Pojednanie przez trudną pamięć

Pojednanie przez trudną pamięć

Rajdy katyńskie były organizowane od wielu lat, o Wołyniu się nie mówiło

Henryk Kozak – prezes Stowarzyszenia „Wołyń – Pamiętamy”

Formalnie działają od 15 grudnia 2014 r., ale już rok wcześniej, w 70. rocznicę rzezi Polaków na Wołyniu, zorganizowali I Wołyński Rajd Motocyklowy. W tym roku planują czwarty taki wyjazd. Niezależnie od tego regularnie jeżdżą na polskie cmentarze na Ukrainie – porządkują przede wszystkim groby cywilnych ofiar ludobójstwa, ale także legionistów i innych polskich żołnierzy. Za bohaterską postawę dziadków nie zapominają też podziękować potomkom tych Ukraińców, którzy pomogli naszym rodakom. Założycielami Stowarzyszenia „Wołyń – Pamiętamy” są m.in. mieszkańcy gminy Kazimierz Dolny.

Co sprawiło, że zajęliście się przypominaniem o rzezi wołyńskiej i pielęgnowaniem grobów ofiar bandytów z UPA?

– To efekt rozmów prowadzonych w gronie rodzinnym, zasłyszanych opowieści. A bezpośrednią przyczyną było to, że jako zapalony motocyklista zauważyłem dziwną rzecz. O ile systematycznie organizowane są motocyklowe rajdy katyńskie, o tyle na Wołyń nie ma takich wypraw. Nawet w 70. rocznicę rzezi wołyńskiej nikt nie zorganizował takiej formy upamiętnienia. Pomyślałem wtedy, że warto coś zrobić. Od kilkunastu lat jeżdżę samotnie na Ukrainę, szukając tam śladów polskości, znam więc dobrze tamte tereny i warunki. Dlatego postanowiłem zorganizować Wołyński Rajd Motocyklowy. Teraz co roku zbieramy grupę motocyklistów i w okolicach 11 lipca jedziemy pokłonić się ofiarom. W tegorocznym rajdzie z okazji 73. rocznicy rzezi wołyńskiej już 34 motocyklistów potwierdziło swój udział. Nasz rajd jest objęty patronatem Konsulatu RP w Łucku. O trasie podróży są powiadamiane służby ukraińskie, możemy więc liczyć na pewną ochronę ze strony gospodarzy.

Czy nie jest to niepotrzebne rozdrapywanie ran z przeszłości?

– Jako uczestnicy rajdu staramy się być jak najdalej od polityki i polityków. Jedziemy tam, żeby zapalić znicze, oddać hołd Polakom, którzy w bestialski, okrutny sposób zostali pozbawieni życia. Nie uważam, że można mówić o jakimkolwiek rozdrapywaniu ran, chcemy jedynie ocalić od zapomnienia tę prawdę, o której przez dziesięciolecia bano się cokolwiek powiedzieć. Pamiętali o tym ludzie, którym udało się przeżyć, ich potomkowie, ale nie przypominam sobie, żeby uczono nas o Wołyniu w szkole. Tak więc musimy budować to pojednanie, nawet przez bardzo trudną pamięć.

Z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło co najmniej 50-60 tys. Polaków. Zważywszy na skalę zbrodni, zastanawiam się, czy w ogóle możliwe jest pojednanie połączone z rozliczeniem?

– My wcale nie żądamy rozliczenia. Powtarzam – chcemy jedynie, by pamiętano, jakie zło kiedyś wyrządzono, ale jednocześnie przez utrzymywanie coraz liczniejszych kontaktów z ukraińskimi i polskimi stowarzyszeniami na Ukrainie patrzymy w przyszłość. W tym roku, w trakcie IV Wołyńskiego Rajdu Motocyklowego pojedziemy z Łucka do Równego, gdzie spotkamy się z członkami miejscowego klubu motocyklowego. Zapalimy wspólnie znicze pod tablicą upamiętniającą Ukraińców, którzy zginęli na Majdanie i podczas trwającej wojny w Doniecku i Ługańsku, a potem wspólnie przejedziemy na cmentarz polskich legionistów i też zapalimy znicze.

Jak naprawdę jesteście przyjmowani na Ukrainie?

– Jesteśmy w stałym, bardzo dobrym kontakcie nie tylko z naszym konsulatem, ale także z Kurią Biskupią z Łucka i niesłychanie nam przyjaznym biskupem Witalisem Skomarowskim. Także ze Stowarzyszeniem Lekarzy Polskiego Pochodzenia na Wołyniu, które bardzo pomaga nam w przygotowaniu rajdu. Zawsze pojawiamy się na ziemi wołyńskiej, ale nie zapominamy też o Lwowie i Tarnopolu. W tym roku będziemy trzy dni na ziemi lwowskiej, m.in. w Brodach, gdzie znajduje się największy polski cmentarz wojenny na Ukrainie, oraz w Podkamieniu i Zadwórzu, zwanym Polskimi Termopilami. Wszędzie spotykamy się z bardzo przyjaznym, szczerym przyjęciem. Miejscowe władze z reguły delegują swojego przedstawiciela, który służy wszelką pomocą. Kiedy w Kisielinie zgłosiliśmy do rady sołeckiej, że chcemy wyciąć drzewa na polskim cmentarzu, odpowiedziano nam: „To jest wasz teren, róbcie, co chcecie”. Nie ma nawet mowy o jakimś wrogim, nieprzyjaznym nastawieniu. Najszybciej przyjazne kontakty nawiązuje młodzież. Nikt nie robi problemu z faktu, że Polacy przyjeżdżają. Nie mają nam tego za złe. Podobnie nie widzę żadnych przeszkód, żeby Ukraińcy przyjeżdżali do Polski i porządkowali ukraińskie groby.

Strony: 1 2

Wydanie: 26/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy