, w tym roku przyznane środki wystarczą dla 32 tys.
W gminie Kunów ze środków pomocy społecznej skorzysta około 150 dzieci. – Na dzienne dożywianie jednego ucznia wydajemy od złotówki do 3,5 zł – wylicza kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej, Marek Janik.
Gdyby obniżyć kryteria przyznawania pomocy, z posiłków mogłoby skorzystać drugie tyle uczniów. Burmistrz podjął decyzję, by uruchomić dodatkowy punkt w szkole podstawowej w Wymysłowie. Ale jest pewien problem. – W małych szkołach nie ma bloków żywieniowych, a Sanepid rygorystycznie egzekwuje przepisy – tłumaczy. – Muszą być warunki do przygotowywania posiłków, mycia, wyparzania naczyń. Tam, gdzie ich nie ma, możemy zapewnić dzieciom jedynie gorącą herbatę i słodką bułkę.

Znaleźć potrzebujących

Przez okienkiem w stołówce kunowskiej podstawówki ustawiły się też matki dzieci, które akurat są nieobecne w szkole. – Nie powinno być żadnych ograniczeń, wszystkie dzieci bez wyjątku należy objąć dożywianiem – twierdzi Ewa Ciba. – Dzisiaj każdemu jest ciężko. Jeśli kupię dziecku ubranie, to brakuje później na leki czy opał.
Bożena Wątroba przyszła, bo jedno z jej dzieci akurat jest chore. – Przyniosłam takie duże – pokazuje z zażenowaniem na słoiki – bo jak brałam w mniejszych, to syn był głodny. W szkole zawsze bierze dokładkę.
W kunowskiej szkole uczy się 411 dzieci, ze stołówki korzysta około 200, za posiłki w większości płacą rodzice. 40 obiadów funduje ośrodek pomocy, za siedmioro płaci szkoła, także za siedmioro – ksiądz. Nauczyciele i dyrekcja szkoły uważają, że gdyby były wystarczające pieniądze, mogliby objąć dożywianiem wszystkie potrzebujące dzieci. – Znamy każdego ucznia i jego sytuację rodzinną – zapewniają dyrektor Teresa Piwnik i jej zastępca Zofia Pająk. – Możemy sami wypracować kryteria. Na pewno z posiłków powinny korzystać wszystkie dzieci z rodzin wielodzietnych, niepełnych, rozbitych. Takich jest u nas do 60%.

Wydanie: 8/2002

Kategorie: Oświata

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy